2017 rok – 3 razy więcej zachorowań na grypę niż w 2020 roku na koronawirusa – Dr Z.Martyka

0
991

Przedruk rozmowy z portalu temi.pl
Oryginał: https://www.temi.pl/portal/portal-tarnow/dr-zbigniew-martyka-radzi-wylacz-telewizor-wywiad/?fbclid=IwAR33kSNYDv8lkDbwuQ-eBKLN1DyPPpnc8kDZOQ23Gk-0xqz55zc-0HPRmaw

Zapraszam do zapoznania się z najnowszym wywiadem, który przeprowadziłem z dr n. med. Zbigniewem Martyką. Polecam lekturę każdemu choć najbardziej osobom, które odczuwają dyskomfort związany z ciągłym karmieniem nas strachem przez media i polityków.

Marcin Kupiec: COVID-19 na początku wszystkich przeraził. Obecnie mamy wystarczająco dużo dowodów na to, że nie jest on jakoś szczególnie zabójczy dla nas. Dlaczego zdecydowana większość lekarzy milczy w tym temacie albo wręcz nadal stara się nas tą chorobą straszyć?

Zbigniew Martyka: Nieustanna propaganda medialna i rządowa z używaniem określeń „śmiertelny” wirus (często wypowiadanych przez dziennikarzy dramatycznym tonem) powoduje, że wielu ludzi ulega panice. Niestety, przekłada się to często na służby medyczne. Zwłaszcza dotyczy to tych, którzy na co dzień stykają się z osobami chorymi. Sądzę, że liczba zgonów osób zakażonych wirusem SarsCov-2 (nie jest to jednoznaczne ze zgonami z powodu zakażenia tym wirusem) napawa właśnie lękiem. Ponieważ osoby, u których wykryto wirusa są traktowane jak „chore na covid”, ich zgon spowodowany poważnymi przewlekłymi chorobami jest kwalifikowany jako zgon wywołany zakażeniem SarsCov-2. W ten sposób liczba tak kwalifikowanych zgonów wzrasta i jest pożywką dla tych, którzy chcą wzbudzić lęk, panikę. Tymczasem nieadekwatne do rzeczywistego zagrożenia działania, paraliżujące normalne funkcjonowanie placówek ochrony zdrowia jest przyczyną kilkakrotnie większej liczby zgonów z powodu chorób przewlekłych… W październiku br stwierdzono 3100 zgonów raportowanych jako COVID-19 (czyli np. również zawał serca czy nowotwór w przypadku osoby zakażonej koronawirusem) i 13 tys. zgonów więcej z powodu innych chorób, w porównaniu do lat poprzednich, w których działalność ochrony zdrowia nie była sparaliżowana. Można jasno zobaczyć, że liczba zgonów z powodu znacznego ograniczenia dostępności świadczeń medycznych wielokrotnie przewyższa liczbę zgonów przypisywanych Sars-CoV-2.

MK: Obecnie mamy sezon „grypowy”, czyli na wszelkie choroby grypopodobne. Czy do tej grupy chorób można zaliczyć COVID-19? Jeśli nie, to czym się różni COVID-19 od np. wirusów grypy?

ZM: W przypadku zakażenia SarsCov-2 jest pewna specyfika. Mianowicie duże zróżnicowanie przebiegu zakażenia. W zdecydowanej większości, bo ok. 90% – zakażenie przebiega bezobjawowo. Osoby, które zachorowały mają różny przebieg choroby, od objawów lekkich do ciężkiej niewydolności oddechowej, zmian zakrzepowych i zgonu. W grypie jednak także mamy różne przebiegi zakażeń, i osoby z towarzyszącymi schorzeniami mogą przechodzić zakażenie ciężko, a także umierać.

MK: Według raportów Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego zdecydowanie spadła zachorowalność na typową grypę oraz nie stwierdzono od dość dawna zgonów nią spowodowanych. Jak to jest możliwe?

ZM: Dziwnym jest fakt, że w chwili obecnej prawie nie ma zachorowań na grypę. Według badań przeprowadzonych przez rządową agencję Public Health England, globalna liczba zachorowań na grypę w 2020 roku spadła o 98 proc., w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Nie jest możliwe, by grypa zniknęła. Biorąc pod uwagę fakt podawany przez wielu naukowców, że testy PCR są mało wiarygodne, nasuwa się wniosek, że zakażenia grypowe (które przecież nie mogły zniknąć w nadzwyczajny sposób) są traktowane jako zakażenia SarsCov-2. Mamy więc zakażenia wirusowe, typowe dla tej pory roku. Co ważne – Zakażenie SarsCov-2 traktuje się jako wyjątkowe, a inne, np. grypowe nie są przedstawiane jako zagrożenie epidemiczne.

Marek Posobkiewicz Główny inspektor Sanitarny w 2017 roku tłumaczył, że odnotowano znaczny wzrost zachorowań na grypę i choroby grypopodobne. – W pierwszym tygodniu stycznia tych zachorowań było kilkadziesiąt tysięcy, potem ponad 200 tysięcy, a w ostatnim tygodniu stycznia zachorowań było ponad 360 tysięcy. Jednocześnie szef GIS stwierdził, że to nie epidemia. –Biorąc pod uwagę zakres tych zachorowań nie dziwię się, że w społeczeństwie mogą takie głosy występować. Bo wzrost zachorowań kojarzony jest z epidemią – powiedział. Proszę zwrócić uwagę: 360 tysięcy zachorowań w ciągu jednego tygodnia tj. ponad 50 tysięcy dziennie i… nie ma epidemii. A teraz?

MK: Obecnie służba zdrowia przechodzi trudny okres związany z brakiem ludzi i sprzętu. Czy to jest rozsądne, by trzymać na kwarantannach lekarzy, którym test wychodzi pozytywnie, ale nie mają żadnych objawów COVID-19? Czy nie lepiej zlikwidować restrykcje nałożone na szpitale i pozwolić lekarzom ratować innych mimo teoretycznego zakażenia wirusem? Czy to by nam nie pomogło w rozwiązaniu problemów kadrowych?

ZM: Zaprzestanie kwarantanny, a także zaprzestanie wykonywania testów, które bardzo często dają wyniki fałszywie dodatnie i fałszywie ujemne odblokowałoby sparaliżowaną ochronę zdrowia. Powinniśmy traktować pacjentów tak jak do tej pory traktowano wszystkie inne zakażenia wirusowe (także zakażenia koronawirusowe, z którymi spotykamy się od dziesiątków lat). Pacjenci zainfekowani powinni być przyjmowani tak jak pacjenci z grypą byli przyjmowani w ubiegłych latach. Jeśli stan pacjenta był poważny to powinien być skierowany do szpitala bez stygmatyzowania go rodzajem wirusa. Lekarze pierwszego kontaktu przyjmowali w sezonie grypowym nawet kilkudziesięciu pacjentów z objawami infekcji dziennie i nikomu nie przyszło do głowy zarządzać kwarantanny, izolacji.

 MK: Media i rząd od marca robią wiele, by nas utrzymać w stanie ciągłego strachu przed zakażeniem i śmiercią. Obserwuję u wielu osób wiele nieracjonalnych i panicznych zachowań na widok osoby idącej chodnikiem bez maseczki. Czy nie uważa Pan, że taki ciągły stan zagrożenia nie powoduje zwiększenia ryzyka zakażeniem wirusowym? Czy to nie ma negatywnego wpływu na odporność naszych organizmów?

ZM: Jest to zdecydowanie niekorzystne działanie. Odizolowanie ludzi od siebie, zamykanie ich w domach, straszenie negatywnymi skutkami wychodzenia na spacery, permanentne używanie określeń „śmiertelny” wirus (tak, jakby inne nie mogły spowodować zgonów) – niszczy odporność, powoduje depresję i lęk (co także działa destrukcyjnie na nasz układ odpornościowy). Jeśli wymaga się od osoby zdrowej, nie kaszlącej, nie mającej żadnych objawów infekcji, żeby na spacerze, na którym nie spotyka się z innymi ludźmi – np. na pustej ulicy, nosiła szczelnie zakrywającą usta i z nos maseczkę, bez względu nawet na ewentualne przeciwwskazania zdrowotne (są takowe, potwierdzone naukowo, wbrew niemerytorycznym wypowiedziom byłego ministra zdrowia) – to jest to całkowity absurd. Tak, jak przyznał były już Główny Inspektor Sanitarny: Ta maseczka ma oczywiście także w jakiejś mierze, no nie w pełni oczywiście, zatrzymuje patogeny. Ale ta maseczka świadczy o tym, że jest pandemia.

Utrzymują więc w świadomości lęk, którym karmi się codziennie ludzi. Ciekawe, dlaczego nie zalecano obligatoryjnego noszenia maseczek, gdy w ciągu tygodnia 360 tysięcy osób zakażało się wirusem grypy, na którą także osoby schorowane umierały?

 MK: Co możemy zrobić, by uspokoić osobę panicznie bojącą się COVID-19? Czy zna Pan jakiś skuteczny sposób?

ZM: Po pierwsze nie słuchać wiadomości ukierunkowanych na wzbudzanie lęku i paniki, najlepiej w ogóle wyłączyć telewizor. W internecie zapoznać się z opiniami i badaniami niezależnych naukowców. Po drugie polecam opracowania naukowe dotyczące tego tematu zebrane w pozycjach: „Fałszywa pandemia” cz.I i cz.II, ponadto książkę znakomitego niezależnego od układów politycznych dziennikarza śledczego – Wojciecha Sumlińskiego „Zapis zarazy”, obnażającej niewygodne fakty.

 MK: Co by Pan wybrał jako najlepszą obecnie dostępną formę profilaktyki przed zakażeniem wirusem? Zdrowy tryb życia, odpowiednia dieta, sport czy może aplikację niesprawdzonych szczepionek?

ZM: Ponieważ wirus dość szybko zmienia swoją strukturę antygenową, można mieć obawy, że szczepionka bazująca na określonych typach wirusa może nie być wystarczająco skuteczna zanim w ogóle zostanie wyprodukowana. Na potwierdzenie wątpliwości co do skuteczności szczepień chciałbym przytoczyć informację agencji Ruetera, że w trzeciej fazie badań nad szczepionką tworzoną przez koncern AstraZeneca doszło do 53 przypadków zakażeń koronawirusem, pomimo podania tym osobom szczepionki. Ponadto może napawać niepokojem inna informacja podana przez agencję Reutera: AstraZeneca otrzymała ochronę przed przyszłymi roszczeniami z tytułu odpowiedzialności za potencjalne niepożądane działanie szczepionki COVID-19, w większości krajów, z którymi producent zawarł umowy na dostawy wyczekiwanego remedium na pandemię – informuje agencja Reutera. – To wyjątkowa sytuacja, w której jako firma po prostu nie możemy ryzykować, jeśli za… cztery lata szczepionka wykaże skutki uboczne – powiedział agencji Reutera Ruud Dobber, członek zarządu AstraZeneca. – W zawartych przez nas umowach prosimy o zwolnienie z odpowiedzialności kontraktowej – mówił.”

Należy wziąć pod uwagę jeszcze jeden czynnik. Jeśli infekcja będzie się w takim tempie rozszerzać, to zanim będzie szczepionka, większość ludzi ulegnie zainfekowaniu (90% bezobjawowemu) i wytworzy naturalne przeciwciała. Nie będzie konieczności sztucznej immunizacji.

Nie lekceważąc medycyny należy myśleć o zmniejszeniu ryzyka zakażenia poprzez zdrowy styl życia. Konieczny jest ruch, spacery na świeżym powietrzu, zwłaszcza w słoneczne dni. Zamykanie w czterech ścianach, odizolowanie od bliskich, karmienie lękiem to powolna eutanazja zwłaszcza dla osób starszych. Ważne jest przyjmowanie witamin, minerałów, zwłaszcza tych, których niedobory są powszechne. Powinniśmy unikać szkodliwych nawyków (np. palenie tytoniu na pewno nie poprawia funkcji naszego organizmu). Nie znaczy to, że w ten sposób na pewno unikniemy choroby, ale po pierwsze zmniejszymy ryzyko zakażenia a po drugie mamy większe szanse wrócić do zdrowia i mniejsze ryzyko zgonu w razie zachorowania.

MK: Dziękuję bardzo za rozmowę. Wierzę, że Pana wypowiedź pomoże wielu osobom w odzyskaniu wewnętrznego spokoju, a tego właśnie nam obecnie brakuje.