Internet za okazaniem dokumentu

Jak „ochrona dzieci” może stać się bramą do cyfrowej kontroli

A+A-
Zresetuj

Najpierw patostreaming, później weryfikacja wieku, cyfrowa tożsamość i blokowanie domen. Każde rozwiązanie przedstawiane jest osobno. Dopiero po połączeniu kropek widać powstającą infrastrukturę kontroli dostępu do informacji.

Patostreaming jest zjawiskiem odrażającym. Przemoc, upokarzanie ludzi, wykorzystywanie dzieci i zwierząt oraz zarabianie na cudzej krzywdzie nie zasługują na ochronę.

Właśnie dlatego temat ten jest tak skutecznym uzasadnieniem dla kolejnych regulacji internetu. Kto zakwestionuje nowe przepisy, może zostać natychmiast ustawiony po stronie „obrońców patologii”. Dyskusja zostaje moralnie zamknięta, zanim zdąży się rozpocząć.

Tymczasem pytanie nie brzmi, czy należy chronić dzieci i ścigać sprawców przemocy. Oczywiście, że należy.

Pytanie brzmi: jakie narzędzia buduje państwo przy okazji tej ochrony, kto będzie nimi zarządzał i do czego mogą zostać wykorzystane w przyszłości?

Patostreaming trafia do Kodeksu karnego

Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację Kodeksu karnego wprowadzającą odpowiedzialność karną za rozpowszechnianie w internecie określonych brutalnych i poniżających treści.

Kara do trzech lat pozbawienia wolności ma grozić za rozpowszechnianie materiałów przedstawiających:

  • popełnienie przestępstwa godzącego w dobra osobiste;
  • przemoc wobec zwierzęcia;
  • poniżające traktowanie innej osoby – nawet za jej zgodą.

Jeżeli materiał przedstawia osobę poniżej 18. roku życia, kara może wynosić od trzech miesięcy do pięciu lat.

Ustawa przewiduje wyłączenia dla działalności artystycznej, edukacyjnej, prasowej i naukowej oraz działań podejmowanych w celu ochrony interesu publicznego. To ważne zabezpieczenie. Teoretycznie powinno chronić dziennikarzy, sygnalistów, organizacje społeczne i obywateli publikujących dowody nadużyć.

Problem polega jednak na tym, że sam prezydent, podpisując ustawę, zwrócił uwagę na jej niedostateczną precyzję: brak wystarczająco dokładnej definicji patostreamingu oraz trudności z egzekwowaniem przepisów wobec transmisji prowadzonych poza Polską. Mimo tych zastrzeżeń ustawa została podpisana.

W prawie karnym nieprecyzyjne pojęcia nie są drobną wadą techniczną. Mogą decydować o tym, czy człowiek zostanie uznany za informatora, dziennikarza lub obrońcę interesu publicznego – czy za przestępcę rozpowszechniającego zakazane treści.

Ten sam obraz może być dowodem albo przestępstwem

Wyobraźmy sobie nagranie przedstawiające brutalną interwencję funkcjonariusza, przemoc w placówce opiekuńczej, znęcanie się nad pacjentem albo poniżanie zatrzymanego. Materiał może być jednocześnie:

  • dowodem potencjalnego przestępstwa;
  • dokumentacją wydarzenia;
  • treścią godzącą w dobra osobiste osoby pokrzywdzonej;
  • obrazem poniżającego traktowania;
  • materiałem opublikowanym w interesie publicznym.

Granica nie zawsze wynika z samego nagrania. Zależy od kontekstu, sposobu publikacji, zamiaru autora, opisu materiału oraz późniejszej interpretacji organów ścigania i sądu. Ostatecznie ktoś musi zdecydować, czy autor demaskował patologię, czy ją rozpowszechniał.

Profesjonalna redakcja może powołać się na działalność prasową. Niezależny twórca, lokalny aktywista lub przypadkowy świadek zdarzenia będzie musiał wykazać, że działał w celu ochrony interesu publicznego.

Formalne wyłączenie nie chroni przed zgłoszeniem materiału, wszczęciem postępowania, zabezpieczeniem sprzętu, przesłuchaniem albo usunięciem publikacji przez platformę, która nie będzie czekała na prawomocny wyrok. Właśnie tutaj pojawia się efekt mrożący.

Nie trzeba skazać tysięcy ludzi. Wystarczy kilka głośnych postępowań, aby pozostali uznali publikowanie niewygodnych nagrań za zbyt ryzykowne. Resztę wykona autocenzura.

Cenzura coraz rzadziej wygląda jak cenzura

W starym modelu państwo zakazywało publikacji tekstu. Dziś kontrola informacji może być rozproszona między wiele podmiotów:

  • ustawodawca tworzy nieostre kategorie zakazanych treści;
  • organ administracyjny interpretuje obowiązki;
  • prokuratura ocenia możliwość popełnienia przestępstwa;
  • platforma usuwa materiał, aby ograniczyć własne ryzyko;
  • algorytm zmniejsza jego widoczność;
  • operator blokuje domenę;
  • system tożsamości potwierdza, kto może uzyskać dostęp.

Każdy element osobno może być przedstawiony jako rozsądny i bezpieczny. Razem tworzą mechanizm, w którym dostęp do informacji zaczyna zależeć od warunków określonych przez państwo, platformę i operatora technologicznego.

Druga kropka: obowiązkowa weryfikacja wieku

Równolegle rozwijany jest system weryfikacji wieku użytkowników internetu. Jego pierwszym uzasadnieniem jest ograniczenie dostępu dzieci do pornografii – cel społecznie zrozumiały i potrzebny.

Według Ministerstwa Cyfryzacji serwisy udostępniające treści pornograficzne mają zostać zobowiązane do skutecznego sprawdzania wieku. Domeny, które nie zastosują wymaganych mechanizmów, będą mogły trafić do rejestru prowadzonego przez prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, a operatorzy telekomunikacyjni mają blokować do nich dostęp.

Powstają zatem dwa kluczowe narzędzia: mechanizm potwierdzania uprawnienia do wejścia na stronę oraz infrastruktura administracyjnego blokowania domen.

Dziś mowa o pornografii. Ale technologia nie zna intencji ustawodawcy. Jeżeli system potrafi potwierdzić, że użytkownik ma 18 lat, może potwierdzać również inne cechy i uprawnienia. Jeżeli operator potrafi zablokować domenę z jednej kategorii, technicznie może blokować także domeny wpisane do innych rejestrów. O zakresie działania nie będzie decydowała technologia, lecz kolejne ustawy.

Trzecia kropka: portfel cyfrowej tożsamości

Europejski portfel tożsamości cyfrowej – EUDI Wallet – ma zostać udostępniony mieszkańcom państw Unii Europejskiej do końca 2026 roku. W Polsce ma zostać połączony z ekosystemem aplikacji mObywatel.

  • potwierdzanie tożsamości;
  • okazywanie cyfrowych dokumentów;
  • podpisywanie dokumentów;
  • korzystanie z usług publicznych i prywatnych;
  • potwierdzanie określonych cech użytkownika, w tym wieku.

Ministerstwo zapowiada, że weryfikacja wieku będzie anonimowa: serwis ma otrzymać jedynie odpowiedź, czy użytkownik spełnia wymagany próg, bez poznawania nazwiska i innych danych. Unijne przepisy stanowią też, że korzystanie z portfela ma być dobrowolne, a osoby bez niego nie powinny być dyskryminowane. Tych zabezpieczeń nie wolno przemilczać.

Należy jednak odróżnić dobrowolność prawną od dobrowolności faktycznej. Jeżeli bez aplikacji obywatel nie otrzyma wygodnego dostępu do urzędu, banku, platformy, umowy, treści albo usługi, dobrowolność stanie się fikcją. Nikt nie musi nakazywać instalacji portfela. Wystarczy, że życie bez niego będzie stopniowo coraz trudniejsze.

Od „czy masz 18 lat?” do „czy wolno ci to zobaczyć?”

Komisja Europejska w kwietniu 2026 roku wezwała państwa członkowskie do przyspieszenia wdrażania aplikacji służącej do weryfikacji wieku. Rozwiązanie może funkcjonować samodzielnie albo zostać zintegrowane z portfelem EUDI. Komisja wiąże je z szerszym systemem ochrony małoletnich oraz obowiązkami platform wynikającymi z aktu o usługach cyfrowych – DSA.

Po połączeniu kropek widzimy ciąg: ochrona dzieci i walka z patologią → nowe kategorie zakazanych treści → odpowiedzialność twórców i platform → weryfikacja wieku → portfel cyfrowej tożsamości → usuwanie treści i blokowanie dostępu → internet dostępu warunkowego.

Najpierw system pyta: „Czy jesteś pełnoletni?”. W przyszłości może pytać, czy tożsamość została zweryfikowana, czy użytkownik posiada wymagane uprawnienie, czy znajduje się w odpowiednim państwie oraz czy platforma może udostępnić materiał bez narażenia się na sankcję.

Nie oznacza to, że takie zastosowania już wprowadzono. Oznacza, że powstaje infrastruktura, która może je obsłużyć. To infrastrukturę – nie tylko dzisiejsze deklaracje – należy poddać społecznej kontroli.

Najskuteczniejsza kontrola zaczyna się od słusznego celu

Najpierw wybierane jest zjawisko, którego niemal nikt nie chce bronić: terroryzm, pornografia dziecięca, brutalna przemoc, patostreaming albo oszustwa. Następnie powstaje wyjątkowe narzędzie do walki z nim. Później rozszerza się katalog sytuacji, w których narzędzie może być używane.

Najpierw penalizacja treści. Następnie odpowiedzialność platform. Potem weryfikacja wieku. Cyfrowa tożsamość. Rejestry domen. Blokowanie dostępu.

Każdy krok można uzasadnić bezpieczeństwem. Łącznie powstaje jednak architektura, która może uczynić internet przestrzenią koncesjonowaną.

Kto zdecyduje, czym jest „interes publiczny”?

Najbardziej niebezpieczne pytanie związane z ustawą o patostreamingu nie dotyczy brutalnych transmisji, lecz interpretacji wyjątku chroniącego działania podejmowane w interesie publicznym.

  • Czy publikacja nagrania przemocy podczas demonstracji będzie dokumentowaniem nadużycia, czy rozpowszechnianiem poniżającego traktowania?
  • Czy materiał pokazujący dramatyczne warunki w szpitalu będzie interwencją społeczną, czy naruszeniem dóbr osobistych pacjenta?
  • Czy niezależny twórca otrzyma taką samą ochronę jak zarejestrowana redakcja?
  • Czy platforma przeanalizuje interes publiczny, czy automatycznie usunie materiał po zgłoszeniu?

W demokratycznym państwie to władza powinna obawiać się nagrań obywateli, a nie obywatele publikowania nagrań władzy.

Nie trzeba zakazywać prawdy. Wystarczy podnieść koszt jej publikacji

Nowoczesny system kontroli informacji nie musi tworzyć urzędu cenzury. Wystarczy, że twórca nie wie, czy publikacja narazi go na postępowanie; platforma obawia się odpowiedzialności; algorytm ogranicza zasięg; operator może zablokować domenę; użytkownik musi potwierdzić uprawnienie; a odwołanie trwa dłużej niż zainteresowanie opinii publicznej.

Informacja nie zostaje formalnie zakazana. Po prostu przestaje krążyć. W epoce mediów społecznościowych czas jest częścią prawdy. Dowód opublikowany po dwóch latach może być prawnie dostępny, ale politycznie martwy.

Jakich zabezpieczeń powinni domagać się obywatele?

  • jednoznacznej i wąskiej definicji czynów objętych odpowiedzialnością karną;
  • wyraźnej ochrony materiałów dokumentujących możliwe przestępstwa i nadużycia władzy;
  • równej ochrony dziennikarzy zawodowych, obywatelskich, sygnalistów i świadków;
  • zakazu automatycznego uznawania materiału za nielegalny bez analizy kontekstu;
  • szybkiego i niezależnego trybu odwoławczego od usunięcia treści lub blokady domeny;
  • publicznego rejestru decyzji o blokowaniu wraz z uzasadnieniami;
  • zakazu rozszerzania weryfikacji cyfrowej na legalne treści informacyjne i polityczne;
  • realnej możliwości korzystania z usług bez portfela cyfrowego;
  • zakazu tworzenia centralnego rejestru aktywności użytkowników;
  • zasady, że każde rozszerzenie systemu wymaga nowej ustawy, a nie decyzji urzędniczej.

Nie chodzi o obronę patologii. Chodzi o obronę granic władzy

Sprzeciw wobec nieprecyzyjnego prawa nie jest obroną patostreamerów. Pytania o cyfrową tożsamość nie są sprzeciwem wobec ochrony dzieci. Krytyka blokowania domen nie oznacza popierania pornografii. To fałszywy wybór.

Można jednocześnie zwalczać przemoc i bronić wolności słowa. Można chronić dzieci bez budowania systemu śledzenia obywateli. Można karać sprawców bez tworzenia nieostrych kategorii wywołujących autocenzurę. Można korzystać z cyfrowych dokumentów, wymagając pełnej przejrzystości i prawa do pozostania poza systemem.

Prawdziwy test każdej regulacji brzmi: czy zgodzilibyśmy się na istnienie tego narzędzia również wtedy, gdyby pełną kontrolę nad nim przejęła władza, której całkowicie nie ufamy?

Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, problemem nie jest osoba obsługująca system. Problemem jest sam system.

Dziś państwo mówi: chcemy chronić dzieci przed patostreamingiem i pornografią. Cel brzmi słusznie. Równolegle powstają jednak przepisy określające, co wolno rozpowszechniać, systemy potwierdzające cechy użytkownika oraz rejestry umożliwiające blokowanie domen.

Po połączeniu kropek widzimy nie tylko walkę z patologią. Widzimy fundament internetu, do którego dostęp może być przyznawany warunkowo – według kategorii treści, decyzji platformy, interpretacji urzędu i cyfrowych uprawnień użytkownika.

A kiedy infrastruktura kontroli już powstanie, pytanie nie będzie brzmiało, czy można jej użyć szerzej. Będzie brzmiało: kto zrobi to pierwszy.

Bibliografia i źródła