Wpływ polityczny nie zawsze zaczyna się w parlamencie, ministerstwie albo gabinecie prezydenta. Czasem zaczyna się podczas posiedzenia komisji grantowej, która decyduje, jaki projekt otrzyma pieniądze, która organizacja będzie mogła zatrudnić nowych ludzi, a czyje badania zostaną przetłumaczone, opublikowane i przedstawione międzynarodowej publiczności.
Ford Foundation należy do największych i najbardziej rozpoznawalnych prywatnych fundacji na świecie. Od dziesięcioleci finansuje uczelnie, organizacje społeczne, instytucje kultury, programy stypendialne, media, badania naukowe oraz ruchy działające na rzecz praw człowieka. W jej historii znajdziemy wsparcie dla edukacji, walki z ubóstwem, rozwoju rolnictwa, praw obywatelskich, publicznej telewizji, niezależnego filmu i organizacji społecznych na kilku kontynentach.
Byłoby uproszczeniem sprowadzanie tej działalności do tajnego sterowania polityką. Równie naiwne byłoby jednak uznanie, że prywatna instytucja dysponująca miliardowym majątkiem jedynie rozdaje pieniądze na pożyteczne cele, nie wpływając przy tym na hierarchię idei, rozwój elit i język debaty publicznej.
Fundacja nie musi wydawać poleceń, aby wywierać wpływ. Wystarczy, że wybiera ludzi, instytucje i problemy, które uznaje za warte długoterminowego finansowania.
Fortuna przemysłowa zamieniona w fundację
Ford Foundation została utworzona w 1936 roku przez Edsela Forda, syna Henry’ego Forda i ówczesnego prezesa Ford Motor Company. Początkowy dar wynosił 25 tysięcy dolarów, a statut pozwalał przeznaczać pieniądze na cele naukowe, edukacyjne i dobroczynne służące dobru publicznemu.
W pierwszych latach była to lokalna fundacja rodzinna działająca w stanie Michigan. Jej pozycja zmieniła się po śmierci Edsela Forda w 1943 roku i Henry’ego Forda w 1947 roku. Przekazane fundacji udziały w przedsiębiorstwie samochodowym uczyniły z niej jedną z najbogatszych organizacji filantropijnych na świecie.
Henry Ford II, który objął kierownictwo rodzinnego koncernu i fundacji, powołał zespół mający określić, jak wykorzystać nowy majątek. Komisji przewodniczył prawnik i menedżer H. Rowan Gaither. Przygotowany przez nią raport zalecał przekształcenie lokalnej organizacji w fundację działającą w Stanach Zjednoczonych i za granicą.
Nowa instytucja miała zajmować się między innymi pokojem międzynarodowym, edukacją, rozwojem gospodarczym, demokracją i ograniczaniem ubóstwa. Był to moment, w którym pieniądze zgromadzone przez przemysł samochodowy zaczęły finansować projekty mające ambicję zmieniania całych społeczeństw.
Ford Foundation i Ford Motor Company są dziś odrębnymi, prawnie niezależnymi podmiotami. Fundacja nie jest społecznym działem producenta samochodów i nie pozostaje pod bieżącą kontrolą koncernu. Proces sprzedaży należących do niej akcji Ford Motor Company rozpoczął się podczas wejścia spółki na giełdę w 1956 roku.
Pozostała jednak nazwa oraz ogromny kapitał wywodzący się z rodzinnego przedsiębiorstwa. Powstał trwały fundusz inwestycyjny, z którego dochodów można finansować kolejne pokolenia programów bez konieczności corocznego zbierania darowizn.
Od pomocy charytatywnej do budowania instytucji
Tradycyjna dobroczynność kojarzy się z pomocą osobom znajdującym się w trudnej sytuacji: żywnością, leczeniem, schronieniem lub stypendium. Wielkie fundacje zaczęły działać inaczej. Zamiast wyłącznie łagodzić skutki problemów, próbowały przebudowywać instytucje, które miały te problemy rozwiązywać.
Finansowanie otrzymywały uczelnie, ośrodki badawcze, laboratoria, wydawnictwa, organizacje prawne, media i stowarzyszenia obywatelskie. Grant nie miał jedynie pomóc pojedynczej osobie. Miał stworzyć nową specjalizację naukową, wykształcić grupę ekspertów, przetestować program społeczny albo zbudować organizację zdolną wpływać na prawo i politykę publiczną.
Taki model daje fundacji szczególną pozycję. Nie podejmuje ona decyzji w imieniu państwa, ale może sfinansować przygotowanie danych, kadr i rozwiązań, z których państwo później skorzysta. Może wspierać projekt zbyt eksperymentalny, kosztowny albo politycznie ryzykowny dla administracji publicznej, a następnie przedstawiać go jako sprawdzony wzór.
W ten sposób prywatna filantropia staje się czymś w rodzaju społecznego laboratorium. Najpierw finansuje pomysł na małą skalę, później pomaga zbudować wokół niego środowisko ekspertów, a na końcu zabiega o jego upowszechnienie.
Nie zawsze kończy się to sukcesem. Część projektów okazuje się nieskuteczna, a rozwiązania przygotowane przez specjalistów nie muszą pasować do lokalnych warunków. Sam mechanizm pozostaje jednak ważny: fundacja może wyznaczać kierunek zmian, nie posiadając formalnej władzy ustawodawczej.
Fundacja w realiach zimnej wojny
Globalny rozwój Ford Foundation przypadł na początek zimnej wojny. Stany Zjednoczone i Związek Radziecki rywalizowały nie tylko militarnie. Konkurowały również o wpływ na naukę, kulturę, edukację oraz sposób rozumienia modernizacji i rozwoju społecznego.
W 1952 roku fundacja otworzyła pierwsze zagraniczne biuro w Indiach. W kolejnych latach pojawiła się w Indonezji, Nigerii, Egipcie, Brazylii, Kenii i Meksyku. Finansowała rozwój rolnictwa, kształcenie urzędników, uczelnie, nauki społeczne, ekonomię, zarządzanie i badania nad państwami rozwijającymi się.
Programy te odpowiadały na rzeczywiste potrzeby krajów zmagających się z ubóstwem, brakiem specjalistów i słabością administracji. Jednocześnie promowały określony model rozwoju: planowanie oparte na wiedzy ekspertów, gospodarkę rynkową uzupełnianą polityką społeczną, profesjonalną administrację i stopniową modernizację zamiast rewolucji.
Był to model zgodny z dominującym wówczas amerykańskim liberalizmem zimnowojennym. Zakładał, że stabilne instytucje, rozwój gospodarczy i edukacja mogą ograniczyć atrakcyjność komunizmu.
Ford Foundation nie była urzędem rządu Stanów Zjednoczonych. Nie oznacza to jednak, że działała w politycznej próżni. Jej kierownictwo, administracja federalna, uczelnie i ośrodki eksperckie należały do tego samego świata amerykańskich elit. Ludzie przechodzili między stanowiskami publicznymi, akademickimi i fundacyjnymi.
Najbardziej znanym przykładem był McGeorge Bundy, doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego prezydentów Johna F. Kennedy’ego i Lyndona B. Johnsona, który w 1966 roku został prezesem Ford Foundation. Jego kariera dobrze pokazuje, jak blisko znajdowały się od siebie polityka państwowa, uniwersytety i prywatna filantropia.
Historycy badają również związki amerykańskich fundacji z dyplomacją kulturalną oraz instytucjami zaangażowanymi w ideologiczną rywalizację z blokiem komunistycznym. Szczególne kontrowersje dotyczyły Kongresu Wolności Kultury, międzynarodowej organizacji skupiającej antykomunistycznych intelektualistów i finansującej czasopisma, konferencje oraz wydarzenia artystyczne.
Po ujawnieniu, że Kongres przez lata otrzymywał ukryte pieniądze od CIA, organizację przekształcono w Międzynarodowe Stowarzyszenie Wolności Kultury. Jej dalszą działalność wspierała Ford Foundation. Nie dowodzi to, że cała fundacja była wykonawcą poleceń wywiadu. Pokazuje jednak, że w okresie zimnej wojny granice między niezależną filantropią, interesem państwa i polityką kulturalną nie zawsze były wyraźne.
Polska jako pole intelektualnego otwarcia
Dobrym przykładem działania Ford Foundation była Polska po Październiku 1956 roku. Polityczna odwilż otworzyła krótki okres większych kontaktów ze światem zachodnim. Fundacja uruchomiła program wymiany naukowej skierowany przede wszystkim do przedstawicieli nauk społecznych i humanistyki.
W latach 1957–1961 wybrano około 330 polskich naukowców i intelektualistów, którzy mogli wyjechać na stypendia i pobyty badawcze na Zachodzie. Dla wielu z nich oznaczało to dostęp do zagranicznych bibliotek, nowych metod badawczych, sprzętu oraz kontaktów z uczelniami, od których polska nauka była wcześniej odcięta.
Wsparcie nie ograniczało się do finansowania podróży. Fundacja pomagała bibliotekom i laboratoriom statystycznym, wspierając rozwój empirycznej socjologii. Dzięki grantom zwiększono możliwości prowadzenia badań ilościowych w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.
Z polskiej perspektywy była to realna pomoc dla nauki osłabionej przez stalinizm, cenzurę i izolację. Z perspektywy amerykańskiej program wpisywał się jednocześnie w dyplomację kulturalną. Chodziło o odbudowanie kontaktów polskich elit z zachodnią nauką i stworzenie przestrzeni dla idei odmiennych od oficjalnego marksizmu-leninizmu.
Nie oznaczało to prostego kupowania lojalności. Stypendyści nie stawali się automatycznie zwolennikami polityki Stanów Zjednoczonych. Fundacja wpływała jednak na sieć kontaktów, kierunki badań oraz dostęp do metod i literatury. Decydowała również, kto otrzyma wyjątkową możliwość wyjazdu.
Program został zawieszony po narastających sporach z władzami PRL o sposób wyboru kandydatów. Państwo chciało zwiększyć kontrolę nad listą stypendystów, podczas gdy fundacja broniła prawa do samodzielnego wskazywania beneficjentów.
Spór pokazał istotę całego mechanizmu. Kontrola nad grantem oznaczała również kontrolę nad dostępem do wiedzy, kontaktów i awansu naukowego.
Kultura nie jest neutralnym dodatkiem
Ford Foundation od początku przeznaczała znaczne środki na kulturę i media. Pomagała rozwijać edukacyjną i publiczną telewizję w Stanach Zjednoczonych, finansowała programy radiowe, instytucje artystyczne, teatry, muzea, muzykę, literaturę oraz film dokumentalny.
Takie wsparcie może chronić twórczość, która nie jest atrakcyjna dla rynku komercyjnego. Pozwala realizować filmy, wystawy i przedstawienia dotyczące tematów trudnych, lokalnych albo politycznie niewygodnych. Bez grantów wiele z nich prawdopodobnie nigdy by nie powstało.
Finansowanie kultury zawsze wiąże się jednak z wyborem. Komisja grantowa rozstrzyga, które historie zasługują na opowiedzenie, jakie środowiska potrzebują wsparcia i jaki rodzaj twórczości ma szczególne znaczenie społeczne.
Współczesny program fundacji dotyczący twórczości i swobody ekspresji otwarcie zakłada, że kultura, media i film wpływają na sposób postrzegania świata, wartości i przekonania społeczne. Fundacja wspiera więc nie tylko samą działalność artystyczną, lecz również projekty mające zmieniać dominujące narracje dotyczące rasy, płci, niepełnosprawności, pracy, migracji czy wymiaru sprawiedliwości.
Nie ma w tym nic ukrytego. Jest to oficjalna część jej strategii.
Pytanie nie brzmi zatem, czy kultura może oddziaływać politycznie. Oczywiście może. Ważniejsze jest to, kto finansuje określone kierunki kultury i jak duża różnica dzieli twórców mających dostęp do stabilnego zaplecza od tych, którzy pozostają poza systemem grantowym.
Grantodawca nie musi ingerować w każdą scenę filmu ani każde zdanie artykułu. Może działać wcześniej, wybierając temat, środowisko i instytucję, która otrzyma możliwość produkcji oraz dystrybucji treści.
Od praw obywatelskich do globalnej polityki społecznej
W latach 60. Ford Foundation zwiększyła zaangażowanie w ruch praw obywatelskich w Stanach Zjednoczonych. Finansowała organizacje prowadzące działania prawne, społeczne i edukacyjne. Wspierała między innymi Legal Defense Fund, który wykorzystywał procesy sądowe do walki z segregacją i dyskryminacją.
Za prezesury McGeorge’a Bundy’ego udział praw obywatelskich w wydatkach fundacji gwałtownie wzrósł. Organizacja zaczęła finansować inicjatywy dotyczące reformy szkół, praw mniejszości, rozwoju ubogich dzielnic i dostępu do wymiaru sprawiedliwości.
W kolejnych dekadach wspierała organizacje praw człowieka, ruchy kobiece, programy rozwoju społeczności lokalnych, ochronę środowiska, prawa pracowników, niezależne media i budowę społeczeństwa obywatelskiego.
Fundacja pomagała nie tylko w prowadzeniu konkretnych kampanii. Finansowała szkolenia, badania, obsługę prawną, rozwój instytucjonalny i międzynarodowe sieci współpracy. Dzięki temu niewielka grupa mogła przekształcić się w profesjonalną organizację zatrudniającą ekspertów, prawników i specjalistów od komunikacji.
Tak powstaje wpływ trudniejszy do zauważenia niż bezpośrednia dotacja na kampanię polityczną. Fundacja tworzy infrastrukturę, z której korzystają środowiska uczestniczące później w debacie publicznej, sporach sądowych i pracach nad ustawami.
Może również wprowadzać do obiegu nowe pojęcia. Temat początkowo obecny jedynie w środowisku akademickim lub aktywistycznym trafia do raportów, mediów, instytucji międzynarodowych i administracji. Po pewnym czasie staje się częścią języka polityki publicznej.
Wpływ nie oznacza pełnej kontroli
Krytyka wielkich fundacji łatwo prowadzi do dwóch skrajności. Pierwsza przedstawia je jako bezinteresownych dobroczyńców, których działalność można oceniać wyłącznie na podstawie deklarowanych celów. Druga opisuje je jako centralę sterującą wszystkimi organizacjami, które kiedykolwiek otrzymały grant.
Oba obrazy są zbyt proste.
Otrzymanie pieniędzy od Ford Foundation nie oznacza, że fundacja pisze beneficjentowi każdą wypowiedź albo kieruje wszystkimi jego działaniami. Organizacje często posiadają własne cele, a finansowanie może być przeznaczone na podstawową działalność, badania lub rozwój zespołu.
Zależność nie musi przyjmować formy polecenia. Może wynikać z samej struktury systemu. Organizacje wiedzą, jakie obszary interesują grantodawców, jakim językiem opisują oni problemy oraz jakie rezultaty uznają za pożądane. Z czasem część instytucji dostosowuje projekty do priorytetów finansujących je fundacji.
Nie musi dochodzić do cenzury. Działa selekcja.
Jedne tematy uzyskują rozbudowane zaplecze badawcze, prawne i medialne. Inne pozostają domeną małych, niestabilnych organizacji. Jedni eksperci mogą latami rozwijać wiedzę, uczestniczyć w konferencjach i publikować raporty. Inni nie mają porównywalnego dostępu do środków ani prestiżowych instytucji.
Właśnie dlatego najbardziej trafne jest mówienie o polityce wpływu, a nie o prostym sterowaniu. Fundacja może kształtować warunki, w których określone idee rozwijają się szybciej, zdobywają profesjonalne zaplecze i zaczynają uchodzić za głos kompetentnego społeczeństwa obywatelskiego.
Miliardy bez demokratycznego mandatu
Ford Foundation zarządza obecnie funduszem wynoszącym około 16 miliardów dolarów i przeznacza około 500 milionów dolarów rocznie na granty. Jej programy obejmują między innymi zaangażowanie obywatelskie, prawa pracowników, sprawiedliwość rasową i płciową, technologie, klimat, kulturę oraz globalne zarządzanie.
Fundacja publikuje sprawozdania finansowe, bazę grantów i dokumenty dotyczące zarządzania. Jako amerykańska fundacja prywatna podlega również przepisom podatkowym, obowiązkowi składania sprawozdań oraz zasadom dotyczącym minimalnych corocznych wydatków na cele statutowe.
Nie rozwiązuje to jednak podstawowego problemu demokratycznego. O kierunkach wydawania miliardowego majątku decyduje zarząd, kierownictwo i pracownicy programowi, których nie wybierają obywatele. Fundacja korzysta z preferencji podatkowych, a jednocześnie może finansować działania wpływające na prawo, administrację, edukację i politykę społeczną.
Zwolennicy prywatnej filantropii odpowiadają, że właśnie niezależność od wyborów i krótkiego cyklu politycznego pozwala finansować projekty długoterminowe, niepopularne albo zaniedbane przez państwo. Fundacja może reagować szybciej niż administracja i wspierać grupy, których większość parlamentarna nie chce słuchać.
Krytycy wskazują natomiast, że prywatny majątek zostaje w ten sposób przekształcony w trwałą władzę społeczną. Darczyńca lub jego następcy mogą przez dziesięciolecia określać, jakie problemy zasługują na uwagę, choć źródłem kapitału była fortuna powstała w zupełnie innych warunkach gospodarczych.
Spór ten nie przebiega wyłącznie między prawicą a lewicą. Konserwatyści krytykują Ford Foundation za finansowanie progresywnych ruchów społecznych i zmian kulturowych. Część lewicy zarzuca wielkim fundacjom, że łagodzą skutki nierówności, nie podważając systemu, który umożliwił powstanie ogromnych prywatnych fortun.
Fundacja bywa więc jednocześnie oskarżana o radykalizm i o ochronę istniejącego porządku.
Filantropia czy polityka?
Ford Foundation sfinansowała wiele przedsięwzięć, których znaczenie trudno kwestionować: stypendia, biblioteki, organizacje praw człowieka, instytucje kultury, media publiczne, badania społeczne i pomoc dla środowisk pozbawionych dostępu do władzy.
Nie zmienia to faktu, że każda tak duża fundacja uczestniczy w polityce, nawet gdy nie popiera bezpośrednio kandydatów ani partii.