Syzyfowy człowiek współczesny

Luzujemy obostrzeniawychodzimy – pełni nadziei na delikatny powrót do normalności

Nie mija wiele czasu i błyskawcznie wzrasta tzwwskaźnik reprodukcji wirusa

Rośnie tym samym oficjalna liczba pozytywnych wyników testów PCR, szeroko ogłaszanych jako “zachorowań”. Taka jest narracja mediów głównego nurtutakie też  oficjalne wersje rządzących w naszych krajach.

Ponownie przywracamy obostrzenia, pozostajemy domachZamykamy szkoły, nauka tylko zdalna. Znajdujemy lekarstwoodkrywane są nowe odmiany wirusalekarstwo nie znajduje oficjalnej aprobaty… I jeszcze bardziej zamykamy wszystko.

W ten oto sposób współczesny człowiek doskonale uosabia mit Syzyfa, skazanego przez Zeusa na wieczne przenoszenie głazu z podstawy na szczyt góry. Za każdym razem,  gdy Syzyf dociera na szczyt, głaz wymyka się i staczając powraca na sam dół.

W rzeczywistości zawsze jesteśmy w punkcie wyjścia. Każda ofiara wydaje się daremna, jest celem samym w sobie. Każde rozwiązanie lub środek zaradczy wydaje się mało skuteczny. Luzowane są obostrzenia po to, aby zaraz zwiększyć liczbę wykonywanych testów i znaleźć więcej dodatnich wyników (testów PCR).

Tym samym, ile byśmy się nie starali, surowi, nieomylni władcy znów mają powód do kolejnego zaostrzania rygorów. Zawsze znajdą się “nieodpowiedzialni turyści” czy “beztroscy imprezowicze”, aby odrealniona  i psychopatyczna władza mogła mieć powód wykonywania swoich nieludzkich projektów.

Dlatego musimy koniecznie zmienić naszą perspektywę rzeczywistości: obostrzenia (nielegalne), strach przed mandatem, nie są środkami do przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się choroby, ale narzędziami do transformacji naszych dotychczasowych zachowań społecznych, do tresury.

Władze będą tym surowiej zaciskać i luzować system kar, dopóki w społeczeństwie nie zapanuje kompletna bezradność, poddanie.

Jeśli tego nie zrozumiemy, będziemy takim współczesnym Syzyfem, żyjącym życiem pełnym bezużytecznych wysiłków, dla których ból będzie smutnym modus vivendi.

Świadomość to punkt zwrotny: w przeciwnym razie ryzykujemy życiem, zawsze dźwigając niepotrzebne ciężary, tylko po to, by nieubłaganie znaleźć się w punkcie wyjścia. Co więcej, bez zrozumienia daremności naszych wysiłków, bez zrozumienia, dlaczego głaz zawsze ślizga się i stacza do początku. I tak w nieskończoność…