Nie każda tajemnica państwowa chroni bezpieczeństwo obywateli. Czasem chroni decyzje, błędy i nadużycia tych, którzy sprawują władzę.
Właśnie na tej granicy pojawił się Julian Assange. Twórca WikiLeaks nie był klasycznym dziennikarzem redakcyjnym, urzędowym sygnalistą ani zwykłym hakerem publikującym przejęte pliki. Stworzył platformę, która miała umożliwiać anonimowe przekazywanie dokumentów i ich globalne ujawnianie wtedy, gdy dotyczyły spraw o znaczeniu publicznym.
Najważniejsze publikacje WikiLeaks odsłoniły kulisy wojen w Iraku i Afganistanie, dyplomatyczne depesze Stanów Zjednoczonych oraz informacje, które rządy wolałyby zachować poza kontrolą opinii publicznej. Jednocześnie sposób działania organizacji wywołał pytania o odpowiedzialność za publikację nieprzetworzonych danych, bezpieczeństwo osób wskazanych w dokumentach i granicę między radykalną jawnością a lekceważeniem skutków ujawnienia.
Sprawa Assange’a nie daje się więc zamknąć w prostym sporze: bohater czy przestępca. Jest znacznie ważniejsza. Pokazała, jak współczesne państwo reaguje, gdy jawność dotyka jego najbardziej wrażliwych obszarów — wojny, dyplomacji, służb i tajemnic klasyfikowanych jako bezpieczeństwo narodowe.
Projekt zbudowany przeciwko asymetrii informacji
WikiLeaks powstało w 2006 roku jako organizacja publikująca przecieki, dokumenty rządowe, materiały korporacyjne i zbiory danych, które — według jej twórców — powinny zostać poddane publicznej kontroli. W centrum projektu znajdowała się prosta diagnoza: władza posiada znacznie więcej informacji o obywatelach niż obywatele o władzy.
Assange uważał, że tajność jest jednym z podstawowych narzędzi utrzymywania tej przewagi. Instytucje mogą prowadzić wojny, negocjacje i operacje polityczne, nie ponosząc pełnej odpowiedzialności, jeżeli dokumenty dotyczące tych działań pozostają zamknięte w archiwach. WikiLeaks miało tę asymetrię naruszać.
Nie chodziło wyłącznie o publikację pojedynczych skandali. W założeniu był to projekt bardziej radykalny: stworzyć warunki, w których osoby mające dostęp do poufnych dokumentów mogą przekazać je poza instytucjonalną kontrolą, a media i opinia publiczna otrzymują materiał do samodzielnej oceny działań państwa.
Ten model był czymś innym niż klasyczne dziennikarstwo śledcze. Tradycyjna redakcja zwykle długo pracuje nad źródłem, wybiera fragmenty dokumentów, redaguje publikację i bierze na siebie decyzję, co ujawnić, a co pominąć. WikiLeaks chciało działać szerzej: gromadzić duże zasoby materiałów, publikować je globalnie i przesuwać ciężar kontroli z instytucji państwowych na społeczeństwo.
To właśnie ta ambicja uczyniła organizację wpływową. I właśnie ona stworzyła później największe konflikty.
2010 rok: moment, który zmienił wszystko
Rok 2010 był przełomem zarówno dla WikiLeaks, jak i dla samego Assange’a. W ciągu kilku miesięcy opublikowano materiały, które natychmiast znalazły się w centrum światowej debaty.
Collateral Murder
5 kwietnia 2010 roku WikiLeaks opublikowało nagranie zatytułowane „Collateral Murder”. Był to materiał z pokładu amerykańskiego śmigłowca Apache z Bagdadu z 2007 roku. Widać na nim ostrzał grupy ludzi, wśród których znajdowali się dwaj pracownicy Reutersa — fotograf Namir Noor-Eldeen i kierowca Saeed Chmagh.
Film miał ogromne znaczenie, bo pokazywał wojnę nie w postaci komunikatu wojskowego, lecz z perspektywy surowego zapisu operacji. Ton rozmów załogi, błędna identyfikacja części osób i późniejszy ostrzał furgonetki próbującej zabrać rannych sprawiły, że materiał stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli krytyki wojny w Iraku.
Afghan War Diary
25 lipca 2010 roku WikiLeaks opublikowało Afghan War Diary — zbiór ponad 91 tysięcy raportów wojskowych dotyczących wojny w Afganistanie z lat 2004–2010. Dokumenty pokazywały między innymi skalę incydentów z udziałem cywilów, problemy z lokalnymi sojusznikami, działalność talibów i napięcia między publicznym obrazem wojny a tym, co wynikało z raportów terenowych.
Publikacja nie była tylko „wyciekiem wojskowych papierów”. Pokazała, że oficjalny język operacji stabilizacyjnej często nie oddaje rzeczywistego charakteru konfliktu, w którym zamieszanie informacyjne, błędne rozpoznania i śmierć cywilów były stałym elementem codzienności.
Iraq War Logs
22 października 2010 roku opublikowano Iraq War Logs — prawie 392 tysiące raportów opisujących wojnę i okupację Iraku w latach 2004–2009. Materiały zawierały między innymi dane o zabitych, więźniach, torturach i incydentach, które wcześniej nie były tak szczegółowo znane opinii publicznej.
WikiLeaks wskazywało, że z dokumentów wynika liczba ponad 109 tysięcy odnotowanych zgonów, z czego około 66 tysięcy dotyczyło cywilów. Sama metodologia i kompletność tych danych były później przedmiotem dyskusji, ale znaczenie publikacji było bezsporne: pozwoliła spojrzeć na wojnę nie przez pryzmat konferencji prasowych, lecz przez wewnętrzne zapisy aparatu wojskowego.
Cablegate
28 listopada 2010 roku rozpoczęła się publikacja depesz dyplomatycznych Departamentu Stanu USA, znana jako Cablegate. Materiały dotyczyły relacji międzynarodowych, ocen polityków, zakulisowych rozmów, presji dyplomatycznej i sposobu, w jaki amerykańskie placówki raportowały sytuację w dziesiątkach państw.
To właśnie Cablegate pokazało pełną skalę WikiLeaks jako narzędzia ingerującego w obieg informacji między rządami. Depesze nie były obrazem jednej zbrodni ani jednego konfliktu. Odsłaniały codzienną tkankę dyplomacji: nieformalną, często brutalnie pragmatyczną, daleką od oficjalnych komunikatów.
Chelsea Manning i pytanie o źródło
Centralną postacią przecieków z 2010 roku była Chelsea Manning, wówczas analityk wywiadu armii amerykańskiej. To ona przekazała WikiLeaks ogromne zbiory dokumentów dotyczących wojen oraz depesz dyplomatycznych.
Wokół relacji Manning–Assange rozegrała się później jedna z najważniejszych części amerykańskiego oskarżenia. Departament Sprawiedliwości USA twierdził, że Assange nie ograniczył się do biernego przyjęcia dokumentów, lecz współdziałał z Manning przy pozyskiwaniu materiałów, które miały charakter niejawny.
W czerwcu 2024 roku Assange, w ramach ugody kończącej wieloletnią batalię ekstradycyjną, przyznał się do jednego zarzutu: spisku w celu bezprawnego uzyskania i ujawnienia informacji dotyczących obrony narodowej. Został skazany na karę odpowiadającą czasowi już spędzonemu w brytyjskim więzieniu — 62 miesiącom — i odzyskał wolność.
Ten finał jest kluczowy. Assange nie został uniewinniony. Formalnie przyznał się do przestępstwa. Jednocześnie jego sprawa nie zakończyła się normalnym procesem przed amerykańskim sądem, w którym rozstrzygnięto by szerzej, jak daleko może sięgać ochrona działalności wydawniczej w przypadku publikowania tajnych materiałów przekazanych przez sygnalistę.
Ugoda zamknęła spór prawny. Nie zamknęła sporu politycznego i konstytucyjnego.
Czy WikiLeaks było wydawcą?
To pytanie znajduje się w samym centrum sprawy Assange’a.
Obrońcy WikiLeaks twierdzili, że publikowanie materiałów otrzymanych od źródła jest jednym z podstawowych elementów wolnej prasy. Dziennikarze od dekad korzystają z przecieków, dokumentów przekazanych nieoficjalnie i informacji, których ujawnienie nie leży w interesie rządów. Jeżeli państwo może ścigać wydawcę za publikację materiałów pokazujących nadużycia, presja na media będzie ogromna.
Amerykańskie władze argumentowały inaczej. W ich ocenie Assange nie był zwykłym biernym odbiorcą dokumentów. Miał pomagać Manning w obchodzeniu zabezpieczeń systemu i świadomie publikować informacje, których ujawnienie mogło zagrażać bezpieczeństwu.
Te dwa porządki nie dają się łatwo pogodzić. Jedna strona widzi w Assange’u wydawcę i organizatora przełomowej publikacji w interesie publicznym. Druga — osobę, która uczestniczyła w bezprawnym pozyskiwaniu poufnych informacji i nie może chronić się samą etykietą dziennikarstwa.
To właśnie dlatego sprawa była tak niebezpieczna dla wolności prasy. Nie chodziło tylko o to, czy Assange jest sympatyczny, odpowiedzialny albo konsekwentny. Chodziło o granicę precedensu. Jeżeli prawo używane do ścigania działalności szpiegowskiej może zostać zastosowane wobec wydawcy publikującego materiały otrzymane od sygnalisty, to przyszli dziennikarze i redaktorzy mogą znacznie ostrożniej podchodzić do dokumentów ujawniających działania państwa.
Rada Europy: sprawa Assange’a jako sygnał ostrzegawczy
2 października 2024 roku Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło rezolucję dotyczącą zatrzymania i skazania Assange’a. Dokument był wyjątkowo mocny.
PACE uznało, że sposób potraktowania Assange’a stworzył niebezpieczny efekt mrożący dla dziennikarzy, wydawców i sygnalistów. Zgromadzenie stwierdziło również, że połączenie bardzo surowych zarzutów, wieloletniego pozbawienia wolności i skazania na podstawie amerykańskiej ustawy o szpiegostwie spełnia kryteria uznania Assange’a za więźnia politycznego.
Rezolucja zawierała jeszcze jeden ważny element. PACE podkreśliło, że informacje dotyczące odpowiedzialności funkcjonariuszy państwa za zbrodnie wojenne, tortury, zabójstwa czy poważne naruszenia praw człowieka nie powinny być chronione przed opinią publiczną wyłącznie pod osłoną „tajemnicy państwowej”.
To nie była opinia marginalnego środowiska aktywistycznego, lecz stanowisko instytucji międzynarodowej zajmującej się prawami człowieka i standardami demokracji. Można z nim polemizować, ale nie można go zbyć jako prostego „kultu Assange’a”.
Jawność nie jest absolutna
Sprawa Assange’a staje się ciekawsza wtedy, gdy nie usuwa się z niej trudnych pytań. Jednym z nich jest bezpieczeństwo osób wymienionych w ujawnianych dokumentach.
WikiLeaks było krytykowane za publikację materiałów, w których mogły pojawić się dane informatorów, współpracowników i osób narażonych na represje. Organizacje dziennikarskie i część dawnych partnerów medialnych Assange’a zarzucały mu niedostateczną ostrożność w redagowaniu niektórych zbiorów.
To jest poważny zarzut. Nawet publikacja w oczywistym interesie publicznym nie zwalnia z myślenia o konsekwencjach dla osób trzecich. Jawność władzy nie powinna oznaczać obojętności wobec ludzi, którzy nie są decydentami, a mogą ponieść koszt ujawnienia.
Jednocześnie warto oddzielić dwie kwestie. Czym innym jest uzasadniona krytyka standardów publikacyjnych WikiLeaks, a czym innym twierdzenie, że cała działalność organizacji była pozbawiona znaczenia publicznego. Dokumenty z Iraku, Afganistanu i depesze dyplomatyczne ujawniły fakty, które weszły do historii współczesnej polityki i wojny. Tego nie da się unieważnić sporem o błędy operacyjne Assange’a.
Szwedzkie postępowanie i lata w ambasadzie Ekwadoru
Równolegle do amerykańskiej sprawy Assange przez lata pozostawał uwikłany w szwedzkie postępowanie dotyczące podejrzenia przestępstwa seksualnego z 2010 roku. On sam zaprzeczał zarzutom i przekonywał, że obawia się wydania do Stanów Zjednoczonych, jeśli trafi do Szwecji.
W 2012 roku schronił się w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, gdzie spędził prawie siedem lat. Azyl zakończył się w kwietniu 2019 roku, gdy władze Ekwadoru wycofały mu ochronę, a brytyjska policja zatrzymała go w budynku ambasady.
W listopadzie 2019 roku szwedzka prokuratura ostatecznie umorzyła postępowanie. W oficjalnym komunikacie wskazano, że materiał dowodowy znacznie osłabł z powodu upływu czasu. Prokuratura jednocześnie zaznaczyła, że relacja osoby składającej zawiadomienie była uznawana za wiarygodną, lecz nie dawała już podstaw do dalszego prowadzenia sprawy.
To ważne doprecyzowanie. Nie doszło do procesu ani aktu oskarżenia zakończonego rozstrzygnięciem sądu. Nie ma też podstaw, aby całą sprawę opisywać wyłącznie jako polityczną prowokację. Zarazem wieloletnie splątanie wątku szwedzkiego z groźbą amerykańskiej ekstradycji sprawiło, że stał się on częścią większej historii Assange’a — historii życia w ciągłym stanie prawnego zawieszenia.
Belmarsh i kara przed wyrokiem
Po zatrzymaniu w 2019 roku Assange trafił do brytyjskiego więzienia o zaostrzonym rygorze Belmarsh. Spędził tam ponad pięć lat, walcząc z ekstradycją do Stanów Zjednoczonych. Formalnie nie odbywał w tym czasie amerykańskiej kary. Był pozbawiony wolności w związku z procedurą ekstradycyjną.
Dla krytyków jego ścigania był to przykład sytuacji, w której sama długość postępowania staje się formą kary. Nawet bez ostatecznego wyroku człowiek może zostać fizycznie i psychicznie wyniszczony przez lata izolacji, niepewności i perspektywę bardzo surowego procesu.
Rada Europy oceniła później, że długość jego zatrzymania była nieproporcjonalna w stosunku do zarzucanego czynu. To właśnie ten okres — ambasada, Belmarsh, ekstradycja, wieloletnie oczekiwanie — ukształtował odbiór Assange’a jako postaci, której los stał się ostrzeżeniem dla innych osób myślących o ujawnieniu poufnych dokumentów.
Państwo, które nie lubi być oglądane od środka
Assange nie ujawnił świata całkowicie nowego. Wojny, tajna dyplomacja, dezinformacja i ochrona własnych błędów przez instytucje państwowe istniały długo przed WikiLeaks. Jego znaczenie polegało na tym, że dostarczył surowego materiału, który pozwalał zobaczyć mechanikę tych działań bez oficjalnego filtra.
Państwo nowoczesne jest przyzwyczajone do tego, że obserwuje obywateli, gromadzi dane, klasyfikuje informacje i tworzy własne wersje wydarzeń. Dużo gorzej znosi sytuację odwrotną: kiedy to ono samo staje się obiektem bezpośredniego wglądu.
Tu właśnie leży rdzeń sporu o Assange’a. Nie w tym, czy każdy opublikowany plik był bezbłędnie zredagowany. Nie w tym, czy sam Assange był postacią łatwą we współpracy. Chodzi o pytanie, czy społeczeństwo ma prawo zobaczyć działania państwa wtedy, gdy oficjalne kanały kontroli zawodzą lub okazują się zbyt słabe.
W państwie demokratycznym odpowiedź nie może brzmieć: „nigdy”. Ale nie może też brzmieć: „zawsze i bez żadnych zasad”. Sprawa Assange’a ujawnia więc nie prostą sprzeczność, lecz realny konflikt wartości: między bezpieczeństwem, odpowiedzialnością, wolnością prasy i prawem obywateli do wiedzy.
Precedens, który zostaje
Ugoda z czerwca 2024 roku zakończyła osobisty dramat Assange’a. Nie zakończyła skutków jego sprawy dla dziennikarstwa.
Po raz pierwszy wydawca i twórca platformy publikującej przecieki został skazany w Stanach Zjednoczonych na podstawie przepisów kojarzonych z ustawą o szpiegostwie za działalność związaną z pozyskiwaniem i ujawnianiem tajnych informacji o znaczeniu publicznym. Zwolennicy jego ścigania powiedzą, że sprawa dotyczyła wyjątkowych okoliczności i aktywnego udziału w pozyskaniu danych. Krytycy odpowiedzą, że taki precedens może być w przyszłości używany szerzej.
Obawa nie jest abstrakcyjna. Dziennikarstwo śledcze często opiera się na dokumentach, których ujawnienie nie podoba się instytucjom państwowym. Jeżeli granica między przyjmowaniem materiałów od źródła a „spiskiem” zostanie interpretowana zbyt szeroko, presja prawna może uderzyć nie tylko w organizacje podobne do WikiLeaks, lecz także w klasyczne redakcje.
Dlatego znaczen