Podczas piątkowego spotkania z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim w Przemyślu doszło do incydentu, który przerwał przebieg wydarzenia. Kobieta z publiczności zarzuciła politykowi kłamstwo w kontekście wojny w Strefie Gazy. Po krótkiej wymianie słów została siłą wyprowadzona z sali przez ochronę.
> dwóch drabów wynosi kobietę, która odważyła się powiedzieć Sikorskiemu, że kłamie nt. ludobójstwa w Gazie
— coolfonpl 🇵🇱 (@coolfonpl) October 9, 2025
> Sikorski: "szkoda, że Pani nie zaczekała" pic.twitter.com/E13I510oEv
Przebieg zdarzenia
Spotkanie odbyło się w ramach cyklu spotkań z ministrem w Regionalnych Ośrodkach Debaty Międzynarodowej. W pewnym momencie kobieta z widowni przerwała wystąpienie Sikorskiego, głośno protestując przeciwko jego słowom dotyczącym Bliskiego Wschodu.
Świadkowie podają, że rzuciła w kierunku ministra klapki, twierdząc, iż należały one do Palestyńczyka z polskim paszportem — Omara Farisa — który miał być więziony i upokarzany przez izraelskie służby. Z relacji wynika, że kobieta próbowała przekazać te klapki jako symbol protestu przeciwko polityce polskiego rządu wobec Izraela i wydarzeniom w Gazie.
W odpowiedzi ochrona natychmiast podeszła do kobiety i siłą wyprowadziła ją z sali. W trakcie incydentu kobieta krzyczała „Wolna Palestyna”. Część uczestników spotkania reagowała oburzeniem, inni – oklaskami. Sikorski po chwili kontynuował przemówienie, stwierdzając jedynie: „Szkoda, że pani nie zaczekała”.
Kontekst – emocje wokół Strefy Gazy
Sprawa Omara Farisa od kilku tygodni pojawia się w mediach alternatywnych i społecznościowych. Polak palestyńskiego pochodzenia został zatrzymany w Strefie Gazy, a jego rodzina alarmowała o złym traktowaniu przez izraelskie służby.
Według części komentatorów polskie MSZ zareagowało zbyt późno i zbyt ostrożnie, unikając krytyki wobec Izraela, co wywołało falę oburzenia wśród części opinii publicznej.
W tym kontekście emocje na spotkaniu z ministrem nie były przypadkowe. Kobieta, która przerwała wystąpienie, według świadków chciała publicznie upomnieć się o działania rządu w sprawie Polaka zatrzymanego w rejonie konfliktu.
Minister nie odniósł się do zarzutów
Radosław Sikorski nie skomentował bezpośrednio incydentu ani zarzutów dotyczących działań polskiej dyplomacji. Po krótkiej przerwie powrócił do głównego tematu spotkania – walki z dezinformacją i zagrożeń dla bezpieczeństwa międzynarodowego.
Wypowiedź kobiety została w mediach społecznościowych szeroko udostępniona, a nagrania z sali błyskawicznie obiegły Internet, wywołując lawinę komentarzy o granicach wolności słowa i dopuszczalnych formach protestu.
Czy reakcja ochrony była proporcjonalna?
To pytanie zdominowało późniejsze komentarze. Część uczestników broniła interwencji ochroniarzy, wskazując, że kobieta zakłóciła oficjalne wydarzenie i użyła gestu mogącego zostać odczytanym jako prowokacja.
Inni zwracali jednak uwagę, że użycie siły wobec obywatelki w przestrzeni publicznej, która chciała zadać pytanie, jest niepokojącym sygnałem — zwłaszcza w kontekście rosnącej polaryzacji politycznej i ograniczania przestrzeni dla krytyki.
Jak zauważa część komentatorów, incydent w Przemyślu nie jest odosobniony — w ostatnich miesiącach coraz częściej dochodzi do napięć na spotkaniach z przedstawicielami władzy, szczególnie gdy padają pytania o politykę zagraniczną i kwestie moralne.
Szum medialny i symboliczne znaczenie
Wideo z wydarzenia szybko rozprzestrzeniło się w sieci. Obraz kobiety, wyprowadzanej przez ochroniarzy, stał się symbolem rosnącej frustracji społecznej wobec władzy, która niechętnie konfrontuje się z krytyką.
Klapki, które miały być symbolem protestu, stały się z kolei znakiem medialnej historii — przypomnieniem, że emocje wokół wojny w Strefie Gazy docierają również do Polski i że polska dyplomacja nie może już unikać rozmowy o odpowiedzialności.
Wnioski i szerszy kontekst
Incydent z Przemyśla pokazuje, jak silnie emocje międzynarodowe przenikają dziś do krajowej polityki i debaty publicznej.
Sposób, w jaki potraktowano obywatelkę, rodzi pytania nie tylko o kulturę polityczną, ale też o granice wolności słowa i swobody wypowiedzi w relacjach między obywatelami a władzą.
W państwie demokratycznym prawo do sprzeciwu i zadania pytania powinno być gwarantowane, nawet jeśli forma jest emocjonalna.
Bo jeśli władza przestaje słuchać krytyki, to wcześniej czy później — zaczyna bać się ludzi, którym ma służyć.