Spis treści
Ministerstwo Cyfryzacji intensywnie pracuje nad przekształceniem aplikacji mObywatel w polską wersję europejskiego portfela tożsamości cyfrowej.
To bezpośrednia odpowiedź na wymogi rozporządzenia eIDAS 2.0, które państwa członkowskie Unii Europejskiej muszą wdrożyć do końca 2026 roku. Choć projekt oficjalnie ma służyć wygodzie obywateli, warto przyjrzeć się mu z pewną dozą zdrowego sceptycyzmu.
Co dokładnie się zmieni?
Nowa wersja aplikacji, określana jako mObywatel 3.0, ma zadebiutować w listopadzie 2026 roku. Najważniejszą zmianą będzie możliwość transgranicznego wykorzystywania cyfrowych dokumentów – dowodu osobistego, prawa jazdy czy innych poświadczeń – w całej Unii Europejskiej.
Dodatkowo każdy użytkownik otrzyma bezpłatny kwalifikowany podpis elektroniczny do celów prywatnych, zrównany w mocy prawnej z podpisem własnoręcznym.
Brzmi obiecująco? Z pewnością dla tych, którzy cenią sobie cyfrowe udogodnienia. Problem w tym, że centralizacja tak wrażliwych danych w jednym systemie stwarza nie tylko okazję do usprawnienia życia, ale także do jego szczegółowego monitorowania.
Portfel – czy pułapka na dane?
Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej projektowany jest jako narzędzie znacznie wykraczające poza przechowywanie dokumentów tożsamości.
System ma umożliwiać dostęp do pełnej dokumentacji medycznej i bankowej, a także służyć do potwierdzania transakcji finansowych – od przelewów po codzienne zakupy. Co więcej, rozwiązanie to może być przystosowane do obrotu walutą cyfrową, co stanowi kolejny krok w planowanym przez Unię Europejską wypieraniu gotówki.
Sceptycy mają powody do obaw. Kiedy w jednym miejscu gromadzi się dane o zdrowiu, finansach, zakupach i przemieszczaniu się, powstaje niemal kompletny profil życia obywatela.
Taki system może stać się skutecznym narzędziem nie tylko dla urzędników, ale również dla hakerów, którzy coraz śmielej atakują infrastrukturę krytyczną państw. Cyberprzestępcy z pewnością będą zainteresowani tak bogatym źródłem informacji.
Dobrowolność – na ile i na jak długo?
Władze zapewniają, że korzystanie z portfela będzie całkowicie dobrowolne. Przynajmniej na razie. Historia pokazuje jednak, że to, co dziś jest opcjonalne, jutro może stać się standardem, a pojutrze – obowiązkiem.
Wystarczy przypomnieć sobie, jak w wielu krajach stopniowo eliminowano gotówkę, przekonując obywateli o wygodzie płatności elektronicznych.
Nie bez powodu organizacje takie jak Ordo Iuris ostrzegają przed potencjalnymi zagrożeniami dla prywatności związanymi z wdrażaniem Europejskiego Portfela Tożsamości Cyfrowej.
Jeśli system będzie źle zaprojektowany lub niewystarczająco zabezpieczony, może stać się narzędziem inwigilacji zamiast źródłem cyfrowych udogodnień.
Unijna wizja kontra narodowa suwerenność
Warto zauważyć, że to nie polski parlament, a Unia Europejska dyktuje kierunek zmian. Rozporządzenie eIDAS 2.0 narzuca państwom członkowskim obowiązek wdrożenia portfeli cyfrowych, pozostawiając im jedynie kwestie techniczne.
Ministerstwo Cyfryzacji w Polsce ma niewielkie pole manewru – może jedynie dostosować aplikację mObywatel do unijnych wymogów.
To kolejny przykład ograniczania suwerenności poszczególnych krajów na rzecz centralistycznych decyzji Brukseli. Nie dziwi zatem, że wielu Polaków z niepokojem patrzy na takie rozwiązania, pytając: kto będzie miał faktyczny dostęp do naszych danych i w jakim celu zostaną one wykorzystane?
Dokąd prowadzi cyfrowa ścieżka
Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej, którego polskim odpowiednikiem ma być mObywatel 3.0, niesie ze sobą zarówno potencjalne korzyści, jak i realne zagrożenia.
Choć wygoda cyfrowego zarządzania dokumentami jest niezaprzeczalna, należy zachować czujność wobec ryzyka centralizacji danych osobowych, medycznych i finansowych w jednym systemie.
W dobie rosnących cyberzagrożeń i coraz bardziej inwazyjnego nadzoru państwowego, warto zadać sobie pytanie: czy naprawdę chcemy, aby tak wrażliwe informacje o naszym życiu były zgromadzone w jednym miejscu? I czy naprawdę mamy jeszcze wybór?
1 komentarz
Mamy wybór promując zmianę systemu na DemokracjaPryncypialna.pl, siewcyprawdy.tv
Demokracja pryncypialna jest alternatywnym modelem politycznym, w którym obywatele mają bezpośredni wpływ na podejmowane decyzje polityczne. W tym systemie nie tylko wybieramy przedstawicieli, ale również uczestniczymy w procesie podejmowania decyzji.
W demokracji pryncypialnej obywatele mają możliwość głosowania nad konkretnymi kwestiami, inicjowania ustaw oraz uczestnictwa w debatach publicznych. Jest to efektywny sposób na zapewnienie, że władza pozostaje w rękach ludzi, a decyzje podejmowane są zgodnie z ich preferencjami.