Spis treści
To nie był tylko kryzys zdrowotny. To był kryzys zaufania, wiedzy i odpowiedzialności. Pandemia COVID-19 obnażyła słabość polskich instytucji, które zamiast działać w oparciu o dane i prawo, podejmowały decyzje pod wpływem emocji, polityki i medialnej presji.
Najwyższa Izba Kontroli w swoim najnowszym raporcie nazwała ten czas wprost: „okres chaosu i nietrafionych decyzji”.
Ale za tym chaosem stoją konkretne konsekwencje — miliardy złotych strat, złamane prawa obywateli i utrata zaufania do państwa.
Punkt wyjścia: redefinicja pandemii i testowy paraliż
Z raportu wynika, że już na samym początku wprowadzono nową definicję pandemii, która pozwalała ogłaszać globalny stan zagrożenia bez masowych zgonów.
WHO w 2009 roku zmieniła kryterium — „ogromna liczba zachorowań i zgonów” została zastąpiona określeniem „większej liczby przypadków niż normalnie”.
Od tego momentu wystarczyła nadreprezentacja pozytywnych testów, by uruchomić mechanizmy alarmowe.
W 2021 roku WHO zaleciła masowe testowanie PCR. Jak podkreślono w raporcie NIK – testy te nie są narzędziem diagnostycznym w sensie klinicznym, a ich wyniki u osób bezobjawowych nie powinny być utożsamiane z chorobą.
Tymczasem cała polityka medialna i decyzyjna opierała się na liczbie pozytywnych testów, nie na rzeczywistych przypadkach choroby.
Dane COVID-owe: chaos, ręczne raporty i brak nadzoru
Najwyższa Izba Kontroli ujawniła, że polskie służby od maja 2020 roku nie gromadziły informacji o objawach klinicznych pacjentów.
„Zachorowaniem” określano każdy dodatni wynik testu, również u osób całkowicie bezobjawowych.
- Brak centralnej weryfikacji danych (m.in. w systemie SEPIS),
- ręczne raportowanie w części placówek,
- błędy i duplikacje w statystykach.
To wszystko sprawiło, że liczby podawane w mediach i w komunikatach rządu nie odzwierciedlały realnej sytuacji zdrowotnej. W praktyce społeczeństwo żyło w informacyjnej symulacji — liczba przypadków była po prostu liczbą pozytywnych testów, a nie rzeczywistych zachorowań.
Wielka improwizacja państwa
Raport NIK potwierdza, że Polska weszła w pandemię bez przygotowania.
Ministerstwo Zdrowia, GIS i wojewodowie nie posiadali planu reagowania kryzysowego, mimo ustawowego obowiązku.
Zamiast tego przyjęto specustawę covidową, która pozwoliła działać poza normalnym systemem kontroli finansowej i prawnej.
To stworzyło grunt pod serię decyzji, które NIK określiła jako „pochopne, kosztowne i nieproporcjonalne”.
Szpitale widma i respiratory, których nie było
Najbardziej jaskrawe przykłady to szpitale tymczasowe. NIK ustaliła, że ich budowa i utrzymanie kosztowały niemal miliard złotych, a wiele z nich nigdy nie przyjęło pacjenta.
W niektórych placówkach infrastruktura stała bezużyteczna miesiącami.
Podobnie z zakupem respiratorów — państwo zapłaciło dziesiątki milionów złotych za sprzęt niesprawny lub nieistniejący. Ministerstwo argumentowało, że „działało w dobrej wierze”. Problem w tym, że z publicznych pieniędzy nie można działać na wiarę.
To nie była pomoc w chaosie — to była systemowa nieodpowiedzialność.
Miliardy w szczepionkach i brak rozliczenia
Raport NIK ujawnia, że Minister Zdrowia zakupił znacznie więcej szczepionek, niż było potrzebne.
Nie podjęto prób renegocjacji kontraktów, mimo że liczba zakażeń spadała.
W efekcie przeterminowano lub zutylizowano ogromne partie preparatów.
Straty sięgnęły 10 miliardów złotych.
To równowartość rocznych wydatków NFZ na onkologię.
W tym samym czasie pacjenci z nowotworami, chorobami serca i cukrzycą nie mieli dostępu do leczenia.
To nie jest już tylko ekonomiczna porażka — to moralny skandal.
Zamrożone państwo: prawo bez konstytucji
Według NIK, w czasie pandemii rząd systemowo łamał konstytucję.
Obostrzenia dotyczące przemieszczania się, zgromadzeń, nauki i działalności gospodarczej wprowadzano rozporządzeniami, nie ustawami.
Nie wprowadzono stanu nadzwyczajnego, który dawałby podstawy prawne — bo wymagałby wypłaty odszkodowań.
To oznacza, że przez dwa lata Polacy żyli w quasi-stanie wyjątkowym bez żadnej kontroli parlamentarnej.
Sądy dziś unieważniają mandaty, grzywny i zakazy, które w świetle prawa nigdy nie obowiązywały.
To nie „pandemia” zawiesiła konstytucję.
Zrobili to ludzie, którzy mieli jej bronić.
Polityka strachu i medialna symulacja
Zamiast transparentnej informacji – propaganda i kampanie PR.
NIK wskazuje, że na promocję szczepień wydano 115 milionów złotych, nie określając żadnych kryteriów skuteczności.
Tymczasem Główny Inspektorat Farmaceutyczny nie potrafił wskazać, gdzie dokładnie znajdują się szczepionki i ile ich jest w obiegu.
To obraz państwa, które zamieniło zdrowie publiczne w projekt marketingowy, a dane epidemiologiczne – w narzędzie manipulacji społecznej.
Nadmiarowe zgony – cicha statystyka dramatu
NIK podkreśla, że Polska znalazła się w czołówce Europy pod względem nadmiarowych zgonów, nie tylko z powodu SARS-CoV-2, ale także przez ograniczony dostęp do leczenia innych chorób.
Setki tysięcy pacjentów onkologicznych i kardiologicznych zostało bez pomocy.
To ofiary nie wirusa, lecz decyzji administracyjnych i zamrożenia systemu ochrony zdrowia.
COVID-19 a grypa – pytania o proporcje
NIK przywołuje dane Państwowego Zakładu Higieny, z których wynika, że liczba przypadków COVID-19 nie przekroczyła rocznych zachorowań na grypę w latach 2017–2019.
Dla przykładu:
- Sezon grypowy 2018 – ponad 5,2 mln przypadków;
- Rok 2020 – łącznie COVID-19 i grypa: poniżej 4,5 mln.
A jednak tylko COVID-19 stał się pretekstem do zamknięcia szkół, gospodarki i granic.
To pokazuje, że skala restrykcji była polityczna, nie epidemiologiczna.
Moralny rachunek: kto odpowiada za ten czas?
Raport NIK nie pozostawia złudzeń – decyzje były chaotyczne, nieproporcjonalne i często bezprawne.
Kosztowały życie, zdrowie i miliardy złotych.
Ale jeszcze więcej kosztowały coś, czego nie da się policzyć – zaufanie obywateli do państwa.
Nie można dłużej mówić o „błędach popełnianych w dobrej wierze”.
Bo dobra wiara nie tłumaczy łamania prawa, ignorowania danych i wydawania pieniędzy bez kontroli.
Apel: czas na rozliczenie i odbudowę państwa prawa
Ten raport nie może skończyć w szufladzie.
Powinien stać się początkiem – komisji śledczej, reformy prawa kryzysowego i przywrócenia konstytucyjnych mechanizmów nadzoru nad rządem.
Nie można budować przyszłości na kłamstwie, przemilczeniu i zapomnieniu.
Domagamy się rozliczenia.
Nie z zemsty, ale z szacunku dla obywateli, którzy zaufali państwu i zostali oszukani.
Domagamy się prawdy – o decyzjach, wydatkach i skutkach. Bo tylko prawda i odpowiedzialność mogą odbudować to, co utraciliśmy: wiarę, że państwo istnieje po to, by chronić obywatela – nie władzę.