„Plague of Corruption” – anatomia systemu, który niszczy własnych naukowców

Jak instytucje naukowe, organy regulacyjne i struktury polityczne przez dziesięciolecia tłumiły niewygodne odkrycia, niszczyły kariery i chroniły własne błędy

A+A-
Zresetuj

„Plague of Corruption” to dokument wyreżyserowany przez Michaela Mazzolę, z narracją Liama Neesona, oparty na pracy badawczej Judy Mikovits i Kenta Heckenlively’ego, którzy pojawiają się w filmie zarówno jako bohaterowie, jak i współtwórcy jego osi narracyjnej.

Produkcja powstała we współpracy z zespołem śledczym zajmującym się nadużyciami w nauce i zdrowiu publicznym.

Film odsłania mechanizmy o wiele groźniejsze niż same patogeny: strukturalną korupcję instytucji naukowych, konflikt interesów, presję polityczną, tłumienie niewygodnych danych i systemowe niszczenie naukowców, którzy odważyli się zadawać pytania podważające obowiązujące narracje.

To historia ludzi, którzy poświęcili życie badaniom — oraz systemu, który bardziej niż prawdy broni własnego obrazu.

„Plague of Corruption” nie jest opowieścią o jednym błędzie, ale o sposobie działania aparatu władzy, który przez dekady potrafił uciszać, wymazywać i niszczyć każdego, kto dotknął zbyt blisko niewygodnych obszarów współczesnej nauki.

Jak struktury naukowe nauczyły się zamiatać sprawy pod dywan

Kiedy mówi się o „korupcji w nauce”, większość ludzi wyobraża sobie torby pieniędzy, łapówki, polityczne machinacje.

Tymczasem najniebezpieczniejsza korupcja ma charakter znacznie subtelniejszy. To korupcja strukturalna – wynikająca nie z jednego złego człowieka, lecz z systemu, który chroni samego siebie.

Jedna z najbardziej uderzających obserwacji z materiału brzmi:

„Najgorsza korupcja nie dzieje się wtedy, gdy ktoś dostaje łapówkę. Dzieje się wtedy, gdy instytucja musi przyznać się do własnych błędów – i nie potrafi tego zrobić.

System naukowy – od NIH, przez największe uniwersytety, po agencje regulacyjne – został pokazany jako struktura, w której przyznanie się do pomyłki jest postrzegane jako zagrożenie dla reputacji, finansowania i politycznej stabilności.

A błędy te często dotyczą tematów o ogromnej wadze społecznej:

  • bezpieczeństwa szczepionek,
  • badań wirusowych,
  • terapii doświadczalnych,
  • nowych patogenów,
  • praktyk w laboratoriach,
  • historii epidemii,
  • skutków ubocznych,
  • zatajonych wyników badań.

To nie są tematy poboczne. To sprawy, które decydują o zdrowiu milionów ludzi.

Kiedy odkrycie staje się problemem politycznym

Każda struktura hierarchiczna instynktownie broni swojego autorytetu. Gdy naukowiec odkrywa coś, co podważa wcześniejsze dogmaty, cały system uruchamia mechanizmy obronne.

W materiale pojawia się zdanie, które dobrze oddaje naturę konfliktu:

„To nie wirus zniszczył ich kariery. Zniszczyło je to, że powiedzieli prawdę we właściwym momencie – i niewłaściwym miejscu.”

Mechanizm wygląda niemal zawsze tak samo:

  1. Badacz publikuje odkrycie.
  2. Odkrycie podważa wcześniejsze ustalenia instytucji.
  3. Uruchamia się presja „z zewnątrz” – polityczna, korporacyjna, akademicka.
  4. Pojawia się narracja o „błędzie metodologicznym”.
  5. Rozpoczyna się proces izolowania naukowca.
  6. Instytucja chce, by temat zniknął, zanim trafi do opinii publicznej.

Naukowiec przestaje być „koleżanką/kolegą z laboratoriów”. Staje się zagrożeniem.

W dokumencie jest fragment, który odsłania bezlitosną logikę instytucji:

„Jeśli przyznasz, że jeden projekt badawczy był błędem, podważasz reputację całej organizacji. A reputacja jest ważniejsza niż prawda.”

To wyjaśnia, dlaczego każda niewygodna publikacja jest traktowana jak atak na instytucję – a nie jak szansa na naprawę błędu.

Gdzie kończy się nauka, a zaczyna kontrola narracji

Za kulisami nauki działa mechanizm, o którym niemal nikt nie mówi w oficjalnych mediach: zarządzanie narracją.

Nie chodzi o badania jako takie – chodzi o to, jak badania wyglądają dla świata.

W dokumencie pojawia się komentarz:

„Kontrola narracji jest ważniejsza niż dane. Dane mogą być interpretowane. Narracja musi być spójna.”

W praktyce oznacza to:

  • badania, które pasują do narracji, są nagłaśniane,
  • badania, które jej nie pasują, są pomijane,
  • publikacje niewygodne są wstrzymywane,
  • czasem wycofywane,
  • czasem reinterpretowane,
  • czasem po prostu ignorowane.

W pewnym momencie pada jedno z najbardziej przejmujących zdań:

„Prawda w nauce nie przegrywa z fałszem. Przegrywa z polityką.

To zdanie pojawia się w kontekście wieloletnich sporów między badaczami a regulatorami, a jego ciężar wynika z doświadczeń ludzi, którzy widzieli od środka proces „przepisywania historii nauki”, kiedy wyniki okazywały się niewygodne.

Niszczenie reputacji jako narzędzie instytucji

Jednym z najskuteczniejszych narzędzi w arsenale instytucji jest atak na reputację.

W dokumencie opisano go w sposób wyjątkowo prosty:

„Jeśli chcesz uciszyć naukowca, nie atakujesz jego danych. Atakujesz jego charakter.

Mechanizm jest powtarzalny:

  • najpierw pojawiają się sugestie, że badacz „źle prowadził dokumentację”,
  • potem, że „nie stosował poprawnych procedur”,
  • następnie rozpoczyna się medialne podważanie jego kompetencji,
  • aż w końcu skutecznie izoluje się go od innych naukowców.

To klasyczna technika – zniszczyć posłańca, aby nikt nie słuchał wiadomości.

W jednym z fragmentów analiz pojawia się zdanie:

„Nikt nie musi udowadniać, że naukowiec się myli. Wystarczy, że pojawi się cień wątpliwości. Resztę zrobi opinia publiczna.”

To mechanizm znany od dekad, stosowany w:

  • badaniach wirusologicznych,
  • onkologii,
  • toksykologii,
  • farmakologii,
  • epidemiologii.

Kiedy instytucja staje się własnym celem

Najważniejsza teza, jaka wyłania się z całej historii, jest wyjątkowo niewygodna: instytucje zdrowia publicznego nie chronią przede wszystkim społeczeństwa — chronią siebie.

Chronią własne granty, własne pozycje, własne narracje i własne błędy sprzed lat.

Powód jest prosty: przyznanie, że przez dziesięciolecia popełniano błędy, mogło narazić struktury na odpowiedzialność, odszkodowania, a nawet — w skrajnych przypadkach — odpowiedzialność karną.

Dlatego pojawia się zdanie, które idealnie podsumowuje logikę działania urzędów, komisji i agencji:

„Prawdziwym zagrożeniem nie jest patogen. Prawdziwym zagrożeniem jest to, że ludzie dowiedzą się, jak długo instytucje były w błędzie.”

To jest sedno: system boi się nie wirusa. System boi się utracić twarz.

Konflikt interesów: układ, którego nikt oficjalnie nie widzi

W materiale poświęcono dużo uwagi jednemu z najbardziej drażliwych tematów współczesnej medycyny: konfliktowi interesów między nauką a przemysłem farmaceutycznym.

To, co w przestrzeni publicznej przedstawia się jako „przypadkowe powiązania”, w rzeczywistości było i jest systemowym współistnieniem interesów finansowych i naukowych.

Najbardziej wymowne jest zdanie jednego z komentatorów:

„Jeśli ten sam człowiek ocenia badania, współtworzy wytyczne i jednocześnie ma patenty – to nie jest nauka. To jest rynek.”

W dokumencie przewija się kilka ważnych obserwacji:

  • osoby finansujące badania nierzadko zatwierdzają także ich wyniki;
  • recenzenci i doradcy tworzący wytyczne mają udziały w firmach, których produkty oceniają;
  • ci sami eksperci przewijają się przez panele NIH, FDA, CDC i prywatne korporacje;
  • naukowcy uzależnieni od grantów instytucjonalnych nie ryzykują krytykowaniem systemu;
  • wielu badaczy, gdy próbuje ujawnić niewygodne dane, traci laboratorium, finansowanie i możliwość publikacji.

To mechanizm ekonomiczny, który działa tak samo w medycynie, farmacji, biotechnologii, a nawet w epidemiologii.

Dlatego jedno z kluczowych zdań pada w kontekście decyzji instytucji zdrowia:

„Jeśli prawda kosztuje miliardy, to jej ujawnienie staje się problemem politycznym, nie naukowym.”

Cenzura naukowa: nie usuwa danych, usuwa dostęp do danych

Niewielu ludzi rozumie, jak działa prawdziwa cenzura naukowa. Nie polega ona na paleniu dokumentów czy niszczeniu nośników.

Prawdziwa cenzura polega na blokowaniu dróg dostępu do informacji, tak aby niewygodne dane:

  • nie mogły zostać opublikowane,
  • nie mogły być recenzowane,
  • nie mogły być zacytowane,
  • nie mogły trafić do opinii publicznej,
  • nie miały szansy stać się częścią „oficjalnej nauki”.

W analizach pojawia się znamienne zdanie:

„Cenzura naukowa nie polega na usuwaniu prawdy. Polega na tym, że prawda nigdy nie dostaje swojego momentu.

Mechanizmy tej cenzury to m.in.:

  • odrzucanie publikacji z powodów formalnych,
  • przeciąganie procesu recenzji,
  • nagłe „wycofywanie” artykułów,
  • medialne dyskredytowanie autorów,
  • presja na wydawców,
  • opóźnianie publikacji wyników,
  • brak zgody na powtórzenie badań.

W pewnym momencie pojawia się najbardziej bolesna obserwacja:

„To nie naukowcy bali się faktów. To instytucje bały się konsekwencji.

Jak działa niszczenie dowodów: procedury, które miały chronić, zaczęły ukrywać

Kiedy system próbuje bronić własnej narracji, niszczenie dowodów nie przybiera formy rodem z thrillerów. To zwykle działania proceduralne. To „legalne formatowanie rzeczywistości”.

Materiał opisuje to tak:

„Dowody nie znikają. Po prostu przestają istnieć w sensie instytucjonalnym.”

Jak wygląda praktyka?

  • archiwa są czyszczone w ramach „rutynowych procedur”,
  • próbki biologiczne są niszczone po rzekomym „wyczerpaniu ich wartości badawczej”,
  • dane z laboratoriów są „aktualizowane”,
  • stare protokoły zastępowane nowymi,
  • dokumenty odnajdują się niekompletne,
  • a informacja traci ciągłość.

Instytucja nie mówi: „ukrywamy coś”. Instytucja mówi: „procedura wymagała usunięcia starych materiałów”.

Najbardziej symboliczne zdanie tej części brzmi:

Jeśli nie ma dokumentu, nie ma błędu. Jeśli nie ma próbki, nie ma problemu.”

To właśnie dlatego whistleblowerzy w tej historii są tak ważni. Bez nich cała dokumentacja byłaby historią pisaną przez tych, którzy mieli najwięcej do stracenia.

Przemoc systemowa wobec naukowców: kariera jako zakładnik

W tej części materiału pojawia się to, co najbardziej porusza emocjonalnie: ludzki koszt sprzeciwienia się systemowi. Chodzi o to, co dzieje się z badaczem, który odkrywa coś niewygodnego dla dużych instytucji.

Jedno zdanie opisuje to najcelniej:

„W systemie, w którym grant decyduje o życiu laboratorium, wystarczy jedno pismo, by uciszyć naukowca.”

Mechanizm jest niezmienny:

  • nagłe odebranie grantów,
  • zamknięcie laboratorium,
  • blokada publikacji,
  • czarna lista w środowisku akademickim,
  • medialne oczernianie,
  • groźby procesów,
  • izolacja zawodowa.

To wyjątkowo brutalny sposób niszczenia reputacji, bo uderza w fundament życia naukowca. Nie w pieniądze, nie w stanowisko, ale w sens jego pracy.

W jednym z najbardziej poruszających momentów pada:

„Naukowiec może przetrwać biedę. Nie przetrwa zniszczenia swojej wiarygodności.”

Gdy nauka spotyka politykę: patogen staje się kwestią wizerunkową

W świecie laboratoriów patogen nie jest już tylko zjawiskiem biologicznym — jest politycznym ciężarem.

Jeśli odkrycie sugeruje, że coś wymknęło się spod kontroli, że zawiodły procedury, że lek lub szczepionka miały ukryte konsekwencje, cała narracja instytucji zdrowia publicznego zostaje zagrożona.

Materiał podkreśla to brutalnie jasno:

„Patogen staje się niebezpieczny dopiero wtedy, gdy zagraża reputacji instytucji.”

Instytucje nie boją się wirusa samego w sobie
— bo od tego mają protokoły, laboratoria, struktury.

Instytucje boją się ujawnienia własnej odpowiedzialności.

To w tej fazie pojawia się mechanizm, który można nazwać polityką niewygodnych pytań:

  • skąd wirus się wziął?
  • kto nad nim pracował?
  • jakie były wcześniejsze badania?
  • jakie laboratoria miały z nim kontakt?
  • jakie decyzje finansowe podejmowano?
  • co zostało pominięte?

Kiedy pytania uderzają w struktury władzy, pojawia się presja na ich wygaszenie.

Laboratoria i badania, których „nie było”

W materiale przewija się wątek, który jest jednym z najbardziej niepokojących: ukrywane lub bagatelizowane badania laboratoryjne, a także ich powiązania z agencjami federalnymi, wojskiem i prywatnymi funduszami.

Najbardziej symboliczna myśl tej części brzmi:

„Jeśli badanie jest zbyt niebezpieczne, by o nim mówić, to znaczy, że było wystarczająco ważne, by je prowadzić.

W analizach pojawiają się przykłady:

  • eksperymentów gain-of-function,
  • manipulacji wirusowych sekwencji genetycznych,
  • wieloletnich projektów, które nagle zostają zarchiwizowane,
  • projektów finansowanych równocześnie przez rząd i prywatne firmy,
  • badań przenoszonych między instytucjami, aby utrudnić ich kontrolę,
  • luk dokumentacyjnych, których „nikt nie potrafi wyjaśnić”.

Co kluczowe: wiele z tych badań miało potencjalnie nieprzewidywalne skutki, a jednocześnie były prowadzone pod parasolem instytucji, które nie tolerują przejrzystości.

Sankcje wobec naukowców, którzy zadali złe pytania

Najbardziej przerażające w historii naukowego whistleblowingu jest to, jak bardzo powtarzalne są metody:

„Jeśli pytanie jest niewygodne, osoba, która je zadaje, staje się problemem do rozwiązania.

Mechanizmy represji:

  1. Izolacja naukowa
    Laboratorium naukowca traci finansowanie, a współpracownicy zaczynają dystansować się ze strachu.
  2. Atak medialny
    Narracja medialna przedstawia badacza jako ekscentryka, osobę „kontrowersyjną”, niestabilną, problematyczną.
  3. Procedury dyscyplinarne
    Wyciąga się najmniejsze potknięcia formalne jako dowód „niewiarygodności”.
  4. Niszczenie kariery
    Odbierane są granty, laboratoria zostają zamknięte, nazwisko trafia na nieformalną czarną listę.
  5. Presja prawna
    Groźby procesów, kary finansowe, oskarżenia proceduralne.

Narracja bezpieczeństwa: kiedy fakty są dostosowywane do potrzeb politycznych

Jednym z najbardziej niepokojących wątków jest to, jak instytucje tworzą narrację bezpieczeństwa — niezależnie od rzeczywistych danych. Oznacza to, że w momentach krytycznych priorytetem staje się:

  • minimalizowanie paniki,
  • ochrona reputacji regulatorów,
  • utrzymanie zaufania publicznego,
  • unikanie odpowiedzialności finansowej.

Dlatego pada jedno z kluczowych zdań:

„Gdy zagrożona jest narracja bezpieczeństwa, fakty stają się problemem do zarządzania, a nie podstawą decyzji.”

To właśnie w takich momentach:

  • opóźnia się publikację danych o skutkach ubocznych,
  • interpretuje się wyniki badań tak, by „mniej szkodziły”,
  • tłumi się statystyki, które mogłyby podważyć wcześniejsze decyzje,
  • wprowadza się narrację uspokajającą, zamiast ujawniać pełny obraz.

Jak system produkuje kryzysy, które później musi tuszować

Warto zrozumieć jeszcze jeden mechanizm: system tworzy kryzysy, ponieważ finansuje badania wysokiego ryzyka, a następnie tuszuje ich konsekwencje, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli.

Najważniejsze zdanie tej części brzmi:

„Instytucje boją się nie tego, że coś poszło nie tak. Boją się tego, że ktoś to udowodni.

W historii, jaka wyłania się z transkrypcji, przewija się wielokrotnie powtarzający się schemat:

  1. finansowanie ryzykownych badań,
  2. brak nadzoru,
  3. nieprzewidywalny efekt uboczny,
  4. paniczne reakcje wewnętrzne,
  5. zatajanie dokumentów,
  6. obwinianie niezależnych naukowców,
  7. kontrola przekazu medialnego.

Epidemiologia i farmacja: sojusz oparty na wzajemnych potrzebach

W materiale pojawia się też bardzo istotny wątek dotyczący sojuszu między instytucjami zdrowia publicznego a przemysłem farmaceutycznym.

Nie chodzi o pojedyncze przypadki, lecz o długotrwały układ, w którym:

  • regulatorzy potrzebują firm,
  • firmy potrzebują regulatorów,
  • obie strony potrzebują kontroli narracji,
  • a opinia publiczna musi pozostać przekonana, że wszystko działa.

Dlatego jedna z najbardziej gorzkich refleksji brzmi:

„Gdy regulator i firma mają wspólny interes, bezpieczeństwo pacjenta staje się sprawą drugoplanową.”

To zdanie nie jest oskarżeniem emocjonalnym. To opis układu, który od dekad rozwija się w cieniu oficjalnych struktur.

Gdy system „wymazuje historię”

W ostatnich fragmentach materiału ujawnia się najbardziej mroczna funkcja instytucjonalnej władzy: zdolność do przepisywania historii nauki.

Nie chodzi o spory interpretacyjne. Chodzi o fakty, dokumenty, badania, dowody, które nagle — w sposób uporządkowany i proceduralny — przestają istnieć.

Najbardziej zimne zdanie tej części brzmi:

„Historia nauki nie jest tym, co się wydarzyło. Jest tym, co instytucje pozwoliły zapamiętać.”

Mechanizmy wymazywania:

  • kasacja archiwów przez „standardowe procedury”,
  • zmiana wersji dokumentów,
  • zamknięte panele i raporty, których nigdy nie publikowano,
  • wycofane artykuły bez uzasadnienia,
  • znikające próbki biologiczne,
  • zmieniane definicje diagnostyczne,
  • media, które przestają interesować się tematem w odpowiednim momencie.

Nie trzeba tajnych agentów, by ukryć prawdę. Wystarczy administracja.

Cena za sprzeciw wobec instytucji

W tej części materiału napięcie osiąga szczyt, bo opowieść schodzi do poziomu ludzkiego cierpienia — konsekwencji ponoszonych przez tych, którzy mówili prawdę we właściwej chwili.

Jeden z najbardziej przejmujących cytatów:

„System nie musi cię wsadzić do więzienia. Wystarczy, że odbierze ci prawo do pracy.

To jest sedno represji.

Whistleblower nie staje się męczennikiem — staje się kimś, kogo nikt nie zatrudni, nikt nie poprze, nikt nie zaprosi na konferencję.

W szczególnie drastycznych przypadkach opisano:

  • celowe działania prowadzące do bankructwa,
  • akcje medialne mające skompromitować prywatnie,
  • próby doprowadzenia do odebrania licencji zawodowej,
  • całkowite odcięcie dostępu do laboratoriów i uczelni.

I właśnie dlatego pada najbardziej gorzka myśl całego materiału:

„Największym zagrożeniem dla zdrowia publicznego jest system, który niszczy ludzi mówiących prawdę.

To zdanie jest nie tylko diagnozą. Jest oskarżeniem — ale oskarżeniem systemu, nie jednostek.

Przypadki, które nie mogły istnieć: gdy dane przeczą narracji

W tej części historia staje się wręcz surrealistyczna.

Opisuje sytuacje, w których naukowcy natrafili na dane, które nie pasowały do oficjalnego obrazu problemu, a instytucje reagowały:

  • obojętnością,
  • wrogością,
  • agresją,
  • lub udawaną ignorancją.

Najtrafniejsze zdanie tej części:

„W nauce anomalie są początkiem odkrycia. W polityce są początkiem zamiatania.

Kiedy dane sugerowały:

  • inny kierunek transmisji,
  • nieoczekiwane skutki uboczne,
  • powiązania między ekspozycjami a objawami,
  • wskazania na błędy diagnostyczne,
  • korelacje ignorowane przez lata,

odpowiedź była zawsze ta sama: zniszczyć rozmowę, zanim się zacznie.

To najczystsza forma cenzury prewencyjnej.

Splot interesów: urzędnicy, granty, firmy i politycy

Materiał pokazuje, że system nie działa źle dlatego, że ktoś nim manipuluje.
On działa tak z powodu zbieżności interesów.

  • Urzędnicy chcą zachować reputację.
  • Firmy chcą zachować rynek.
  • Politycy chcą uniknąć odpowiedzialności.
  • Regulatorzy chcą zachować narrację.
  • Uniwersytety chcą zachować granty.
  • Media chcą zachować dostęp do ekspertów.

Każda z tych grup chce czegoś innego.

Wszyscy razem chcą jednego:

„Chcą, aby niewygodne tematy umierały szybko i po cichu.”

To dlatego mechanizmy ukrywania błędów działają tak skutecznie. System nie musi być spójny — wystarczy, że każdy jego element działa zgodnie z własnym interesem.

Najgłębszy problem: nauka została wciągnięta w logikę władzy

Tu dochodzimy do najważniejszego punktu całej analizy.

To nie jest artykuł o jednej aferze.
To nie jest tekst o jednym laboratorium.
To nie jest historia o jednej instytucji ani jednym virusgate.

To opowieść o sposobie działania systemu, który łączy naukę z polityką i finansami. I o tym, że nauka, która miała służyć jako narzędzie prawdy, stała się narzędziem kontroli narracji.

Najbardziej brutalne zdanie tej części brzmi:

„Nauka przestaje być nauką, gdy celem staje się obrona instytucji, a nie odkrywanie prawdy.”

To dotyczy:

  • badań wirusów,
  • epidemiologii,
  • szczepionek,
  • diagnoz,
  • terapii,
  • regulacji,
  • grantów,
  • publikacji,
  • laboratoriów BSL,
  • i mediów.

To jest systemowy problem, nie incydent.

Dlaczego ta struktura jest niebezpieczna jeszcze dziś

„Plague of Corruption” nie jest dokumentem o przeszłości. To lustro. Bardzo niewygodne lustro.

Mechanizmy opisane w historii:

  • nadal działają,
  • nadal są wdrażane,
  • nadal produkują błędy,
  • nadal niszczą kariery,
  • nadal tłumią prawdę,
  • nadal tworzą fałszywe narracje bezpieczeństwa.

Dlaczego?

Bo nie zostały zreformowane.

W jednym z ostatnich zdań pojawia się refleksja, która powinna wisieć na ścianie każdej instytucji zdrowia publicznego:

„Jeśli system nie ma mechanizmu przyznawania się do błędów, będzie powtarzał je w nieskończoność.”

To jest sedno problemu.

To nie jest historia o wirusach. To historia o ludziach i władzy

Gdy odrzuci się szczegóły biologiczne, techniczne i laboratoryjne, pozostaje jedno: ludzie przeciw systemowi, system przeciw ludziom, i walka o prawo do prawdy.

Najważniejsze zdanie całego materiału można streścić tak:

„Największą plagą nie są wirusy. Największą plagą jest korupcja, która niszczy tych, którzy próbują je zrozumieć.”

I to właśnie czyni tę historię tak ważną.
Nie dlatego, że opisuje kontrowersję.
Nie dlatego, że podważa decyzje instytucji.
Nie dlatego, że wprowadza wątpliwości.

Ale dlatego, że pokazuje mechanizm, który działa od dekad i nadal decyduje o tym, jak wygląda zdrowie publiczne.

To jest tekst o strukturze władzy i o tym, jak bardzo można zniszczyć naukę, gdy instytucje przestają służyć prawdzie.

Cały dokument:

Dodaj komentarz

Sprawdź również:

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.