Spis treści
To, co miało być decyzją „bezpieczeństwa państwa”, stało się koszmarem dla setek polskich przewoźników. Po zamknięciu przejścia granicznego z Białorusią tysiące kierowców i przedsiębiorców zostało dosłownie uwięzionych po drugiej stronie granicy. Ich ciężarówki stoją bez możliwości powrotu do kraju, a rząd — zamiast pomóc — milczy i udaje, że problem nie istnieje.
Polski rząd zamyka granicę, Polacy płacą rachunek
Decyzja o zamknięciu przejścia Kukuryki–Kozłowicze miała być „symbolicznym gestem” wobec Mińska. W praktyce okazała się ciossem w polską gospodarkę. Tysiąc ciężarówek, w tym setki należących do małych firm transportowych, zostało po stronie białoruskiej bez możliwości powrotu.
Kierowcy utknęli na parkingach, a przedsiębiorcy liczą kolejne dni strat. Z każdym dniem rosną koszty postojów, ubezpieczeń i kar umownych wobec kontrahentów. Państwo, które miało chronić, samo stało się źródłem paraliżu i strat.
Biurokratyczna bezradność w pełnej krasie
Na prośby przewoźników o interwencję rząd odpowiada ciszą lub pustymi obietnicami. Urzędnicy zapowiadają „analizy sytuacji” i „monitorowanie problemu”. Tymczasem na granicy stoją ludzie i maszyny warte miliony złotych, które każdego dnia tracą na wartości.
Dla wielu firm ta blokada oznacza koniec działalności. Zatrzymane ciężarówki to nie tylko utracone zlecenia — to realne bankructwa, których można było uniknąć. Ale do tego potrzebne byłoby coś, czego w tej władzy brakuje od lat: odpowiedzialność i zdolność do działania.
Bosak interweniuje – rząd nie reaguje
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak zażądał od premiera natychmiastowej reakcji. Domaga się przywrócenia ruchu lub przynajmniej ewakuacji polskich pojazdów. To, że w tej sprawie musi interweniować opozycja, mówi wszystko o bezruchu i indolencji rządu.
Premier zdaje się żyć w innym świecie – w tym samym czasie, gdy przedsiębiorcy walczą o przetrwanie, rząd skupia się na konferencjach i autopromocji. Zamiast działać, liczy polityczne punkty.
Granica jako zakładnik polityki
Ta sytuacja pokazuje, jak łatwo rząd potrafi używać granicy państwowej jako narzędzia politycznej demonstracji. Problem w tym, że ofiarami nie są dyplomaci, tylko zwykli ludzie — kierowcy, spedytorzy, właściciele małych firm, którzy utrzymują polską gospodarkę.
Władza, zamiast szukać rozwiązań, woli pokazywać siłę wobec sąsiada, a słabość wobec własnych obywateli. To polityka pokazowa bez planu i bez empatii, której koszty liczą ci, którzy na tę władzę jeszcze niedawno płacili podatki.
Polska administracja kontra polski biznes
Nie po raz pierwszy państwo, które powinno wspierać przedsiębiorców, staje przeciwko nim. Zamiast pomocy i odszkodowań — mamy milczenie. Zamiast planu kryzysowego — urzędowy bełkot o „trudnej sytuacji międzynarodowej”.
To, co dzieje się na wschodniej granicy, jest symbolicznym obrazem kondycji polskiej administracji: nieprzygotowanej, aroganckiej i oderwanej od rzeczywistości. Polskie ciężarówki stoją — i stoją dlatego, że własny rząd zepchnął je w ślepą ulicę.
Granica bez sensu, decyzja bez odpowiedzialności
Zamknięcie granicy z Białorusią okazało się decyzją bez planu, bez logiki i bez wyobraźni. Polskie firmy transportowe, które przez lata wspierały eksport i handel, zostały poświęcone w imię politycznej demonstracji.
Rząd stworzył problem, którego teraz nie potrafi rozwiązać. A przedsiębiorcy – zamiast wsparcia – słyszą tylko urzędowe formułki i kolejne obietnice. To nie polityka bezpieczeństwa. To polityka pogardy dla obywateli, którzy jeszcze próbują coś w tym kraju budować.