Spis treści
Przez lata społeczeństwu podsuwano wygodny slogan: „Rolnicy biorą dopłaty, blokują drogi, produkują byle co i ciągle protestują.”
Ten slogan ma jedno zadanie: odwrócić uwagę od faktów. Bo dzisiejsze strajki rolników nie są walką o przywileje.
Są obroną przed systemowym demontażem niezależnego rolnictwa — a więc przed utratą bezpieczeństwa żywnościowego całego kraju.
Rolnicy NIE prosili się o regulacje. NIE prosili się o dopłaty.
To trzeba powiedzieć wprost.
Polscy rolnicy:
- nie domagali się Zielonego Ładu,
- nie wnioskowali o gąszcz przepisów,
- nie chcieli zamiany pracy na roli w biurokratyczną obsługę systemu.
To Unia Europejska narzuciła model, w którym:
- bez spełnienia setek norm nie wolno produkować,
- spełnienie norm drastycznie podnosi koszty,
- rynek nie płaci więcej za wyższą jakość.
Dopłaty nie są nagrodą.
Są częściową rekompensatą za straty wytworzone przez regulacje.
Mit „rolnik żyje z dopłat” – kłamstwo, które niszczy solidarność społeczną
Gdyby:
- zdjąć nadmiarowe regulacje,
- przywrócić rozsądne normy produkcji,
- pozwolić sprzedawać lokalnie bez papierologii,
rolnicy nie potrzebowaliby obecnego systemu dopłat.
To przepisy:
- ograniczają nawożenie i ochronę upraw,
- zmuszają do ugorowania ziemi,
- narzucają kosztowne „ekologiczne” wymogi,
- zamieniają rolnika w urzędnika.
Rolnik nie chce jałmużny. Rolnik chce uczciwych warunków pracy.
Strajki rolników to alarm, nie egoizm
Rolnicy protestują, bo są pierwszymi, którzy widzą skutki decyzji politycznych.
Widzą, że umowa UE–Mercosur otwiera rynek na masowy import żywności:
- tańszej,
- produkowanej poza normami UE,
- nieobciążonej kosztami regulacyjnymi,
polski producent — nawet najlepszy jakościowo — nie ma z tym żadnych szans.
To nie jest walka o „więcej pieniędzy”. To walka o możliwość dalszego istnienia.
„Rolnicy psują żywność”? Nie. System produkuje absurdy.
Jeśli widzisz:
- niszczenie plonów,
- marnowanie żywności,
- nadprodukcję bez zbytu,
to nie jest wina rolnika.
To efekt:
- norm oderwanych od realnego popytu,
- przymusu produkcyjnego narzuconego regulacjami,
- rynku, który karze lokalną jakość, a nagradza import.
Rolnik produkujący dla własnego kraju nie ma interesu w niszczeniu żywności. Ma interes w tym, by była zdrowa, uczciwie wyceniona i dostępna dla Polaków.
Rolnicy chcą suwerenności, nie przywilejów
Sedno protestów jest jedno:
- prawo do produkowania żywności dla Polaków,
- prawo do uczciwej konkurencji,
- prawo do niezależności od regulacyjno-korporacyjnego systemu.
Rolnicy nie protestują przeciwko społeczeństwu. Oni protestują w jego imieniu!
Jeśli rolnicy przegrają, zapłaci każdy z nas
Upadek rolnictwa oznacza:
- uzależnienie kraju od importu,
- spadek jakości żywności,
- utratę kontroli nad bezpieczeństwem żywnościowym,
- wzrost cen w długim terminie,
- decyzje zapadające poza Polską.
Państwo, które nie potrafi wyżywić własnych obywateli, traci realną suwerenność.
Zanim nazwiesz strajkujących rolników „roszczeniowymi”, zrozum jedno:
Dziś oni stoją na drogach. Jutro ty staniesz przed półką sklepową bez wyboru.
To nie jest protest o dopłaty. To ostatnie ostrzeżenie, zanim system domknie się całkowicie.