Trump w Jerozolimie – przemówienie o pokoju pośród ruin Gazy

A+A-
Zresetuj

Kiedy Donald Trump stanął 13 października 2025 roku przed izraelskim Knesetem, mówił o „końcu epoki terroru” i „nowym wieku pokoju”. Sala biła brawo, a w jego głosie pobrzmiewał ton zwycięstwa, jakby historia Bliskiego Wschodu właśnie znalazła swoje zakończenie. Tymczasem zaledwie kilkaset kilometrów dalej, w zniszczonej Gazie, ludzie wciąż kopali w gruzach.

„Nowy Bliski Wschód” zbudowany na ruinach

Trump rozpoczął przemówienie od słów o uwolnieniu zakładników i „świcie nowego pokoju”. W jego wizji kończy się epoka wojny, a zaczyna era wiary i nadziei. W przemówieniu dominował język odkupienia — Bóg, pokój, odrodzenie, jedność. Nie padło jednak ani jedno słowo o cywilnych ofiarach, o tysiącach zabitych Palestyńczyków, o dzieciach, które zginęły pod gruzami.

Trump mówił o „końcu terroru”, ale nie wspomniał, że to właśnie „walka z terrorem” pochłonęła setki tysięcy istnień. W tej narracji wojna stała się środkiem do zbawienia, a zniszczenie — fundamentem pokoju.

Dla jednych był to moment triumfu, dla innych — chwila, w której słowo „pokój” straciło swoje znaczenie.

Przemówienie o Bogu i sile

Wystąpienie Trumpa miało formę niemal religijnego kazania. Odwoływał się do Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba, dziękował „za dar pokoju”, który — jak mówił — „nastał dzięki sile”. Podkreślał, że to właśnie potęga militarna Izraela i USA doprowadziła do nowej epoki, w której Bliski Wschód może wreszcie „żyć w harmonii”.

Zgromadzeni politycy wstawali, by klaskać, gdy Trump mówił o „końcu wieku śmierci” i „początku wieku Boga”. Niektórzy komentatorzy nazwali ten moment teatralnym — gestem Ameryki wobec Izraela, ale też pokazem siły ubranym w język duchowości.

W retoryce Trumpa Bóg i armia idą ramię w ramię. Pokój nie jest efektem kompromisu, lecz nagrodą za zwycięstwo.

Milczenie o Gazie

Największym nieobecnym w całym przemówieniu była Gaza — nie jako temat polityczny, lecz jako tragedia humanitarna. Trump mówił o odbudowie, o „Rządzie Pokoju”, o miliardach dolarów, które mają popłynąć z krajów arabskich. Nie powiedział jednak, kto odbuduje życie, relacje, zaufanie, kto odbuduje dziecko, które straciło całą rodzinę.

Gdy mówił: „Zakończyła się epoka śmierci”, w Gazie wciąż trwały pogrzeby. Wojna, której nazwał „konieczną”, zamieniła ten skrawek ziemi w krajobraz bez szkół, szpitali i domów.

Trump nie użył słowa „zbrodnia”. Nie powiedział „cierpienie”. Nie wspomniał o winie, tylko o zwycięstwie. Z tej perspektywy jego przemówienie przypominało celebrację pokoju zbudowanego na milczeniu.

Religia jako teatr polityki

Kiedy Trump mówił o Jerozolimie jako o „świętym centrum świata”, jego słowa brzmiały jak część większej strategii – próby nadania amerykańskiej polityce na Bliskim Wschodzie wymiaru religijnego.
To nie był już zwykły sojusz militarny. To była deklaracja wiary, że Ameryka i Izrael mają wspólną misję „ocalenia cywilizacji”.

Problem w tym, że w tej opowieści nie ma miejsca dla wszystkich. Chrześcijanie, Żydzi i muzułmanie są w niej wymieniani obok siebie – ale tylko jako element retoryki.
W praktyce, pokój ma tu swoje granice, a duchowe przesłanie staje się politycznym narzędziem legitymizacji przemocy.

Wojna jako konieczność, pokój jako nagroda

Trump w Knesecie chwalił izraelskie wojsko za skuteczność, a amerykańskie za „technologiczną potęgę”. W jego słowach wojna nie była tragedią – była narzędziem, koniecznym etapem drogi do pokoju.

„Izrael wygrał na polu bitwy, teraz czas, by wygrał pokój”

To retoryka, w której militarne zwycięstwo staje się moralnym uzasadnieniem – a ofiary, choć niezliczone, znikają z narracji.

Dla wielu słuchaczy była to wizja pokoju, w której nie ma miejsca na pamięć o tych, którzy zginęli. Pokój osiągnięty bez współczucia nie różni się wiele od ciszy po eksplozji.

Pokój pod amerykańskim patronatem

Trump zapowiedział stworzenie „Rady Pokoju” (Board of Peace), która ma koordynować odbudowę regionu i zarządzać miliardami dolarów z funduszy państw arabskich. W praktyce będzie to nowa forma protektoratu — pokój zarządzany z Waszyngtonu, z Izraelem w roli strażnika i Ameryką jako arbitrem.

„Każdy kraj, który chce pokoju, będzie mile widziany przy stole”

Nie dodał jednak, kto decyduje o tym, czym jest „pokój” i kto ma prawo go definiować.

Jego słowa brzmiały jak echo dawnych imperialnych obietnic: „zbudujemy nowy świat, jeśli tylko pozwolicie nam go zaprojektować”.

Nowa epoka czy nowa iluzja?

Trump w Jerozolimie mówił jak kaznodzieja, który przyszedł ogłosić koniec historii. W jego opowieści wszystkie konflikty zostały rozwiązane, a świat „tańczy w ulicach”. Ale ten taniec – jeśli w ogóle istnieje – odbywa się z dala od Gazy, od obozów dla uchodźców, od ruin i bólu, którego nie da się przykryć retoryką triumfu.

Wiele lat temu podobnych słów używano po każdej wojnie. Zawsze mówiono, że to „ostatni konflikt”, „nowa era pokoju”. A potem historia zaczynała się od nowa – z nowymi granicami, nowymi ofiarami, nowym przywódcą, który mówił o „końcu epoki śmierci”.

Refleksja

Przemówienie Donalda Trumpa w Jerozolimie to manifest wiary w siłę – i zapomnienia. To wizja świata, w którym wojna może być błogosławieństwem, jeśli tylko przyniesie polityczny porządek.

Ale między ruinami Gazy trudno znaleźć ślady „nowego wieku Boga”. Tam pokój nie jest deklaracją. Tam jest ciszą po wszystkim, co zostało zniszczone.

Jeśli ta epoka naprawdę się zaczęła, to zaczęła się na gruzach, które wciąż dymią.

Dodaj komentarz

Sprawdź również:

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.