Spis treści
Po kilkunastu latach przerwy brytyjski rząd wraca do pomysłu stworzenia ogólnokrajowego systemu identyfikacji obywateli. Projekt cyfrowego identyfikatora (Digital ID) ma ułatwić korzystanie z usług publicznych, usprawnić kontrolę migracji i ograniczyć biurokrację.
Rząd zapewnia, że system przyniesie obywatelom wygodę i bezpieczeństwo. Jednak wielu obserwatorów ostrzega, że może to być pierwszy krok do wprowadzenia pełnej cyfrowej kontroli nad społeczeństwem.
Cyfrowe ID – jak ma działać nowy system
Cyfrowy identyfikator ma być elektronicznym potwierdzeniem tożsamości, które umożliwi logowanie do usług publicznych, bankowych i zdrowotnych. System ma wykorzystywać dane biometryczne, adresowe i numer ubezpieczenia społecznego, przechowywane w centralnej bazie państwowej.
Według zapewnień rządu dane mają być „bezpieczne” i „chronione przed nadużyciem”, a obywatele sami zdecydują, kiedy i komu je udostępnią. Niektórzy eksperci zauważają jednak, że raz stworzony system cyfrowej identyfikacji łatwo może zostać rozszerzony o kolejne funkcje, takie jak kontrola dostępu do świadczeń, rejestr płatności czy nawet powiązania z systemem kredytu społecznego.
Cel oficjalny – kontrola migracji i zatrudnienia
Rząd Keira Starmera argumentuje, że nowe ID pomoże skuteczniej walczyć z nielegalną imigracją i zatrudnieniem „na czarno”. Pracodawcy oraz właściciele mieszkań mieliby zyskać dostęp do systemu, aby sprawdzać legalność pobytu i pracy cudzoziemców.
Obecnie obowiązujące przepisy nakładają na nich obowiązek weryfikacji dokumentów, ale kontrole są rzadkie i mało skuteczne. Nowy system miałby ten proces zautomatyzować — w praktyce pozwalając państwu monitorować w czasie rzeczywistym status imigracyjny każdej osoby w kraju.
To rozwiązanie, które może być skuteczne w administracji, ale jednocześnie niebezpiecznie zbliża się do modelu powszechnego nadzoru.
Stary pomysł w nowym wydaniu
Nie jest to pierwszy raz, gdy brytyjski rząd sięga po ideę identyfikacji obywateli. Podobny system próbował wprowadzić w 2005 roku premier Tony Blair, jednak po masowych protestach społeczeństwa projekt został wycofany. Ówczesny rząd Davida Camerona uznał go za „zbyt kosztowny i zbyt inwazyjny wobec prywatności”.
Dziś, pod inną nazwą i z nową technologią, pomysł powraca. Tym razem cyfrowe ID ma być – jak twierdzi rząd – „dobrowolne”. Jednak w praktyce dobrowolność może szybko zniknąć, gdy okaże się, że bez cyfrowego identyfikatora trudno będzie załatwić cokolwiek – od wizyty u lekarza po otwarcie konta bankowego.
Głosy poparcia i rosnące obawy
Zwolennicy projektu przekonują, że cyfrowe ID to naturalny krok w stronę nowoczesnego państwa, które chce usprawnić administrację i walczyć z oszustwami. Wskazują na przykłady Niemiec, Estonii czy Belgii, gdzie podobne systemy funkcjonują od lat i nie budzą kontrowersji.
Krytycy ostrzegają jednak, że Wielka Brytania nie posiada stabilnych zabezpieczeń prawnych, które gwarantowałyby obywatelom pełną kontrolę nad swoimi danymi. Obawiają się, że cyfrowe ID może z czasem stać się narzędziem segregacji społecznej, umożliwiając władzom ograniczanie dostępu do określonych usług lub świadczeń.
Nie brakuje też opinii, że system ułatwi monitorowanie obywateli, gromadzenie informacji o ich aktywności i tworzenie profili behawioralnych.
W stronę „cyfrowego obywatela”?
Wprowadzenie cyfrowych identyfikatorów to krok, który może zdefiniować przyszłość relacji między obywatelem a państwem. Dla jednych to postęp technologiczny i większe bezpieczeństwo. Dla innych – początek nowego etapu nadzoru, w którym prywatność stanie się przywilejem, a nie prawem.
Rząd zapewnia, że system nie będzie obowiązkowy. Ale historia podobnych rozwiązań pokazuje, że granica między dobrowolnością a przymusem potrafi szybko się zacierć – zwłaszcza gdy w grę wchodzi dostęp do podstawowych usług publicznych.
Wielka Brytania staje dziś przed wyborem: cyfrowe ułatwienie czy cyfrowa klatka? Odpowiedź poznamy w najbliższych latach – wtedy, gdy pierwsi obywatele zaczną przekonywać się, jak naprawdę działa nowy system.