Spis treści
W kilku polskich szpitalach znów pojawił się obowiązek noszenia maseczek ochronnych.
Jak przekazało RMF FM, na oddziale obserwacyjno-zakaźnym szpitala w Ostrołęce na Mazowszu od tego tygodnia wprowadzono ograniczenia odwiedzin. „U jednego chorego może przebywać tylko jedna zdrowa osoba, obowiązkowo w maseczce” – poinformowano.
Podobne zasady obowiązują w Klinice Onkologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz na Oddziale Chirurgii Naczyniowej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu. Prof. Zbigniew Krasiński potwierdził, że „nie przyjmujemy chorych z zakażeniami do zabiegów planowych. Natomiast ci chorzy, którzy muszą być operowani, są izolowani i operowani w warunkach zgodnych z zaleceniami Sanepidu”.
Ograniczenia wizyt wprowadzono również w szpitalu w Lubartowie na Lubelszczyźnie. Sanepid poinformował przy tym, że w ostatnim tygodniu wzrost liczby zakażeń COVID-19 dotyczył głównie najmłodszych dzieci oraz osób w wieku 25–35 lat.
Powód? „Wzrost liczby infekcji”. Jednak coraz więcej lekarzy i obywateli pyta wprost: czy to faktycznie troska o zdrowie, czy raczej powrót do rytuałów, które już raz zawiodły?
Maski wracają – bez dowodów i bez sensu
Dyrekcje placówek tłumaczą decyzje „działaniem prewencyjnym”. W praktyce jednak oznacza to powrót do środków, które nie miały żadnego naukowego potwierdzenia skuteczności. Po latach badań wiadomo już jasno: maseczki nie zatrzymują wirusów oddechowych. Cząsteczki są zbyt małe, by materiał chirurgiczny czy tkaninowy mógł je powstrzymać.
Liczne analizy i metaanalizy wykazały, że stosowanie masek nie zmniejszyło liczby zakażeń ani hospitalizacji — ani w okresie pandemii COVID-19, ani w sezonach grypowych. W rzeczywistości maski stały się symbolem dyscypliny społecznej, a nie narzędziem medycznym.
Powrót do starych odruchów
Szpitale, które wprowadzają obowiązek maseczek, często nie podają żadnych danych o lokalnych ogniskach infekcji. Decyzje podejmowane są „na wszelki wypadek”, jakby sama obecność masek miała uspokoić sytuację. To powrót do myślenia z czasów, gdy polityka zdrowotna opierała się na strachu i gestach pozornej kontroli, zamiast na faktach.
Pacjenci i rodziny ponownie muszą podporządkować się absurdalnym wymogom: zakładać maski w pustych korytarzach, ograniczać odwiedziny bliskich, a przy tym udawać, że wszystko to ma sens. W rzeczywistości wirusy – w tym koronawirusy i grypa – rozprzestrzeniają się drogą aerozolu, a maseczka chirurgiczna przepuszcza większość cząsteczek już po kilku minutach używania.
Maski dają fałszywe poczucie bezpieczeństwa
Część środowiska medycznego mówi dziś otwarcie: maseczki nie chronią ani pacjentów, ani personelu, a wręcz mogą szkodzić – utrudniając oddychanie, sprzyjając namnażaniu bakterii i powodując podrażnienia skóry. Zamiast chronić, stają się barierą komunikacyjną, zwłaszcza dla osób starszych, niedosłyszących czy z demencją.
Jak wskazują sami lekarze, jeśli celem byłoby faktyczne ograniczenie zakażeń, kluczowe znaczenie miałaby dobra wentylacja, higiena rąk i izolacja chorych pracowników – a nie tkanina na twarzy odwiedzających.
Maski jako narzędzie kontroli, nie ochrony
Wielu komentatorów zwraca uwagę, że powrót maseczek nie ma nic wspólnego z medycyną, a wiele z socjotechniką. To prosty sposób, by ponownie przyzwyczaić ludzi do uległości – do wykonywania poleceń „dla dobra ogółu”, bez pytania o sens. Maska przestała być środkiem ochrony – stała się symbolem posłuszeństwa i gotowości do podporządkowania się nawet najbardziej nielogicznym zaleceniom.
Jeśli ktoś zapyta o naukowe podstawy – słyszy jedynie: „bo takie są wytyczne”. A wytyczne, jak wiadomo, potrafią się zmieniać szybciej niż same dane o zakażeniach.
Czy czeka nas powrót do pandemicznej fikcji?
Powrót obowiązku masek w szpitalach może wydawać się drobiazgiem, ale to niebezpieczny precedens. Jeśli społeczeństwo zaakceptuje takie decyzje bez sprzeciwu, kolejne „tymczasowe środki ostrożności” mogą wracać coraz częściej — nie tylko w placówkach medycznych.
Maseczki nie zatrzymały wirusów w 2020 roku i nie zatrzymają ich teraz. To, co mogą zatrzymać, to zdrowy rozsądek — jeśli znów pozwolimy, by decydowano za nas bez dowodów, bez logiki i bez pytania o sens.