Spis treści
W obliczu rosnących kontrowersji wokół powszechnych programów szczepień coraz więcej rodziców zadaje pytanie: czy korzyści z rutynowego szczepienia rzeczywiście przewyższają potencjalne ryzyko?
Wykład dr n. med. Piotra Witczaka stawia tezę, że oficjalny przekaz dotyczący bezpieczeństwa szczepionek opiera się na niepełnych danych naukowych i pozostawia wiele istotnych pytań bez odpowiedzi.
Problem z obiektywną oceną ryzyka
Dokładna ocena stosunku korzyści do ryzyka w przypadku szczepień jest niemożliwa z kilku powodów.
Po pierwsze, istnieje ogromny wpływ koncernów farmaceutycznych na badania kliniczne, towarzystwa naukowe i agencje regulatorowe.
Większość wpływów takich instytucji jak Europejska Agencja Leków, FDA czy brytyjska MHRA pochodzi bezpośrednio od producentów.
Po drugie, profil bezpieczeństwa szczepionek pozostaje praktycznie nieznany, ponieważ nie były one badane według najwyższych standardów metodologicznych.
Po trzecie, skuteczność preparatów jest często zawyżana, a zagrożenia epidemiologiczne wyolbrzymiane.
Czy możemy ufać ekspertom?
Historia medycyny dostarcza przykładów, które podważają bezkrytyczne zaufanie do autorytetów naukowych. Lekarze niegdyś promowali palenie papierosów, nawet dla kobiet w ciąży.
Lek przeciwbólowy Vioxx, który przeszedł przez badania kliniczne i został dopuszczony do obrotu, został oskarżony o spowodowanie około 55 000 zgonów.
Kampania szczepień przeciw świńskiej grypie w Skandynawii zakończyła się wzrostem przypadków narkolepsji.
Były redaktor naczelny czasopisma The Lancet, Richard Horton, stwierdził wprost, że znaczna część literatury naukowej może być po prostu nieprawdziwa.
Marcia Angell, była redaktor naczelna New England Journal of Medicine, również przestrzega przed bezgranicznym zaufaniem do rekomendacji naukowych.
Mit najlepiej przebadanych preparatów
Szczepionki określane są często jako „najlepiej przebadane produkty na świecie”, jednak analiza metodologii badań klinicznych podważa to twierdzenie.
Zgodnie z zasadami medycyny opartej na dowodach, wiarygodne badanie powinno być randomizowane, przeprowadzone w trzeciej fazie badań klinicznych i wykorzystywać obojętne placebo jako grupę kontrolną.
Tymczasem żadna ze szczepionek rutynowo podawanych dzieciom nie była oceniana w trzeciej fazie badań klinicznych z randomizacją wobec obojętnego placebo.
W grupach kontrolnych zamiast placebo podawano inne szczepionki lub substancje zawierające adiuwanty, co uniemożliwia obiektywną ocenę rzeczywistego profilu bezpieczeństwa.
Argument nieetyczności badań z placebo
Standardowym kontrargumentem jest twierdzenie, że badanie z placebo byłoby nieetyczne, ponieważ naraziłoby niezaszczepione osoby na śmierć lub poważne powikłania chorób zakaźnych. Przykład szczepionki Prevenar 13 ujawnia jednak niespójność tego rozumowania.
Szczepionkę Prevenar 13 testowano wobec starszej wersji Prevenar, co wykazało praktycznie identyczną częstość hospitalizacji niemowląt w obu grupach.
Starą wersję Prevenar porównywano natomiast nie ze szczepionką przeciwpneumokokową poprzedniej generacji, lecz ze szczepionką przeciw meningokokom.
Ta ostatnia była preparatem eksperymentalnym, który nie został wcześniej oceniony wobec placebo. Powstała więc „piramida dowodów prowadząca donikąd”, która nigdy nie określa prawdziwej częstości zdarzeń niepożądanych.
Rola warunków sanitarnych
Dane historyczne wskazują, że śmiertelność z powodu chorób zakaźnych spadła o ponad 90% już przed wprowadzeniem masowych szczepień.
Główną przyczyną była poprawa warunków życia – wprowadzenie kanalizacji, dostęp do czystej wody i żywności, łańcuchy chłodnicze oraz ogólna poprawa higieny.
Śmiertelność z powodu odry spadła znacząco przed wprowadzeniem szczepionki. Podobnie było w przypadku błonicy, krztuśca i ospy.
Co ciekawe, śmiertelność z powodu szkarlatyny, na którą nie ma masowo stosowanych szczepionek, spadła w tym samym okresie o 97,6%.
Oficjalny raport przygotowany na zlecenie rządu amerykańskiego stwierdza wprost, że liczba zakażeń, którym zapobiega szczepienie, jest w rzeczywistości dość mała, a interwencje higieniczne miały dominujące znaczenie.
Nieznane ryzyko zakażenia
Propaganda kreuje wrażenie, że brak szczepienia automatycznie prowadzi do zakażenia i poważnych konsekwencji zdrowotnych. Tymczasem rzeczywiste ryzyko zakażenia pozostaje często nieznane lub bardzo niskie.
Przykładem jest szczepionka przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu B podawana w pierwszej dobie życia. Historyczne ryzyko zgonu noworodka z powodu WZW B wynosi 1 na 7 milionów.
Gdyby szczepionka działała w 100% skutecznie, należałoby zaszczepić 7 milionów dzieci, aby uchronić jedno, jednocześnie narażając wszystkie na substancje obecne w preparacie i potencjalne skutki uboczne.
Problem niepełnego monitorowania
Zgodnie z oficjalnymi raportami amerykańskich instytucji, zaledwie 1% niepożądanych odczynów poszczepiennych jest zgłaszanych do baz danych.
Dodatkowo zgłaszalność powikłań różni się drastycznie między krajami – w przypadku szczepionek przeciw COVID-19 Holandia zgłaszała 50-krotnie więcej powikłań niż Polska na 100 000 szczepień.
Rosnące wskaźniki chorób przewlekłych
W Stanach Zjednoczonych prawie 40% dzieci ma zdiagnozowaną chorobę przewlekłą. Badania sugerują związek między liczbą dawek szczepionek a śmiertelnością niemowląt – im więcej szczepień, tym wyższa śmiertelność noworodków.
Literatura naukowa wskazuje na związek ekspozycji na adiuwanty aluminiowe ze szczepionek z wieloma chorobami autoimmunologicznymi, autyzmem, astmą, egzemą i innymi schorzeniami przewlekłymi.
Publikacje naukowe z 2025 roku opisują mechanizmy śmierci łóżeczkowej na skutek ekspozycji na związki aluminium wstrzykniętego do organizmu.
Brak badań z obojętnym placebo dla adiuwantów
Metaanaliza badań randomizowanych oceniających adiuwanty aluminiowe wobec obojętnego placebo wykazała brak korzyści wynikających z ich zastosowania przy jednoczesnym wzroście zdarzeń niepożądanych o 13%.
Co istotne, takie badania przeprowadzono jedynie w fazie pierwszej i drugiej, nigdy w fazie trzeciej. Pomimo tych wyników preparaty zawierające aluminium zostały wprowadzone do rutynowego stosowania.
Badania dzieci szczepionych i nieszczepionych
Badanie porównujące dzieci zaszczepione i nieszczepione wykazało, że wskaźnik chorób przewlekłych wynosił 57% w grupie zaszczepionych wobec 17% w grupie nieszczepionych.
Badanie przeprowadzili lekarze proszczepieniowi, którzy chcieli udowodnić bezpieczeństwo szczepionek, lecz otrzymali wyniki przeciwne do założonych. Z obawy o stanowiska pracy i presję środowiska naukowego nie opublikowali wyników, udostępniając je dopiero po latach.
Toksyczne metale i autyzm
Dzieci z autyzmem mają istotnie wyższe poziomy toksycznych metali w tkankach w porównaniu do grupy kontrolnej. Badania na tkankach mózgowych wykazały wyższe stężenie rtęci u dzieci z autyzmem niż w grupie kontrolnej.
Jednocześnie we włosach poziom był niższy, co sugeruje słabą zdolność detoksykacji.
Badania identyfikują najwyższe dotychczas poziomy związków aluminium właśnie u dzieci z autyzmem. Literatura naukowa z 2021 roku opisuje związek między ekspozycją na związki aluminium pochodzące ze szczepionek a autyzmem.
Większość dzieci z autyzmem – około 80% – posiada prawidłowy genom, co wskazuje na dominującą rolę czynników środowiskowych.
Wnioski
Przedstawione dane naukowe wskazują, że oficjalny przekaz dotyczący szczepień wymaga krytycznej weryfikacji.
Brak badań z obojętnym placebo, niejasny profil bezpieczeństwa, wpływ koncernów farmaceutycznych oraz rosnące wskaźniki chorób przewlekłych u dzieci uzasadniają potrzebę rzetelnej dyskusji naukowej wolnej od presji ekonomicznej i politycznej.
Żródło: