Spis treści
Umowa handlowa UE–Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj) wraca na stół w trybie politycznego pośpiechu. Komisja Europejska sygnalizuje, że UE jest „na dobrej drodze” do szybkiego podpisania porozumienia.
Dla opinii publicznej brzmi to jak „techniczny finał”.
Dla rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego Europy — jak punkt zwrotny, który realnie przesuwa koszty na jednych, a zyski na innych.
Poniżej: twarde fakty o tym, gdzie zapadają decyzje, kto naciska, oraz kto ma interes, by ta umowa weszła w życie.
Gdzie zapadają decyzje (i dlaczego to budzi konflikt interesów)
Komisja Europejska – negocjuje, pisze i „pcha” deal
Komisja prowadzi negocjacje handlowe w imieniu UE (mandat dostaje od państw). W praktyce oznacza to, że organ niewybierany bezpośrednio przez obywateli jest głównym „silnikiem” umowy, a następnie — jako strażnik traktatów — współzarządza jej wdrożeniem.
Komisja 3 września 2025 r. przyjęła propozycje decyzji Rady dotyczące podpisania i zawarcia dwóch instrumentów:
EU–Mercosur Partnership Agreement (EMPA) oraz interim Trade Agreement (iTA) (tymczasowy instrument handlowy).
Rada UE (państwa członkowskie) – może wyrazić zgodę albo zablokować
To państwa w Radzie decydują o podpisaniu i dalszych krokach.
W analizach wskazuje się, że kluczowe jest (nie)zbudowanie mniejszości blokującej w Radzie.
Parlament Europejski – „tak” lub „nie”, ale bez pisania umowy od nowa
Parlament ma głos w ratyfikacji, ale nie negocjuje tekstu. Sam PE w przeszłości sygnalizował, że ratyfikacja nie powinna iść „jak leci” bez spełnienia warunków (m.in. środowiskowych).
Jednocześnie media opisują scenariusz, w którym podpisanie może być prowizoryczne, a kluczowe głosowania mają przypaść na początek 2026 r.
Sedno konfliktu interesów
Obywatel widzi „Brukselę”, ale realnie ma do czynienia z układem, w którym Komisja jednocześnie:
- forsuje i sprzedaje politycznie umowę,
- organizuje proces i komunikację,
- a potem współnadzoruje wdrażanie.
To rodzi podatność na wpływ lobby — bo jeśli negocjujesz i jednocześnie „dowozisz politycznie” efekt, to presja interesariuszy trafia w samo serce procesu.
Kto to lobbuje: nacisk jest jawny (i wzajemnie sprzeczny)
Pro–umowa: przemysł eksportowy UE (szczególnie Niemcy)
Reuters opisał, że niemieckie organizacje przemysłowe (m.in. BDI, VDA, VCI) publicznie naciskają i krytykują opóźnienia, wskazując na korzyści dla motoryzacji i chemii.
Klasyczny wzór: wielki przemysł chce rynków zbytu i niższych ceł na eksport.
Anty–umowa: rolnictwo i łańcuch żywnościowy UE
Z drugiej strony stoją organizacje rolnicze, które wprost wzywają do odrzucenia umowy, podnosząc ryzyka napływu towarów wrażliwych (drób, wołowina, cukier, etanol itd.).
To nie „panika emocjonalna”. To twardy spór interesów: eksport przemysłowy vs. ochrona rynku żywności.
Kto zarobi
Największe plusy mają mieć sektory, które:
- eksportują z UE do Mercosur,
- chcą dostępu do dużych rynków,
- mają zasoby, by szybko wykorzystać liberalizację.
Najczęściej wskazywane branże „po stronie zysku”:
- motoryzacja,
- chemia,
- maszyny i przemysł przetwórczy,
- częściowo żywność premium (np. wino, nabiał).
W skrócie: duży eksport, duża skala, duże korporacje – nie małe gospodarstwa.
Kto straci
Najbardziej narażone:
wołowina, drób, cukier, etanol oraz produkty rolne „wrażliwe”.
Padają konkretne kontyngenty:
- 99 tys. ton wołowiny
- 80 tys. ton drobiu
Francja oficjalnie mówi, że umowa w obecnej formie jest „nie do zaakceptowania”, m.in. przez spór o „mirror clauses”.
Dlaczego to alarm dla Polski?
Bo Polska:
• ma duży udział produkcji rolno-spożywczej,
• działa w ramach kosztownych norm UE,
• jest wrażliwa na import cenowy,
• ma dużo małych i średnich gospodarstw.
Jeśli otwierasz rynek i równocześnie dociążasz regulacyjnie rolników — to nie jest wolny handel, tylko przesunięcie ryzyka.
„Zakazy i normy” vs import – sedno hipokryzji
• Rolnik w UE: normy środowiskowe, dobrostan, koszty energii i pracy.
• Import: nawet jeśli spełnia formalne wymogi, to spór dotyczy równoważności warunków produkcji.
Rolnicy słyszą: „masz produkować drożej”. A potem widzą: „rynek dostanie tańszy towar”.
Jak to się sprzedaje społeczeństwu
Narracja pro–umowa:
- „Strategicznie musimy”
- „Szansa dla eksportu UE”
- „Są zabezpieczenia”
Narracja anty–umowa:
- kto zapłaci cenę,
- czy standardy będą egzekwowane,
- czy zabezpieczenia zadziałają na czas.
Rynek rolny psuje się szybko. Naprawia latami.
Co powinno być publicznie dopięte przed ratyfikacją
- dokładne kontyngenty i mechanizmy hamulca,
- realne i weryfikowalne mirror clauses,
- ocena skutków dla krajów i regionów,
- pełna przejrzystość lobbyingu.
Bo inaczej: zyski europejskie, koszty lokalne i prywatne.
Jeżeli UE chce budować „zielone”, regulowane, kosztowne rolnictwo, a równolegle otwiera rynek na import, który nie przechodzi tej samej ścieżki kosztów — to nie kompromis.
To transfer ryzyka na najsłabsze ogniwa łańcucha żywnościowego.
Przemysłowe lobby liczy zyski dekadami. Małe gospodarstwo liczy przetrwanie sezonami.
Jeśli ta umowa ma potencjalnie wejść (oby NIE), to społeczeństwo ma prawo zobaczyć:
- kto naciska, kto zyskuje, kto płaci — i gdzie zapada decyzja.
- Bez dymu. Bez „zaufajcie ekspertom”. Bez PR.