Spis treści
Światowa Organizacja Zdrowia, powstała w 1948 roku jako agencja wyspecjalizowana Organizacji Narodów Zjednoczonych, miała być instytucją nadziei – globalnym koordynatorem wysiłków na rzecz zdrowia publicznego, strażnikiem walki z chorobami zakaźnymi i rzecznikiem równego dostępu do opieki medycznej.
Dziś, ponad siedem dekad później, WHO stoi w centrum globalnych kontrowersji jako instytucja, której mandat zdrowotny został zawłaszczony przez logikę polityki, kapitału i władzy.
To już nie tylko organizacja doradcza – to struktura administracyjno-polityczna, która współdecyduje o kierunku rozwoju systemów zdrowia na całym świecie, a jej decyzje przekładają się na prawo krajowe, regulacje sanitarne i strategie kryzysowe.
Pytanie nie brzmi dziś, czy WHO działa na rzecz zdrowia – ale czyje interesy w istocie reprezentuje.
Geneza i cele – od nadziei do instytucji
Konferencja założycielska Światowej Organizacji Zdrowia odbyła się w Nowym Jorku w 1946 roku, a Konstytucję WHO podpisało wówczas 51 państw członkowskich ONZ oraz 10 innych krajów.
Dokument wszedł w życie dopiero 7 kwietnia 1948 roku, kiedy ratyfikowało go 26 spośród 61 sygnatariuszy. Data ta jest od tego czasu obchodzona jako Światowy Dzień Zdrowia.
WHO przejęła funkcje i zasoby wcześniejszych instytucji zdrowotnych: Organizacji Zdrowia Ligi Narodów (LNHO), paryskiego Office International d’Hygiène Publique (OIHP) oraz Działu Zdrowia Administracji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy i Odbudowy (UNRRA).
Pierwsze Zgromadzenie Ogólne WHO zebrało się w Genewie w czerwcu 1948 roku z delegacjami z 53 z 55 państw członkowskich. Wśród priorytetów znalazły się: walka z malarią, gruźlicą i chorobami wenerycznymi.
Koncepcyjnie WHO miała być instytucją techniczną, medyczną, apolityczną – narzędziem wspólnoty międzynarodowej do koordynacji działań na rzecz zdrowia.
W preambule Konstytucji zapisano definicję zdrowia jako „stanu pełnego dobrostanu fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko braku choroby czy ułomności”. To była definicja ambitna, wszechstronna – ale jednocześnie nieokreślona na tyle, by w przyszłości mogła być interpretowana szeroko, nawet poza medycyną.
Struktura i model działania
WHO działa przez trzy główne organy ustanowione w Konstytucji.
Zgromadzenie Ogólne (World Health Assembly, WHA) składa się ze wszystkich państw członkowskich, z których każde dysponuje jednym głosem. To organ polityczny, stanowiący o kierunku działania organizacji, przyjmujący budżet i wytyczne programowe.
Rada Wykonawcza to węższa grupa reprezentująca wybrane państwa członkowskie, odpowiedzialna za rozwój programów i przygotowanie decyzji dla Zgromadzenia.
Trzeci filar to Sekretariat, kierowany przez Dyrektora Generalnego, który realizuje decyzje Zgromadzenia i Rady, zarządzając pracownikami i operacjami WHO na całym świecie.
Model instytucjonalny WHO zakłada decentralizację – organizacja działa przez sześć regionów zdrowotnych, w tym Panamerykańską Organizację Zdrowia (PAHO), która stała się częścią systemu regionalnego WHO.
Teoretycznie daje to elastyczność i uwzględnienie lokalnych potrzeb. W praktyce jednak tworzy strukturę wielopoziomową, w której decyzje polityczne, finansowe i merytoryczne przepływają przez kanały, w których transparentność maleje, a wpływ interesów zewnętrznych rośnie.
WHO nie posiada władzy wykonawczej nad krajami członkowskimi – nie może narzucać lockdownów, obowiązkowych szczepień ani kontroli granic.
Jednakże jej rekomendacje, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych takich jak ogłoszenie Stanu Zagrożenia Zdrowia Publicznego o Znaczeniu Międzynarodowym (PHEIC), wywierają ogromną presję polityczną i często przekładają się na działania rządów.
Finansowanie – kto płaci, ten dyktuje
Analiza struktury finansowej WHO ujawnia fundamentalną sprzeczność między ideą niezależności technicznej a rzeczywistością uzależnienia od donatorów.
Budżet organizacji na lata 2022-2023 wyniósł około 6,83 miliarda dolarów. Teoretycznie składki państw członkowskich stanowią podstawę finansowania. W praktyce składki obowiązkowe stanowią mniej niż 20% całości, a pozostała część pochodzi z wkładów dobrowolnych.
I tu zaczyna się problem. Wkłady dobrowolne dzielą się na trzy kategorie: podstawowe wkłady dobrowolne (CVC), które są w pełni elastyczne i stanowią zaledwie 6,6% wszystkich wkładów dobrowolnych; fundusze tematyczne i strategiczne; oraz wkłady celowe (specified voluntary contributions), które stanowią aż 87% wszystkich wkładów dobrowolnych i są ściśle przypisane do konkretnych programów.
To oznacza, że większość pieniędzy WHO nie może wydać swobodnie – są one przeznaczone na cele określone przez darczyńców.
Wśród głównych donatorów znajdują się: Fundacja Billa i Melindy Gatesów, GAVI (Globalny Sojusz na rzecz Szczepień i Immunizacji), Wellcome Trust, Fundacja Rockefellera oraz koncerny farmaceutyczne.
Tylko od początku pandemii COVID-19 do 2023 roku Fundacja Gatesów, GAVI i Wellcome Trust przekazały łącznie ponad 1,4 miliarda dolarów do WHO – więcej niż większość państw, w tym Stany Zjednoczone i Komisja Europejska.
Jak ujął to były wysoki rangą amerykański urzędnik ds. zdrowia: „kiedy masz do czynienia z Fundacją Gatesów, to niemal jak masz do czynienia z innym dużym krajem, biorąc pod uwagę ich wpłaty do globalnych organizacji zdrowotnych”.
GAVI, która sama została założona w 1999 roku z dotacją 750 milionów dolarów od Fundacji Gatesów, działa jako pośrednik między WHO, krajami rozwijającymi się a koncernami farmaceutycznymi.
Fundacja Gatesów przekazała GAVI 1,6 miliarda dolarów na okres 2016-2020 oraz kolejne 1,6 miliarda (około 20% całości) na lata 2020-2025. Ta finansowa bliskość tworzy sieć wzajemnych zależności, w której granice między zdrowiem publicznym, interesem prywatnym a polityką zacierają się niemal całkowicie.
Konflikt interesów – medycyna czy biznes?
WHO od dekad balansuje między rolą instytucji technicznej a polityczną, ale to właśnie struktura finansowa stała się głównym źródłem erozji jej niezależności.
Finansowanie celowe oznacza, że priorytety WHO są częściowo dyktowane przez zewnętrznych aktorów, którzy decydują, na co pieniądze mogą być przeznaczone. W praktyce organizacja działa zgodnie z wizją donatorów, nie zawsze ze strategicznymi potrzebami zdrowia publicznego.
Wewnętrzna analiza z 2023 roku wskazuje, że WHO aspiruje do osiągnięcia 50% udziału składek obowiązkowych w całym budżecie do 2030-2031 roku.
Na razie jednak to cel odległy, a organizacja pozostaje finansowo uzależniona od prywatnych fundacji i koncernów związanych z przemysłem farmaceutycznym.
Ta zależność miała dramatyczne konsekwencje podczas pandemii COVID-19. Inicjatywa ACT-A (Access to COVID-19 Tools Accelerator), stworzona przez WHO, GAVI, CEPI i inne podmioty, skupiła się niemal wyłącznie na zakupie i dystrybucji szczepionek, testów i leków.
Z 23 miliardów dolarów zebranych przez ACT-A zaledwie 2,2 miliarda przeznaczono na wzmocnienie lokalnych systemów zdrowia – mniej niż 10%. Priorytety zostały dyktowane przez podmioty związane z przemysłem, nie przez potrzeby medyczne.
Pandemia COVID-19 – test niezależności
Pandemia COVID-19 stała się największym sprawdzianem politycznej i instytucjonalnej wiarygodności WHO – i organizacja ten test oblała.
Działania Dyrektora Generalnego WHO, Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa, od pierwszych tygodni wybuchu epidemii w Wuhan wzbudzały krytykę jako niejednoznaczne, opóźnione i wyraźnie ulegające presji politycznej ze strony Chin.
WHO ogłosiła Stan Zagrożenia Zdrowia Publicznego o Znaczeniu Międzynarodowym (PHEIC) dopiero po konsultacjach z władzami chińskimi, co wielu obserwatorów uznało za ustępstwo wobec Pekinu.
Organizacja otrzymała informacje z niezależnych źródeł już wcześniej, ale nie wykorzystała ich do natychmiastowego działania. Zamiast tego WHO publicznie chwaliła Chiny za ich „przejrzystość” i „współpracę”, podczas gdy reżim cenzurował lekarzy, tuszował dane i opóźniał międzynarodową reakcję.
Badanie opublikowane w Nature w 2025 roku wskazało, że największą przeszkodą dla efektywności WHO podczas pandemii były ograniczenia w zarządzaniu, zależność finansowa oraz presja polityczna.
Amerykańsko-chińska rywalizacja sparaliżowała globalną reakcję, gdyż USA oskarżały WHO o „chinocentryzm”, a Chiny przedstawiały krytykę jako zachodnią stronniczość. Wirus, jak ujęto w analizie, „nie interesował się polityką” – ale WHO tak.
Stany Zjednoczone pod administracją Trumpa formalnie wycofały się z finansowania WHO, nazywając organizację narzędziem chińskiej propagandy.
Równocześnie Kongres USA przeprowadził przesłuchania, w których stwierdzono, że WHO ustąpiła presji Komunistycznej Partii Chin i stawiała interesy KPCh przed globalnym bezpieczeństwem zdrowotnym.
WHO, podobnie jak podczas epidemii eboli w 2014 roku, znów nie zdołała zachować niezależności.
Organizacja była albo naiwna, albo nieprzygotowana na polityczne koszty swoich decyzji, a unikanie konfrontacji z rządami obróciło się przeciwko jej wiarygodności. Nie potrafiła utrzymać granicy między nauką a polityką.
Traktat Pandemiczny – centralizacja w imię bezpieczeństwa
W odpowiedzi na krytykę funkcjonowania podczas COVID-19, WHO rozpoczęła negocjacje nad tzw. Traktatem Pandemicznym (Pandemic Accord), który ma wejść w życie po ratyfikacji przez odpowiednią liczbę państw.
Projekt traktatu wzbudza kontrowersje na całym świecie, zarówno wśród zwolenników suwerenności państw, jak i obrońców praw obywatelskich.
Przeciwnicy traktatu zarzucają WHO zamiar narzucenia globalnej kontroli nad politykami zdrowotnymi poszczególnych krajów, w tym możliwość wdrażania obowiązkowych szczepień, cyfrowych paszportów zdrowia i mechanizmów śledzenia obywateli.
Choć oficjalna narracja WHO i Komisji Europejskiej zaprzecza tym obawom, podkreślając poszanowanie suwerenności narodowej, rzeczywiste przepisy pozostają niejasne, a dyskusje wewnętrzne – mało transparentne.
Projekt WHO Global Digital Health Certification Network (GDHCN), który powstał na bazie unijnego systemu cyfrowych certyfikatów COVID-19, ma być „pierwszym budulcem globalnego systemu cyfrowych certyfikatów zdrowia”.
WHO podkreśla, że nie będzie mieć dostępu do danych osobowych – te pozostaną wyłącznie w gestii rządów. Jednak centralizacja walidacji, standardów i podpisów cyfrowych oznacza, że architektura nadzoru powstaje niezależnie od tego, kto technicznie przechowuje dane.
W USA wszyscy 49 senatorów Partii Republikańskiej podpisało list do prezydenta Bidena, wzywając do „wycofania wsparcia” dla Traktatu Pandemicznego i poprawek do Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych (IHR), uznając je za „niedopuszczalne naruszenia suwerenności USA”.
Podobne obawy wyrażały władze w Wielkiej Brytanii i innych krajach, gdzie polityczne środowiska prawicowe i libertariańskie traktują traktat jako zagrożenie dla autonomii państwa.
W maju 2024 roku, po ponad dwóch latach negocjacji, przedstawiciele 194 narodów nie zdołali sfinalizować ostatecznego tekstu traktatu.
Niemniej WHO kontynuuje prace, a system cyfrowych certyfikatów zdrowia już działa – niezależnie od ratyfikacji traktatu.
Od zdrowia do władzy
WHO od czasu swojego powstania przeszła metamorfozę: z organizacji medycznej do podmiotu normatywnego, który definiuje nie tylko co jest chorobą, ale także jak powinny być kształtowane polityki społeczne, gospodarcze i klimatyczne w kontekście zdrowia.
Oficjalnie organizacja działa pod hasłem „zdrowie dla wszystkich”. Rzeczywistość jednak pokazuje, że „zdrowie” stało się pretekstem do globalnego planowania i regulacji, wykraczającej daleko poza medycynę.
Projekt cyfrowych paszportów zdrowia nie jest tylko narzędziem pandemicznym – WHO już zapowiada rozszerzenie go na inne obszary, w tym na cyfrową wersję Międzynarodowego Świadectwa Szczepień.
W praktyce tworzy to globalną infrastrukturę nadzoru, w której mobilność obywateli będzie uzależniona od posiadania odpowiednich cyfrowych certyfikatów. To już nie medycyna – to polityka kontroli.
WHO nie działa w próżni. Jej działania są częścią szerszego globalnego ekosystemu instytucji finansowych i technologicznych, które współtworzą wizję „globalnego zarządzania”.
Fundacja Gatesów, Światowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, Światowe Forum Ekonomiczne – te podmioty łączy nie tylko koordynacja programów, ale wspólna wizja świata zarządzanego centralnie, w którym decyzje technokratyczne wypierają suwerenność państw i wolność jednostek.
WHO stała się mechanizmem normalizacji tej logiki w obszarze zdrowia.
Kiedy zdrowie zostaje zdefiniowane jako „pełny dobrostan fizyczny, psychiczny i społeczny”, wówczas wszystko – od gospodarki po klimat, od edukacji po infrastrukturę cyfrową – mieści się w mandacie zdrowotnym. I wszystko może być regulowane, kontrolowane, centralizowane.
Biurokratyzacja i brak przejrzystości
WHO zatrudnia tysiące pracowników, utrzymuje regionalną strukturę biurokratyczną i generuje miliardy dokumentów, raportów i rekomendacji.
Jednak przejrzystość działania organizacji pozostaje ograniczona. Decyzje podejmowane są w gremiach zamkniętych, w których rola lobby przemysłowego, politycznego i finansowego jest trudna do uchwycenia.
WHO twierdzi, że działa w oparciu o najlepsze dostępne dane naukowe.
Jednak wielokrotnie – zarówno podczas eboli, jak i COVID-19 – organizacja została oskarżona o ukrywanie informacji, opóźnianie reakcji i uleganie politycznym naciskom. Investigacyjne przesłuchania przeprowadzone przez niezależne komisje i rządy państw członkowskich ujawniły, że WHO była „naiwna” lub „nieprzygotowana” na polityczne konsekwencje swojego podejścia, które preferowało „cichą dyplomację” i pochlebstwa nad techniczne przywództwo.
W efekcie WHO stała się podmiotem mało przewidywalnym i podatnym na manipulację.
Jej aparat biurokratyczny służy realizacji priorytetów ustalanych nie przez potrzeby zdrowotne, ale przez logikę finansowania, polityki i władzy.
Oficjalna narracja a rzeczywistość
Oficjalnie WHO pozostaje strażnikiem zdrowia globalnego, instytucją techniczną, dedykowaną walce z chorobami i promowaniu równości w dostępie do opieki medycznej.
W rzeczywistości jest strukturą, która działa w warunkach konfliktów interesów, zależności finansowej i podporządkowania politycznym grom mocarstw i korporacji.
WHO nie ma władzy wykonawczej – ale nie potrzebuje jej, by wpływać na rzeczywistość.
Jej moc polega na normatywności: na tworzeniu standardów, definiowaniu kryzysów, wyznaczaniu priorytetów. Kiedy WHO ogłasza PHEIC, presja na rządy, by działały zgodnie z rekomendacjami, jest ogromna – nie z mocy prawa, ale z mocy legitymizacji.
Jednak ta legitymizacja kruszy się.
Coraz więcej państw, instytucji naukowych i obywateli kwestionuje niezależność WHO, jej priorytetów i przejrzystość jej decyzji. Pandemia COVID-19 ujawniła nie tylko słabości operacyjne organizacji, ale także fundamentalną sprzeczność między jej mandatem zdrowotnym a rzeczywistą rolą polityczno-ekonomiczną.
Globalne zarządzanie w masce zdrowia
WHO nie jest już instytucją medyczną w pierwotnym tego słowa znaczeniu.
To polityczny aparat globalnego zarządzania zdrowiem, w którym zdrowie stało się narzędziem władzy i kontroli. Organizacja, która powstała po II wojnie światowej jako nadzieja na międzynarodową współpracę w walce z chorobami, dziś funkcjonuje jako element architektury globalnego nadzoru – architektury, w której decyzje technokratów i lobbystów zastępują demokrację, a interes prywatny miesza się z dobrem publicznym.
Pytanie nie brzmi, czy WHO powinna być zreformowana.
Pytanie brzmi, czy w ogóle można zreformować instytucję, która od dekad funkcjonuje jako mechanizm upolitycznienia medycyny, finansowej zależności i biurokratycznej kontroli. Dopóki finansowanie będzie dyktowane przez prywatne fundacje i koncerny, dopóki decyzje będą podejmowane w zamkniętych gremiach, a priorytetami będzie nie zdrowie, ale polityka – WHO pozostanie narzędziem kontroli, nie nadzieją dla chorych.