Spis treści
Współczesne społeczeństwa funkcjonują w iluzji, że technologia jest neutralna, a dostęp do internetu czyni nas wszystkich równymi uczestnikami globalnej sieci.
Rzeczywistość jest jednak inna: za każdym kliknięciem, każdym logowaniem do banku, każdą rozmową wideo i każdym zapytaniem do sztucznej inteligencji stoi masywna, materialna infrastruktura – centra danych.
Te wielkie kompleksy serwerów, rzadko widoczne i rzadko omawiane w debacie publicznej, stanowią dziś fundament władzy informacyjnej, od którego zależy nie tylko funkcjonowanie gospodarki, ale także bezpieczeństwo państw i kontrola nad przepływem informacji w skali globalnej.
Czym są centra danych i dlaczego mają znaczenie
Centrum danych to obiekt przemysłowy, w którym przechowywane, przetwarzane i dystrybuowane są dane cyfrowe – od prywatnych wiadomości e-mail, przez dokumenty administracji publicznej, po algorytmy sztucznej inteligencji analizujące zachowania miliardów użytkowników.
Wszystkie usługi, które wydają się „ulokowane w chmurze”, w rzeczywistości znajdują się w fizycznych serwerowniach – budynkach wypełnionych szafami serwerów, systemami chłodzenia, zasilania i zabezpieczeń.
To nie abstrakcja technologiczna, lecz konkretna, strategiczna infrastruktura, podobna w swojej randze do elektrowni czy portów morskich.
Bez centrów danych niemożliwe byłoby działanie bankowości, sieci społecznościowych, systemów obronnych, e-administracji, a także całej gospodarki cyfrowej, która w coraz większym stopniu opiera się na przetwarzaniu ogromnych ilości informacji.
W świecie, w którym dane stały się walutą, centra danych pełnią funkcję analogiczną do dawnych kopalń czy rafinerii – są miejscami, w których surowiec (dane) jest przetwarzany na wartość ekonomiczną i polityczną.
Geografia władzy cyfrowej
Według danych z listopada 2025 roku, na świecie funkcjonuje 4 165 centrów danych tylko w Stanach Zjednoczonych, co stanowi około 38-51% wszystkich tego typu obiektów na świecie. To dominacja cyfrowa, która nie ma sobie równych w historii nowoczesnej technologii.
Europa odpowiada za kolejną dużą część globalnej infrastruktury, a region Azji i Pacyfiku posiada około 30% globalnej pojemności centrów danych, z przewidywanym wzrostem z 12,2 GW w 2024 roku do 26,1 GW w 2028 roku.
Chiny, jako globalny rywalizujący z USA o dominację technologiczną, masowo inwestują w rozwój własnych centrów danych, tworząc zamkniętą infrastrukturę, która ma uniezależnić państwo od zachodnich dostawców.
W Afryce, która posiada 223 centra danych w 38 krajach, największe koncentracje znajdują się w RPA (56 obiektów), Kenii (19) i Nigerii (17), a przewidywany rynek ma osiągnąć wartość 9,15 miliarda dolarów do 2029 roku.
Ta geografia nie jest przypadkowa – lokalizacja centrów danych odzwierciedla geopolityczną hierarchię władzy: kraje, które kontrolują tę infrastrukturę, kontrolują również przepływ informacji, a tym samym mogą wpływać na bezpieczeństwo narodowe, suwerenność gospodarczą i społeczną kontrolę.
Big Tech jako właściciele prywatnej infrastruktury publicznej
Największymi operatorami centrów danych na świecie są amerykańskie korporacje technologiczne: Amazon Web Services (AWS), Microsoft Azure i Google Cloud Platform (GCP). AWS dysponuje 33 regionami geograficznymi i 105 strefami dostępności, Azure obsługuje 64 regiony z 126 strefami dostępności, a Google Cloud operuje w 40 regionach i 121 strefach.
Do tej listy dołączają także Meta, Oracle, a w Chinach – Tencent i Huawei. Te firmy nie są jedynie dostawcami usług IT – stały się zarządcami infrastruktury o charakterze publicznym, od której zależą administracje państwowe, szpitale, banki i całe sektory gospodarki.
Jednak własność i kontrola nad tą infrastrukturą pozostaje prywatna, co oznacza, że decyzje o dostępie, bezpieczeństwie i zarządzaniu danymi podejmują korporacje, a nie rządy czy społeczeństwa.
Co więcej, globalne wydatki na infrastrukturę centrów danych osiągnęły 430 miliardów dolarów w 2024 roku, z prognozami wzrostu do 598 miliardów w 2025 roku i przekroczenia 1,1 biliona dolarów do 2029 roku.
Ta gigantyczna akumulacja kapitału technologicznego tworzy nową formę monopolu, w której kilka firm kontroluje fundamenty działania współczesnego świata.
Suwerenność cyfrowa jako strategia bezpieczeństwa
Lokalizacja centrów danych to nie tylko kwestia logistyczna – to element strategii bezpieczeństwa narodowego.
Kraje, które nie posiadają własnej infrastruktury przechowywania i przetwarzania danych, są narażone na utratę suwerenności cyfrowej, co oznacza ryzyko inwigilacji, manipulacji i utraty kontroli nad kluczowymi informacjami.
Unia Europejska wdrożyła szereg regulacji mających na celu lokalizację danych na terytorium państw członkowskich, co ma ograniczyć wpływ amerykańskich i chińskich korporacji na europejski rynek informacyjny.
Chiny z kolei stosują jeszcze bardziej restrykcyjne przepisy dotyczące przechowywania danych na własnym terytorium, co jest częścią szerszej polityki „suwerenności cyfrowej” i ograniczania zagranicznego wpływu na krajową przestrzeń informacyjną.
Stany Zjednoczone natomiast utrzymują globalną dominację infrastrukturalną, co daje im faktyczną kontrolę nad przepływem informacji między państwami i regionami. Jest to nowa forma hegemonii, która nie opiera się na bezpośredniej okupacji militarnej, lecz na kontroli infrastruktury informacyjnej.
W tym kontekście, debaty o „wolnym internecie” czy „neutralności technologii” nabierają zupełnie innego wymiaru – kto kontroluje centra danych, kontroluje także narracje, wiedzę i zdolność państw do podejmowania suwerennych decyzji.
Lluzja kontroli w erze chmury
Infrastruktura chmurowa, która obiecywała demokratyzację dostępu do technologii, w praktyce doprowadziła do oddalenia realnej kontroli nad danymi od użytkowników, przedsiębiorstw, a nawet państw.
Kiedy administracja publiczna korzysta z usług AWS czy Azure, dane obywateli są fizycznie przechowywane w serwerach należących do prywatnych korporacji, które mogą podlegać jurysdykcji obcych państw.
Przykład Afryki jest tu szczególnie instruktywny: według Unii Afrykańskiej, ponad 80% afrykańskich danych jest przechowywanych poza kontynentem, głównie w Europie i Ameryce Północnej.
To oznacza, że informacje o obywatelach, przedsiębiorstwach i rządach są pod kontrolą zewnętrznych podmiotów, co stwarza ryzyko cyfrowej kolonizacji – nowej formy zależności ekonomicznej i politycznej.
Nawet w krajach rozwiniętych pojawiają się wątpliwości, czy administracja publiczna powinna uzależniać swoje funkcjonowanie od prywatnych operatorów chmurowych.
Kto faktycznie zarządza danymi świata? Odpowiedź brzmi: nie rządy, nie społeczeństwa, lecz garstka globalnych korporacji technologicznych, których decyzje biznesowe kształtują warunki dostępu do informacji i bezpieczeństwo cyfrowe państw.
Ekologiczny i energetyczny wymiar centrów danych
Centra danych są niezwykle energochłonne. Szacuje się, że do 2026 roku zużycie energii przez centra danych na świecie może osiągnąć 1 050 terawatogodzin, co plasowałoby sektor centrów danych na piątym miejscu wśród największych konsumentów energii elektrycznej na świecie.
Wszystkie centra danych łącznie zużywają 32% więcej energii niż cała Wielka Brytania.
Problem nie kończy się na elektryczności. Centra danych potrzebują ogromnych ilości wody do chłodzenia serwerów – przeciętne centrum danych Google zużywa około 450 tysięcy galonów wody dziennie (około 1,7 miliona litrów), co w regionach dotkniętych suszą stanowi poważne obciążenie dla lokalnych zasobów.
Według badań, na każdą kilowatogodzinę zużytej energii przypada około dwóch litrów wody wykorzystanej do chłodzenia.
Co więcej, energia wykorzystywana przez centra danych pochodzi w dużej mierze z paliw kopalnych, ponieważ infrastruktura ta działa nieprzerwanie i nie może polegać jedynie na niestabilnych źródłach odnawialnych, takich jak energia słoneczna czy wiatrowa.
Badania wykazały, że intensywność węglowa energii zużywanej przez centra danych jest o 48% wyższa od średniej krajowej w USA, częściowo ze względu na koncentrację tych obiektów w regionach o bardziej zanieczyszczonej sieci energetycznej, takich jak obszary opierające się na węglu w środkowym Atlantyku.
W kontekście kryzysu klimatycznego rozwój centrów danych staje się paradoksem: technologia, która ma służyć postępowi, przyczynia się do wzrostu emisji CO₂ i degradacji środowiska.
Dyskusje o „zielonej cyfryzacji” napotykają na fundamentalną sprzeczność – jak zmniejszyć ślad środowiskowy infrastruktury, która rozwija się w tempie wykładniczym, napędzana przez boom sztucznej inteligencji i usług chmurowych ?
Centra danych jako punkt krytyczny
Centra danych są dziś głównymi celami cyberataków ze względu na ogrom zgromadzonych w nich wrażliwych informacji – od danych finansowych, przez dokumenty rządowe, po prywatne informacje osobowe milionów użytkowników. Atak na centrum danych może sparaliżować nie tylko pojedyncze przedsiębiorstwa, lecz również całe sektory krytycznej infrastruktury – energetykę, transport, zdrowie, komunikację.
Rosnąca centralizacja danych w nielicznych, gigantycznych kompleksach serwerowych tworzy pojedyncze punkty awarii (single points of failure), których zniszczenie – czy to w wyniku cyberataku, sabotażu fizycznego, czy klęski żywiołowej – mogłoby mieć dramatyczne konsekwencje dla funkcjonowania całych społeczeństw.
Zagrożenia naturalne, takie jak zmiany klimatu, ekstremalne zjawiska pogodowe, czy braki w zasobach energetycznych i wodnych, dodatkowo zwiększają podatność centrów danych na zakłócenia.
W obliczu rosnących napięć geopolitycznych, centra danych stały się również polem rywalizacji między mocarstwami: Chiny, głównie poprzez Huawei, oferują krajom afrykańskim i azjatyckim kompleksowe rozwiązania infrastrukturalne, podczas gdy Stany Zjednoczone promują swoje ekosystemy chmurowe poprzez Amazon, Microsoft i Oracle, podkreślając kwestie bezpieczeństwa i otwartych standardów.
To nie tylko konkurencja handlowa, lecz także strategiczne pozycjonowanie się w nowej globalnej grze o kontrolę informacyjną.
Uzależnienie administracji od Big Tech
Relacje między państwami a korporacjami technologicznymi uległy w ostatnich dekadach fundamentalnej przemianie. Administracja publiczna i infrastruktura państwowa w coraz większym stopniu uzależniają się od prywatnych operatorów chmurowych, co prowadzi do sytuacji, w której decyzje o dostępie do danych, bezpieczeństwie cyfrowym i ciągłości działania usług publicznych pozostają w rękach korporacji, a nie wybranych demokratycznie rządów.
W wielu krajach, w tym w Polsce, systemy administracyjne, zdrowotne i edukacyjne korzystają z infrastruktury chmurowej należącej do Microsoft, Amazon czy Google.
Oznacza to, że w przypadku konfliktu interesów, zmiany polityki korporacyjnej lub przejęcia kontroli przez obce państwa, dostęp do kluczowych danych może zostać ograniczony lub wykorzystany jako narzędzie nacisku politycznego.
To także zmiana w samym charakterze władzy: tradycyjnie państwa kontrolowały infrastrukturę strategiczną – drogi, koleje, energię.
Dziś kluczowa infrastruktura – centra danych – jest w rękach prywatnych, transnarodowych korporacji, które operują poza jurysdykcją poszczególnych państw i mają własne interesy ekonomiczne i polityczne.
To prowadzi do pytania: kto rządzi państwem, gdy kluczowe funkcje publiczne są uzależnione od prywatnych dostawców technologii ?
Cyfrowa kolonizacja
Termin „cyfrowa kolonizacja” coraz częściej pojawia się w dyskusjach o rozwoju centrów danych w krajach globalnego Południa. Mechanizm jest prosty: globalne koncerny, takie jak Amazon, Microsoft, Huawei czy Tencent, budują infrastrukturę centrów danych w krajach rozwijających się w zamian za kontrolę nad lokalnym ruchem informacyjnym i możliwość pozyskiwania danych o populacji, gospodarce i administracji.
W Afryce, jak wcześniej wspomniano, większość danych przechowywana jest poza kontynentem, co oznacza, że wartość generowana z tych danych – poprzez analizy, modele sztucznej inteligencji, targetowanie reklamowe – nie trafia do lokalnych społeczeństw, lecz do zagranicznych korporacji.
Senegalski ekspert ds. AI, Mouhamadou Diagne, ostrzega, że Afryka ryzykuje przekształcenie się w „cyfrową kolonię”, w której dane afrykańskie są eksploatowane przez podmioty zewnętrzne, podobnie jak w epoce kolonialnej eksploatowano surowce naturalne.
Przykład Kenii pokazuje, że możliwy jest opór: w sierpniu 2023 roku kenijski Sąd Najwyższy zawiesił działalność projektu Worldcoin, który zbierał dane biometryczne obywateli (skany tęczówek), nakazując usunięcie wszystkich zebranych danych w ciągu siedmiu dni ze względu na naruszenie kenijskiej Ustawy o Ochronie Danych oraz brak odpowiednich procedur zgody.
To pokazuje, że cyfrowa suwerenność może być broniona, ale wymaga silnych regulacji, świadomości politycznej i zdolności do przeciwstawienia się presji korporacyjnej.
Centra danych jako infrastruktura władzy
Centra danych nie są neutralną infrastrukturą technologiczną. Są materialnym fundamentem nowej formy globalnej władzy, w której kontrola nad danymi staje się równoznaczna z kontrolą nad gospodarką, polityką i społeczeństwem.
Kto posiada infrastrukturę przechowywania i przetwarzania danych, ten kontroluje nie tylko informacje, ale także możliwości rozwoju sztucznej inteligencji, analizy predykcyjnej, targetowania politycznego i ekonomicznego.
W tym kontekście pytanie, które stawia tytuł tego artykułu, nabiera kluczowego znaczenia: czy centra danych to tylko techniczne zaplecze „chmury”, czy już nowa infrastruktura władzy? Odpowiedź wydaje się oczywista. Koncentracja centrów danych w kilku państwach i w rękach kilku korporacji tworzy hierarchię globalną, w której dominują ci, którzy posiadają infrastrukturę, a uzależniają się ci, którzy z niej jedynie korzystają.
Ta nowa forma dominacji ma wymiar ekonomiczny (kontrola nad wartością generowaną z danych), polityczny (możliwość wpływu na bezpieczeństwo narodowe i procesy decyzyjne) oraz społeczny (kształtowanie narracji, dostęp do informacji, inwigilacja). W erze cyfryzacji dane stały się walutą, a centra danych są mennicami, w których ta waluta jest wytwarzana, kontrolowana i dystrybuowana.
Nie ma powrotu do świata sprzed rewolucji cyfrowej, ale możliwe jest redefinicja zasad, na których opiera się funkcjonowanie infrastruktury informacyjnej. Wymaga to jednak świadomości, że technologia nie jest neutralna, a infrastruktura cyfrowa jest równie strategiczna jak infrastruktura energetyczna, transportowa czy militarna.
Bez tej świadomości, społeczeństwa i państwa będą nadal oddawać kontrolę nad fundamentami własnej egzystencji w ręce tych, którzy kontrolują centra danych – a tym samym, kontrolują przyszłość.