Spis treści
Gdy w Europie mówi się o „zielonej rewolucji”, w samym sercu Afryki trwa dramat, który niewielu ma odwagę opisać.
Siddharth Kara – badacz współczesnych form niewolnictwa – zrobił to w książce „Cobalt Red: How the Blood of the Congo Powers Our Lives” oraz w głośnym wywiadzie u Joe Rogana.
To pierwszy tak szczegółowy, bezpośredni i udokumentowany raport pokazujący, że fundamenty globalnej transformacji energetycznej spoczywają na barkach najbiedniejszych, najbardziej bezbronnych ludzi świata.
Kongo – piekło ukryte pod zielonym marketingiem
Demokratyczna Republika Konga posiada ponad 70% światowych zasobów kobaltu – pierwiastka, bez którego nie istnieją:
- baterie litowo-jonowe,
- samochody elektryczne,
- smartfony,
- laptopy,
- magazyny energii,
- urządzenia medyczne.
To rdzeń współczesnej elektroniki i zarazem „paliwo przyszłości”.
Ale ta przyszłość ma swoją cenę – i jest nią ludzka krew.
Dzieci zamiast maszyn. Niewolnictwo zamiast „zrównoważonego rozwoju”
Kara, wbrew zakazom i ryzyku życia, dotarł do kopalń prowadzonych przez lokalne gangi, koncerny pośredniczące oraz podwykonawców globalnych gigantów technologicznych.
To, co zobaczył, nazwał wprost:
„To najgorsze warunki pracy, jakie widziałem w życiu. A widziałem wiele form współczesnego niewolnictwa.”
— Siddharth Kara u Joe Rogana
W kopalniach pracują:
- dzieci nawet 6–7 letnie,
- kobiety w ciąży,
- mężczyźni zmuszani do pracy pod groźbą głodu.
Bez kasków, bez narzędzi, bez zabezpieczeń – jedynie z gołymi rękami i prymitywnymi motykami. Za 1–2 dolary dziennie.
A wszystko po to, by „zrównoważona”, „zielona” i „cyfrowa” przyszłość mogła błyszczeć w krajach Pierwszego Świata.
„Artisanal mining” – cyniczna gra słów
W oficjalnych raportach firm wydobycie kobaltu często figuruje jako „artisanal” – rzemieślnicze.
Brzmi romantycznie, jakby chodziło o lokalnych górników, drobne przedsiębiorstwa, tradycyjne górnictwo.
W rzeczywistości to eufemizm oznaczający niewolnictwo, pracę dzieci i wyzysk skrajnej biedoty bez jakichkolwiek praw człowieka.
Kara udowadnia, że nie istnieje „czysty kobalt”. Każda ścieżka dostaw prowadzi do tych samych kopalń.
W wywiadzie u Rogana autor mówi jasno:
„Nie ma ani jednego koncernu technologicznego na świecie, który mógłby powiedzieć: nasz kobalt jest etyczny.”
Toksyczne hałdy, kalekie ciała, umierające dzieci
Kobaltu nie tylko się wydobywa — on truje, kaleczy i zabija.
Pył kobaltowy:
- powoduje niewydolność oddechową,
- uszkadza wątrobę i nerki,
- wywołuje nowotwory,
- deformuje płody,
- powoduje śmierć przez uduszenie,
- u dzieci — upośledzenia neurologiczne i trwałe paraliże.
W wywiadzie Kara przytacza historię kobiety, która straciła dwójkę dzieci przez zatrucie kobaltem. Zapytała go tylko:
„Dlaczego życie mojego dziecka jest mniej warte niż wasze telefony?”
Globalne korporacje i łańcuchy dostaw budowane tak, by nie było winnych
Jednym z najważniejszych wniosków autora jest to, że korporacje stworzyły architekturę odpowiedzialności zaprojektowaną nie po to, by kontrolować, lecz by rozmywać winę.
Międzynarodowe korporacje:
- kupują kobalt od wielkich operatorów,
- operatorzy od pośredników,
- pośrednicy od lokalnych „właścicieli”,
- a ci zatrudniają dzieci i niewolników.
Formalnie nikt „nie wie”, skąd pochodzi pierwiastek. W praktyce — wiedzą wszyscy.
„Gdyby to były europejskie dzieci, świat by krzyczał”
Kara mówi to u Rogana wprost:
„To niewolnictwo XXI wieku. Różnica jest taka, że odbywa się na czarnej ziemi, na ciałach czarnych ludzi. Dlatego świat milczy.”
I to jest najostrzejsza diagnoza całego procederu.
Dlaczego nikt nie reaguje?
Bo w grę wchodzą:
- miliardy dolarów,
- geopolityka,
- wyścig o dominację w elektromobilności.
Kobalt to strategiczne paliwo — i każdy chce mieć jak najtańszy dostęp.
Milczą:
- rządy,
- media,
- organizacje międzynarodowe,
- firmy technologiczne,
- producenci samochodów elektrycznych.
„Zielona rewolucja” potrzebuje kobaltu bardziej, niż chce przyznać.
Cena rozwoju: kto naprawdę ją płaci?
Nie Europa.
Nie USA.
Nie korporacje.
Płacą ją ludzie, których życie zostało uznane za statystycznie nieistotne.
Płacą ją dzieci, które nigdy nie będą mogły korzystać ze smartfonów, do których wydobywają surowiec.
Płacą ją Afrykanie, których praca zasila „ekologiczną” narrację Zachodu.
Nie ma zielonej przyszłości bez uczciwego spojrzenia w przeszłość i teraźniejszość
Kara apeluje, aby każdy użytkownik telefonu czy właściciel samochodu elektrycznego zrozumiał jedną rzecz:
Jeśli nie zaczniemy wymagać od producentów przejrzystości, każdy z nas bierze udział w systemie niewolnictwa.
Kongo nie potrzebuje współczucia. Kongo potrzebuje uczciwości, rozliczeń i zakończenia wyzysku, który stoi u podstaw globalnej technologii.
Wywiad: