Spis treści
Świat wchodzi w erę coraz większej kontroli, a coraz mniejszej wolności. Z najnowszego raportu Economic Freedom of the World 2025 wynika jasno: wolność gospodarcza kurczy się na wszystkich kontynentach, a obywatel, który jeszcze niedawno mógł sam decydować o swoim biznesie, dziś musi pytać państwo o pozwolenie. To proces cichy, stopniowy i niebezpieczny — bo odbiera ludziom to, co najtrudniej odzyskać: samodzielność.
Państwa znów odkrywają smak kontroli
Minęły czasy, gdy świat rozwinięty wierzył w przewagę wolnego rynku. Dziś dominują hasła o „bezpieczeństwie gospodarczym”, „sprawiedliwej transformacji” czy „odpowiedzialnej konsumpcji”. W praktyce oznacza to jedno — rosnące podatki, rosnącą biurokrację i malejącą przestrzeń dla prywatnych decyzji.
Raport pokazuje, że po trzech latach kryzysów — pandemicznego, energetycznego i inflacyjnego — większość rządów nauczyła się jednego: jak używać kryzysu do wzmacniania swojej władzy.
Zwiększono zakres wydatków publicznych, ograniczono swobodę handlu, a firmy prywatne uzależniono od dotacji i zezwoleń. Coraz więcej gospodarek przypomina centralnie sterowane korporacje państwowe, w których obywatel może istnieć tylko jako „podwykonawca systemu”.
Wolność gospodarcza – luksus zamiast prawa
Jeszcze 15 lat temu indeks wolności gospodarczej był powodem do dumy dla wielu krajów. Dziś jego spadek jest globalnym trendem. Kanada, Niemcy, Australia, a nawet Szwajcaria – wszędzie widać ten sam kierunek: więcej regulacji, mniej wolności.
Średni globalny poziom wolności gospodarczej spadł do wartości, które notowano ostatnio w połowie pierwszej dekady XXI wieku. Oznacza to cofnięcie świata o dwie dekady w rozwoju liberalnym.
Każdy kolejny kryzys daje politykom nowe preteksty:
– kryzys klimatyczny – wprowadźmy nowe podatki,
– dezinformacja – wprowadźmy kontrolę treści,
– inflacja – wprowadźmy limity cen,
– bezpieczeństwo – wprowadźmy cenzurę handlu i sankcje.
Wolność coraz częściej jest postrzegana jako zagrożenie, a kontrola jako cnota.
Polska w ogonie, z roku na rok coraz niżej
Polska zajmuje 37. miejsce na świecie, ale to wynik złudnie neutralny. W praktyce oznacza, że znajdujemy się tuż za krajami, które jeszcze dekadę temu podpatrywały nas jako wzór wolnego rynku. W kategoriach takich jak „rozmiar administracji” czy „swoboda prowadzenia działalności” Polska spada o kilka pozycji rocznie.
Wydatki publiczne rosną, liczba regulacji gospodarczych puchnie, a aparat państwowy działa jak ciężka maszyna nacisku, nie jak wsparcie dla przedsiębiorczości.
Przeciętny przedsiębiorca musi wypełnić dziś kilkadziesiąt formularzy, zanim wystawi pierwszy rachunek. Dla urzędnika to „porządek”. Dla przedsiębiorcy — biurokratyczny koszmar, który zabija inicjatywę.
Od liberalizmu do etatyzmu — w imię dobra wspólnego
Największy paradoks współczesności polega na tym, że im więcej państwo mówi o wolności, tym mniej jej zostaje. Pod pozorem troski o dobro wspólne rządy coraz częściej ingerują w każdy aspekt życia:
– kontrolują sposób prowadzenia firm,
– decydują, co wolno reklamować,
– regulują ceny energii, paliwa, transportu,
– wchodzą w prywatne decyzje konsumentów.
W praktyce obywatel nie jest już partnerem państwa, lecz petentem zależnym od jego łaski. Wolny rynek, zamiast narzędzia rozwoju, staje się polem politycznej gry, w której zwycięzca z góry jest znany – biurokracja.
Pandemia była punktem zwrotnym
Okres pandemii COVID-19 stał się momentem przełomowym — nie tylko w służbie zdrowia, lecz także w gospodarce.
Rządy zrozumiały, że strach to najlepsze narzędzie kontroli. Pod hasłem „ochrony życia” zamykano sklepy, ograniczano transport, blokowano łańcuchy dostaw. Z perspektywy czasu to był nie tylko eksperyment sanitarny, ale także trening posłuszeństwa społecznego.
Po pandemii nikt już nie pyta, czy państwo ma prawo zamknąć twoją firmę. Pytanie brzmi raczej: kiedy zrobi to znowu — i w imię czego?
Cyfrowy nadzór – nowa twarz gospodarki
Wolność gospodarcza nie kończy się dziś na podatkach. Coraz większe znaczenie mają technologie nadzoru: cyfrowe systemy fakturowania, raportowania, monitorowania każdej transakcji. W teorii – mają uszczelniać system. W praktyce – pozwalają państwu śledzić każdy ruch przedsiębiorcy.
Nie jesteśmy już w świecie wolnego handlu, lecz w epoce cyfrowej biurokracji, gdzie każda faktura, każdy przelew i każdy rachunek jest rejestrowany, analizowany i przetwarzany przez algorytmy państwowego aparatu kontroli.
Konsekwencje: społeczeństwa uległe, gospodarki spowolnione
Gdy wolność gospodarcza spada, efekty widać błyskawicznie:
– spada innowacyjność,
– kurczy się sektor małych firm,
– rośnie uzależnienie od subsydiów i grantów,
– ludzie przestają myśleć kreatywnie, bo bardziej opłaca się być posłusznym niż pomysłowym.
To nie jest przypadkowy proces – to nowa forma centralnego planowania, tyle że ubrana w język ekologii, bezpieczeństwa i postępu. I właśnie dlatego jest tak skuteczna.
Świat coraz mniej wolny, coraz bardziej posłuszny
Raport o spadku wolności gospodarczej to nie tylko statystyka. To diagnoza świata, który oddaje swoją wolność w zamian za iluzję bezpieczeństwa. Państwa rosną, biurokracje pęcznieją, a obywatele stają się trybikami w systemie, który coraz mniej przypomina wolny rynek.
Jeśli ten trend się utrzyma, kolejna dekada będzie dekadą kontrolowanej gospodarki i podporządkowanego społeczeństwa. Bo dziś już nie chodzi o to, kto ma rację — tylko o to, kto ma prawo decydować za ciebie.