Jeffrey Sachs od lat mówi o wojnie w Ukrainie w sposób, który drażni dużą część zachodniej opinii publicznej. Nie zaczyna od lutego 2022 roku. Nie uznaje rosyjskiej inwazji za wydarzenie pozbawione wcześniejszego kontekstu. Nie traktuje też rozszerzania NATO, polityki Stanów Zjednoczonych wobec Ukrainy i załamania europejskiej architektury bezpieczeństwa jako tematów pobocznych.
Jego główna teza jest jasna: wojna była możliwa do uniknięcia, gdyby Zachód wcześniej potraktował rosyjskie obawy dotyczące NATO jako element realnej dyplomacji, a nie wyłącznie jako propagandowy pretekst Kremla.
To stanowisko zasługuje na poważne potraktowanie, bo Sachs nie jest anonimowym komentatorem z marginesu debaty. To ekonomista o międzynarodowej renomie, wieloletni doradca instytucji ONZ, profesor Columbia University i uczestnik wielu procesów dotyczących polityki rozwojowej, zadłużenia państw oraz globalnego zarządzania. Jego wypowiedzi o Ukrainie mają duży zasięg i są częścią szerszego sporu o to, jak opowiadać genezę największej wojny w Europie od 1945 roku.
Jednocześnie interpretacja Sachsa ma własne słabe punkty. Trafnie przypomina o lekceważonych napięciach poprzedzających wojnę, ale bywa tak mocno skupiona na błędach USA i NATO, że zbyt słabo wybrzmiewa w niej własna sprawczość Rosji, imperialny charakter jej polityki oraz fakt, że decyzję o pełnoskalowej agresji 24 lutego 2022 roku podjął Kreml.
Dlatego spór o Sachsa nie powinien być rozstrzygany hasłem: „ma rację” albo „powtarza rosyjską narrację”. Znacznie ważniejsze jest pytanie: co jego diagnoza pozwala zrozumieć, a gdzie sama zaczyna upraszczać obraz wojny?
Kim jest Jeffrey Sachs i dlaczego jego głos ma znaczenie
Jeffrey D. Sachs należy do najbardziej znanych ekonomistów polityki rozwojowej na świecie. W przeszłości doradzał rządom państw przechodzących transformację gospodarczą, współpracował z ONZ, był specjalnym doradcą sekretarzy generalnych Narodów Zjednoczonych i kierował pracami związanymi z Milenijnymi Celami Rozwoju. Obecnie pozostaje prezesem UN Sustainable Development Solutions Network oraz dyrektorem Center for Sustainable Development na Columbia University.
W debacie o wojnie w Ukrainie Sachs występuje jednak nie jako ekspert wojskowy, lecz jako intelektualista formułujący szerszą diagnozę geopolityczną. Jego punkt wyjścia jest następujący: bezpieczeństwo w Europie po zimnej wojnie zostało zbudowane w sposób, który stopniowo wypychał Rosję poza wspólny porządek, zamiast włączać ją w stabilną architekturę współistnienia.
Sachs nie kwestionuje samego faktu rosyjskiej inwazji. Nie twierdzi też, że Ukraina nie ma prawa do istnienia ani obrony. Jego spór z dominującą narracją Zachodu dotyczy czegoś innego: przekonania, że wojna była wyłącznie skutkiem osobistej agresywności Władimira Putina i że wcześniejsze decyzje USA oraz NATO nie miały dla jej wybuchu większego znaczenia.
W tekstach i wystąpieniach z lat 2023–2026 Sachs konsekwentnie wraca do kilku wątków:
- rozmów z 1990 roku o nierozszerzaniu NATO na wschód,
- kolejnych fal rozszerzenia Sojuszu,
- deklaracji NATO z Bukaresztu z 2008 roku,
- roli USA w polityce ukraińskiej po 2014 roku,
- niewykonania porozumień mińskich,
- odrzucenia rosyjskich propozycji bezpieczeństwa z grudnia 2021 roku,
- niedocenienia szans na negocjacje w pierwszych miesiącach wojny.
To nie jest przypadkowy zestaw argumentów. Układają się one w spójną interpretację, w której wojna w Ukrainie nie była nagłym wybuchem, lecz finałem długiego procesu pogarszania się relacji między Rosją a Zachodem.
1990 rok i spór o „ani cal na wschód”
Jednym z fundamentów argumentacji Sachsa jest temat zachodnich zapewnień składanych władzom Związku Radzieckiego w 1990 roku, podczas rozmów o zjednoczeniu Niemiec.
Najczęściej przywoływana jest wypowiedź amerykańskiego sekretarza stanu Jamesa Bakera podczas spotkania z Michaiłem Gorbaczowem 9 lutego 1990 roku. W rozmowie tej Baker mówił, że jeśli zjednoczone Niemcy pozostaną w NATO, jurysdykcja wojskowa Sojuszu nie przesunie się „ani o cal na wschód”.
Odtajnione dokumenty pokazują, że podobne sygnały dotyczące nierozszerzania obecności NATO na wschód pojawiały się w rozmowach różnych zachodnich polityków z przywódcami radzieckimi. To daje podstawy do twierdzenia, że Moskwa mogła odebrać ówczesny przekaz jako polityczne zapewnienie, iż NATO nie będzie później wypychane coraz dalej w kierunku rosyjskich granic.
Jednocześnie trzeba odróżnić polityczne zapewnienia i dyplomatyczne oczekiwania od formalnego, prawnie wiążącego traktatu. Nie zawarto dokumentu, który jednoznacznie zakazywałby późniejszego przyjmowania do NATO państw Europy Środkowo-Wschodniej. Właśnie na tym rozróżnieniu opiera się wieloletni spór interpretacyjny.
Sachs podkreśla moralne i geopolityczne znaczenie tamtych rozmów: skoro Moskwa otrzymywała sygnały uspokajające, późniejsze rozszerzanie NATO musiało być odbierane jako złamanie ducha uzgodnień. Krytycy tej interpretacji odpowiadają, że państwa Europy Środkowo-Wschodniej miały własne powody, by szukać bezpieczeństwa w NATO, a nieformalna rozmowa z 1990 roku nie mogła zamrozić ich przyszłych wyborów politycznych.
Oba elementy są istotne. Nie da się uczciwie opisać historii rozszerzenia NATO bez uznania, że Rosja odbierała je jako zagrożenie. Nie da się też uczciwie opisać tej historii bez uwzględnienia, że Polska, Czechy, państwa bałtyckie i inni kandydaci same dążyły do Sojuszu z powodu własnego doświadczenia historycznego.
Rozszerzenie NATO: bezpieczeństwo jednych, zagrożenie dla drugich
Po zakończeniu zimnej wojny NATO nie zostało rozwiązane. Przeciwnie — zaczęło się rozszerzać. W 1999 roku do Sojuszu dołączyły Polska, Czechy i Węgry. W 2004 roku członkami NATO zostały między innymi Estonia, Łotwa, Litwa, Rumunia, Bułgaria, Słowacja i Słowenia.
Z perspektywy państw Europy Środkowo-Wschodniej rozszerzenie było próbą zakotwiczenia się w zachodnim systemie bezpieczeństwa. Nie wynikało z czystej inspiracji Waszyngtonu. Wiele krajów regionu traktowało NATO jako gwarancję, że nie wrócą do strefy dominacji Rosji.
Sachs patrzy na ten sam proces z innej strony. Jego zdaniem Stany Zjednoczone po 1991 roku przyjęły strategię, która nie szukała stabilnego porządku bezpieczeństwa obejmującego Rosję, lecz stopniowo przesuwała zachodnie struktury militarne coraz bliżej jej granic. W takim ujęciu problemem nie jest samo członkostwo Polski czy Czech, lecz logika polityczna, która — zamiast budować trwałą równowagę po zimnej wojnie — pogłębiała poczucie strategicznego osaczenia w Moskwie.
Ten spór jest trudny, bo dotyczy dwóch odmiennych doświadczeń historycznych. Państwa Europy Środkowej chciały uciec przed rosyjską dominacją. Rosja nie chciała, by infrastruktura najpotężniejszego zachodniego sojuszu wojskowego przesuwała się w jej kierunku. Te dwa dążenia weszły ze sobą w konflikt, którego przez lata nie udało się politycznie rozbroić.
Bukareszt 2008: moment szczególnie ważny
Dla Sachsa jednym z kluczowych punktów zwrotnych był szczyt NATO w Bukareszcie w kwietniu 2008 roku. Sojusz ogłosił wtedy, że Ukraina i Gruzja zostaną członkami NATO. Nie przyznano im wówczas formalnego Membership Action Plan, ale sama deklaracja miała ogromny ciężar polityczny.
Właśnie tę decyzję Sachs uważa za szczególnie niebezpieczną. Jego argument jest prosty: skoro Rosja od lat sygnalizowała, że członkostwo Ukrainy w NATO uznaje za granicę bezpieczeństwa, publiczne potwierdzenie takiego kierunku musiało wywołać ostrą reakcję.
Nie była to obawa marginalna. Jeszcze przed szczytem w Bukareszcie część zachodnich dyplomatów ostrzegała, że perspektywa członkostwa Ukrainy i Gruzji może istotnie pogorszyć stosunki z Rosją. Późniejsze wydarzenia — wojna rosyjsko-gruzińska w sierpniu 2008 roku, aneksja Krymu w 2014 roku i pełnoskalowa inwazja na Ukrainę w 2022 roku — sprawiły, że Bukareszt stał się jednym z najczęściej analizowanych punktów całej historii.
Nie oznacza to, że deklaracja NATO „spowodowała” późniejszą agresję Rosji w prostym sensie. Decyzje Kremla miały własną logikę, a rosyjska polityka wobec sąsiadów nie zaczęła się w 2008 roku. Jednak w sporze o przyczyny wojny trudno uznać, że deklaracja z Bukaresztu nie miała znaczenia. Była politycznym sygnałem, który nie dawał Ukrainie realnej ochrony, a jednocześnie potwierdzał kierunek najbardziej drażliwy dla Rosji.
Ukraina po 2014 roku: ingerencja Zachodu czy wybór społeczeństwa?
Kolejnym filarem interpretacji Sachsa jest rok 2014: protesty na Majdanie, upadek prezydenta Wiktora Janukowycza, przejęcie Krymu przez Rosję i początek wojny w Donbasie.
Sachs przedstawia Majdan jako moment, w którym Stany Zjednoczone bardzo mocno zaangażowały się w kształtowanie układu politycznego Ukrainy. W jego wypowiedziach często powraca nagranie rozmowy amerykańskiej dyplomatki Victorii Nuland z ambasadorem USA w Kijowie Geoffreyem Pyattem, w której omawiano preferowany skład przyszłych władz ukraińskich.
Ta rozmowa rzeczywiście pokazuje, że amerykańska dyplomacja miała własne oczekiwania wobec ukraińskiej sceny politycznej. Nie jest jednak sama w sobie dowodem, że cały Majdan był zorganizowaną przez USA operacją polityczną. Protesty miały realne podłoże społeczne: sprzeciw wobec odwrotu Janukowycza od umowy stowarzyszeniowej z UE, gniew po brutalności policji i głęboki konflikt o geopolityczny kierunek państwa.
Tu ujawnia się słabość narracji Sachsa. Jego krytyka zachodniej ingerencji jest uzasadnionym elementem analizy, ale momentami staje się tak dominująca, że z pola widzenia znika własna podmiotowość ukraińskiego społeczeństwa. Ukraina zaczyna wyglądać jak przestrzeń rozgrywki między Waszyngtonem a Moskwą, a nie jak państwo, którego obywatele także podejmowali realne decyzje polityczne.
Jednocześnie przeciwna narracja również bywa zbyt wygodna. Sprowadzenie wydarzeń 2014 roku wyłącznie do spontanicznego, demokratycznego przebudzenia bez uwzględnienia intensywnej gry zagranicznych aktorów także nie oddaje całego obrazu. Właśnie dlatego rok 2014 pozostaje jednym z najbardziej spornych punktów w debacie o genezie wojny.
Mińsk II: porozumienie, które nie zatrzymało konfliktu
Po wybuchu wojny w Donbasie próbowano ustabilizować sytuację poprzez porozumienia mińskie. Najważniejszym dokumentem był Pakiet działań na rzecz realizacji porozumień mińskich z 12 lutego 2015 roku, wynegocjowany w formacie obejmującym Ukrainę, Rosję, OBWE oraz przedstawicieli separatystycznych struktur z Doniecka i Ługańska.
Dokument przewidywał między innymi:
- zawieszenie broni,
- wycofanie ciężkiego uzbrojenia,
- monitoring OBWE,
- dialog w sprawie wyborów lokalnych,
- reformę konstytucyjną na Ukrainie i szczególny status części obwodów donieckiego i ługańskiego,
- przywrócenie kontroli nad granicą państwową w określonej sekwencji działań.
Porozumienie nie zostało skutecznie wykonane. Walki trwały, kolejne punkty były interpretowane sprzecznie, a strony wzajemnie oskarżały się o sabotowanie procesu.
Sachs uważa, że Mińsk II był realną, choć trudną szansą na uniknięcie późniejszej pełnoskalowej wojny. W jego ocenie Zachód nie wywarł wystarczającej presji na Kijów, aby wdrożyć polityczną część porozumień, a tym samym pozwolił, by konflikt wszedł w fazę coraz większego napięcia.
To stanowisko dotyka ważnego problemu. Porozumienia mińskie rzeczywiście nie zostały wykonane i trudno utrzymywać, że Zachód miał wobec ich realizacji spójną, skuteczną strategię. Jednocześnie ograniczanie odpowiedzialności za fiasko Mińska głównie do Ukrainy i jej zachodnich partnerów jest uproszczeniem. Rosja od początku odgrywała w konflikcie rolę znacznie większą, niż sama formalnie przyznawała, a warunki porozumienia były obciążone tak głęboką nieufnością, że ich wdrożenie wymagałoby przełomu politycznego, którego nie było.
Grudzień 2021: rosyjskie żądania bezpieczeństwa
17 grudnia 2021 roku rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych opublikowało projekty dwóch dokumentów: traktatu z USA oraz porozumienia z państwami NATO w sprawie gwarancji bezpieczeństwa.
Wśród najważniejszych rosyjskich postulatów znajdowały się:
- zobowiązanie NATO do dalszego nierozszerzania się, w tym na Ukrainę,
- zakaz prowadzenia działań wojskowych NATO na terytorium Ukrainy, w Europie Wschodniej, na Kaukazie Południowym i w Azji Centralnej,
- ograniczenia dotyczące rozmieszczania broni i ćwiczeń wojskowych w pobliżu granic.
Stany Zjednoczone i NATO nie przyjęły tych żądań w podstawowej części. Waszyngton deklarował natomiast gotowość rozmów o kontroli zbrojeń, przejrzystości ćwiczeń, ograniczeniach dotyczących rakiet i mechanizmach zmniejszania ryzyka.
Sachs interpretuje grudzień 2021 roku jako ostatnią poważną okazję do dyplomatycznego zatrzymania eskalacji. Jego zdaniem Zachód powinien był jasno zadeklarować, że Ukraina nie stanie się członkiem NATO, a zamiast tego rozpocząć negocjacje nad nową architekturą bezpieczeństwa w Europie.
To jest centralny punkt jego stanowiska. Zarazem trzeba powiedzieć jasno: rosyjskie dokumenty nie były wyłącznie zaproszeniem do kompromisu. Zawierały żądania, które dla wielu państw Europy Środkowo-Wschodniej oznaczałyby de facto przyznanie Rosji szczególnych praw do decydowania o porządku bezpieczeństwa poza własnymi granicami. Właśnie dlatego Zachód uznał część postulatów za nie do przyjęcia.
Spór dotyczy więc nie tego, czy rozmowy były potrzebne — były. Dotyczy tego, czy rosyjskie żądania stanowiły możliwy punkt wyjścia do kompromisu, czy raczej ultimatum mające zablokować suwerenne decyzje innych państw.
24 lutego 2022 roku: odpowiedzialność za agresję
W każdej analizie poprzednich napięć trzeba zachować jedną rzecz w centrum: pełnoskalową wojnę rozpoczęła Rosja.
24 lutego 2022 roku rosyjskie wojska wkroczyły na Ukrainę z kilku kierunków, atakując nie tylko Donbas, lecz także północ k