10 grudnia 2007 roku John Kiriakou usiadł przed kamerą ABC News i powiedział coś, czego CIA przez lata nie chciała mówić publicznie wprost. Agencja stosowała waterboarding wobec Abu Zubaydaha, jednego z najważniejszych więźniów schwytanych po zamachach z 11 września. Kiriakou nazwał tę metodę torturą.
Nie wystąpił jednak wtedy jako klasyczny demaskator przynoszący do redakcji stos tajnych dokumentów. Jego opowieść była bardziej skomplikowana. Potwierdził istnienie brutalnych metod przesłuchań, ale jednocześnie bronił ich skuteczności. Twierdził, że Abu Zubaydah załamał się po kilkudziesięciu sekundach waterboardingu i zaczął przekazywać informacje, które miały pomóc udaremnić kolejne zamachy.
Ta wersja poszła w świat.
Siedem lat później raport senackiej komisji wywiadu pokazał obraz znacznie mniej wygodny. Z dokumentów CIA wynikało, że Abu Zubaydah został poddany waterboardingowi nie raz, lecz dziesiątki razy. Komisja uznała też, że „wzmocnione techniki przesłuchań” nie były skutecznym sposobem zdobywania wiarygodnych informacji, a CIA przedstawiała ich efektywność władzom i opinii publicznej w sposób niezgodny z własną dokumentacją.
Jest w tej historii jeszcze jeden paradoks. Kiriakou sam nie widział waterboardingu Abu Zubaydaha. Znał jego przebieg z relacji innych ludzi w agencji.
A kilka lat później sam trafił do więzienia. Nie za powiedzenie, że CIA stosowała tortury, lecz za ujawnienie dziennikarzowi informacji pozwalających zidentyfikować tajnego oficera agencji.
Faisalabad, marzec 2002
John Kiriakou rozpoczął pracę w CIA w 1990 roku. Był analitykiem, później oficerem operacyjnym. Po zamachach z 11 września znalazł się w Pakistanie, gdzie zajmował się działaniami antyterrorystycznymi.
W marcu 2002 roku amerykański wywiad namierzył Abu Zubaydaha. Administracja George’a W. Busha przedstawiała go wówczas jako jedną z kluczowych postaci Al-Kaidy. Późniejsze ustalenia znacznie skomplikowały obraz jego pozycji w organizacji, ale w tamtym momencie Waszyngton traktował jego schwytanie jako ogromny sukces.
W nocy z 27 na 28 marca pakistańskie służby przeprowadziły serię nalotów w Faisalabadzie. Amerykanie wspierali operację. Abu Zubaydah próbował uciekać, został postrzelony i ciężko ranny.
Kiriakou należał do zespołu CIA uczestniczącego w operacji jego schwytania. Brał też udział w początkowym etapie sprawy. Nie uczestniczył jednak w późniejszym waterboardingu.
To rozróżnienie okaże się później kluczowe.
Abu Zubaydah został wywieziony do tajnego ośrodka CIA w Tajlandii. Tam jego przesłuchanie weszło w zupełnie inną fazę. Zastosowano metody, których Kiriakou osobiście nie obserwował.
35 sekund, których historia nie potwierdziła
W rozmowie z ABC Kiriakou przedstawił niezwykle sugestywny obraz. Waterboarding miał trwać około 30–35 sekund. Abu Zubaydah miał się złamać, a następnego dnia rozpocząć współpracę. Zdobyte informacje — według relacji Kiriakou — miały pomóc zapobiec zamachom.
Ta historia miała wszystko, czego potrzebowała telewizja: brutalną metodę, moralny dylemat i prosty rezultat. Tortura była zła — ale działała.
Tyle że Kiriakou znał tę historię z drugiej ręki.
Dokumentacja ujawniana w kolejnych latach pokazała rzeczywistość znacznie brutalniejszą. W materiałach dotyczących przesłuchania pojawia się 83 zastosowania waterboardingu wobec Abu Zubaydaha. Opisywano również zamykanie go w skrzyniach, pozbawianie snu, uderzanie o ścianę, wymuszanie stresowych pozycji oraz doprowadzanie do skrajnego wyczerpania.
Podczas jednego z przesłuchań Abu Zubaydah kaszlał, wymiotował i miał mimowolne skurcze ciała. Dokumentacja opisuje również momenty, kiedy jego stan utrudniał skuteczną komunikację.
Senacka komisja po przeanalizowaniu milionów stron materiałów doszła do wniosku, że stosowane techniki nie były skutecznym sposobem zdobywania informacji ani uzyskiwania współpracy więźniów. Niektórzy zatrzymani pod presją przekazywali informacje fałszywe. Ważne dane zdobywano również przed użyciem brutalnych metod albo bez ich stosowania.
Kiriakou powiedział więc w 2007 roku publicznie coś niezwykle ważnego — że CIA stosowała waterboarding i że on sam uważał tę metodę za torturę. Jednocześnie powtórzył opowieść o jej skuteczności, która później nie wytrzymała konfrontacji z dokumentami.
Można ujawnić prawdziwy sekret i jednocześnie nie znać całej prawdy.
Więzienia, których miało nie być
Po 11 września CIA stworzyła system pozwalający przetrzymywać podejrzanych poza zwykłym amerykańskim systemem więziennym i daleko od opinii publicznej. Ludzi przewożono między państwami w ramach operacji określanych jako extraordinary rendition. Część trafiała do tajnych ośrodków, później powszechnie nazywanych „black sites”.
Program został autoryzowany we wrześniu 2001 roku. Według późniejszego dochodzenia Senatu przez system zatrzymań CIA przeszło 119 znanych więźniów. Co najmniej 39 poddano technikom określanym przez agencję jako enhanced interrogation techniques.
Waterboarding był tylko jedną z nich. Stosowano także długotrwałe pozbawianie snu, stresowe pozycje, nagość, uderzenia, izolację oraz manipulowanie warunkami przetrzymywania.
System miał jeszcze jedną cechę: był rozproszony. Więzień mógł zostać zatrzymany w jednym kraju, przewieziony przez następny, przesłuchiwany w tajnym ośrodku w kolejnym, a potem ponownie zniknąć.
Dla polskiego czytelnika nie jest to wyłącznie amerykańska historia.
W 2014 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że Polska współpracowała przy przygotowaniu i prowadzeniu przez CIA operacji tajnego przewożenia, przetrzymywania i przesłuchiwania więźniów na swoim terytorium. Sprawy dotyczyły właśnie Abu Zubaydaha oraz Abd al-Rahima al-Nashiriego.
Trybunał stwierdził między innymi naruszenie zakazu tortur oraz prawa do wolności i bezpieczeństwa. Uznał, że polskie władze umożliwiły CIA prowadzenie programu na swoim terytorium i powinny były wiedzieć, z jakim ryzykiem traktowania więźniów się to wiąże.
To nie Kiriakou ujawnił polski wątek. Jego wystąpienie było tylko jednym fragmentem większej układanki, którą przez lata składali dziennikarze, sądy, organizacje praw człowieka i komisje parlamentarne.
Potem śledztwo zaczęło interesować się nim
Kiriakou opuścił CIA w 2004 roku. Pojawiał się w mediach, pisał i pracował później jako śledczy w senackiej komisji spraw zagranicznych. Utrzymywał również kontakty z reporterami zajmującymi się programem CIA.
I właśnie te kontakty doprowadziły go na ławę oskarżonych.
W styczniu 2012 roku Departament Sprawiedliwości postawił mu zarzuty związane z przekazywaniem dziennikarzom informacji niejawnych. Sprawa obejmowała informacje o dwóch pracownikach CIA i ich udziale w tajnych operacjach.
Jednym z ujawnionych nazwisk było nazwisko człowieka, którego związek z CIA pozostawał tajny od ponad dwóch dekad.
Kiriakou początkowo usłyszał pięć zarzutów, w tym dotyczące Espionage Act, Intelligence Identities Protection Act oraz składania fałszywych oświadczeń.
Ale w tej historii bardzo łatwo pomylić dwa różne fakty.
Kiriakou nie został skazany za ujawnienie, że CIA stosowała waterboarding.
Za co naprawdę trafił do więzienia
23 października 2012 roku przyznał się do jednego zarzutu: świadomego przekazania dziennikarzowi informacji pozwalającej zidentyfikować tajnego oficera CIA. W ramach ugody strony uzgodniły karę 30 miesięcy więzienia.
25 stycznia 2013 roku sąd ją zatwierdził.
Departament Sprawiedliwości przedstawiał sprawę jasno: były oficer złamał zobowiązanie do ochrony tajnych informacji i naraził człowieka, którego bezpieczeństwo zależało od zachowania jego tożsamości w tajemnicy.
Według akt informacje przekazane przez Kiriakou dziennikarzowi trafiły później — bez wiedzy Kiriakou — do osoby pracującej dla obrońców więźniów z Guantanamo i pomogły w identyfikowaniu pracowników CIA.
Obrońcy Kiriakou przedstawiali historię inaczej. Dla nich był sygnalistą, którego ścigano w czasie, gdy osoby odpowiedzialne za stworzenie i prowadzenie programu brutalnych przesłuchań nie poniosły porównywalnych konsekwencji karnych.
Nie trzeba wybierać jednego z tych zdań i udawać, że drugie nie istnieje.
Kiriakou ujawnił chronioną tożsamość oficera i za to został skazany. Jednocześnie był jednym z pierwszych ludzi z wnętrza CIA, którzy przed kamerą publicznie nazwali waterboarding torturą.
To właśnie napięcie sprawia, że jego historia jest tak niewygodna.
Senat zagląda do dokumentów CIA
Kiedy Kiriakou szedł do więzienia, Senat kończył jedno z największych dochodzeń dotyczących amerykańskich służb po 11 września.
Komisja przeanalizowała ponad sześć milionów stron dokumentów: depesz, raportów, wewnętrznych wiadomości, memorandów i materiałów kontrolnych. Pełne opracowanie liczyło około 6700 stron. Publicznie udostępniono jedynie obszerną, ocenzurowaną część.
Wnioski podważały podstawowy argument, którym przez lata broniono programu.
Senacka komisja stwierdziła, że CIA przedstawiała skuteczność brutalnych przesłuchań w sposób niezgodny z własnymi materiałami. Analizując najczęściej podawane przykłady operacyjnych sukcesów, ustaliła, że w wielu przypadkach nie dało się ich przypisać zastosowaniu „wzmocnionych technik”.
Raport pokazywał również, że rzeczywista brutalność programu była większa, niż przedstawiano ją wcześniej Białemu Domowi, Kongresowi i opinii publicznej.
Program przestał wyglądać jak kilka wyjątkowych przypadków zastosowania kontrowersyjnej metody. Z dokumentów wyłaniał się rozbudowany system tajnego przetrzymywania i przymusowych przesłuchań, działający przez lata i korzystający ze współpracy innych państw.
W 2016 roku sama CIA opublikowała kolejną partię odtajnionych materiałów dotyczących dawnego programu zatrzymań i przesłuchań.
To, co w 2007 roku brzmiało jak sensacyjne wyznanie jednego byłego oficera, można było później czytać w dokumentach państwa.
Bohater czy człowiek, który złamał prawo?
Wokół Johna Kiriakou zbudowano dwa wygodne obrazy.
W pierwszym jest człowiekiem, który ujawnił tortury i został za to wysłany do więzienia. W drugim — byłym oficerem rozdającym dziennikarzom tajne informacje, który później próbował przedstawić własne przestępstwo jako działalność sygnalisty.
Żaden z tych obrazów nie wystarcza.
Kiriakou rzeczywiście nie został skazany za swoje wystąpienie w ABC News. Ale trudno też wymazać znaczenie tego wywiadu. Szeroka publiczność zobaczyła człowieka z wnętrza agencji, który nie dyskutował abstrakcyjnie o tym, czy Stany Zjednoczone torturują więźniów. Powiedział, że waterboarding był stosowany i nazwał go torturą.
Jego własna relacja pokazała jednak również ograniczenia informacji pochodzącej od człowieka „z wewnątrz”. Kiriakou powtórzył historię o 35 sekundach i przełomie w przesłuchaniu Abu Zubaydaha. Późniejsze dokumenty pokazały rzeczywistość inną.
Bycie insiderem nie oznacza automatycznie posiadania pełnego obrazu.
Cena tajemnicy
Program CIA powstał w atmosferze strachu po 11 września. W Waszyngtonie realnie obawiano się kolejnego ataku. Ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo działali pod ogromną presją.
Właśnie w takich chwilach najłatwiej jednak przesuwać granice.
Najpierw pojawia się wyjątek. Potem opinia prawna, która go uzasadnia. Następnie powstaje infrastruktura pozwalająca stosować go w tajemnicy. W końcu przychodzi język mający sprawić, że wszystko brzmi mniej brutalnie: nie tortury, lecz „wzmocnione techniki przesłuchań”; nie tajne więzienia, lecz miejsca zatrzymania.
Kiriakou nie rozmontował tego systemu. Nie znał nawet wszystkich jego elementów.
Zrobił jednak coś, czego tajne programy zwykle nie lubią: przeniósł fragment wewnętrznej rzeczywistości do publicznej rozmowy.
Potem sam przekroczył granicę chronioną prawem i poniósł za to karę.
I tutaj pozostaje pytanie, którego ta historia nie pozwala łatwo ominąć. Amerykański wymiar sprawiedliwości potrafił bardzo dokładnie ustalić odpowiedzialność człowieka, który ujawnił nazwisko tajnego oficera. Znacznie trudniejsze okazało się przypisanie odpowiedzialności karnej ludziom odpowiedzialnym za stworzenie i prowadzenie programu brutalnych przesłuchań.
W 2007 roku Kiriakou siedział przed kamerą i próbował pogodzić dwie rzeczy: przekonanie, że waterboarding jest torturą, oraz wiarę, że dzięki niemu uratowano życie.
Późniejsze dokumenty odebrały tej historii wygodne zakończenie.
I być może właśnie dlatego sprawa Johna Kiriakou pozostaje tak interesująca. Nie daje prostego bohatera ani prostego winnego. Pokazuje za to, jak tajemnica państwowa, strach, lojalność i prawo mogą zderzyć się w jednym człowieku — a prawda wychodzić na jaw fragmentami, często dopiero wtedy, gdy nie da się już cofnąć tego, co wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami.
Źródła i materiały pomocnicze
- ABC News, Coming in From the Cold: CIA Spy Calls Waterboarding Necessary But Torture — wywiad z Johnem Kiriakou z 10 grudnia 2007 roku, w którym były oficer CIA publicznie mówił o zastosowaniu waterboardingu wobec Abu Zubaydaha i nazwał metodę torturą.
Link: https://abcnews.com/blotter/story?id=3978231 - ABC News, CIA – Abu Zubaydah: Interview with John Kiriakou — pełny zapis rozmowy pozwalający odróżnić osobiste doświadczenia Kiriakou od informacji, które otrzymał od innych osób w CIA.
Link: https://abcnews.go.com/images/Blotter/brianross_kiriakou_transcript1_blotter071210.pdf - U.S. Senate Select Committee on Intelligence, Committee Study of the CIA’s Detention and Interrogation Program — raport senackiej komisji dotyczący programu zatrzymań i przesłuchań CIA, jego skuteczności, brutalności oraz sposobu przedstawiania wyników programu władzom i opinii publicznej.
Link: https://www.intelligence.senate.gov/2014/12/09/publications-committee-study-central-intelligence-agencys-detention-and-interrogation-program/ - U.S. Senate Select Committee on Intelligence, Findings and Conclusions — najważniejsze ustalenia Senatu, w tym wniosek, że stosowanie przez CIA „enhanced interrogation techniques” nie było skutecznym sposobem zdobywania wiarygodnych informacji lub współpracy więźniów.
Link: