Peter Sutherland nie był politykiem pierwszego planu w potocznym sensie tego słowa. Nie kierował wielkim państwem, nie stał na czele rządu i nie zapisał się w historii jako autor jednej spektakularnej doktryny. A jednak należał do ludzi, którzy realnie wpływali na kształt globalizacji końca XX wieku.
Jako dyrektor generalny GATT pomógł doprowadzić do końca Rundę Urugwajską — najważniejszy cykl negocjacji handlowych swojej epoki. Jej finałem było podpisanie Porozumienia z Marrakeszu w 1994 roku i powstanie Światowej Organizacji Handlu, czyli WTO, która rozpoczęła działalność 1 stycznia 1995 roku.
To nie była jedynie zmiana szyldu. GATT był przede wszystkim porozumieniem dotyczącym handlu towarami. WTO stała się szerszą instytucją obejmującą także handel usługami, prawa własności intelektualnej oraz bardziej sformalizowany system rozstrzygania sporów między państwami.
Sutherland nie stworzył tych reguł samodzielnie. Wynegocjowały je państwa. Jego znaczenie polegało jednak na czymś innym: potrafił podnieść rangę urzędu dyrektora generalnego, wywrzeć presję na politycznych liderów i doprowadzić wieloletni, bliski załamania proces negocjacyjny do finalnego porozumienia.
Jego dziedzictwo można czytać dwojako. Z jednej strony pomógł zbudować bardziej przewidywalny, oparty na regułach system handlu międzynarodowego. Z drugiej — stał się symbolem epoki, w której coraz więcej decyzji dotyczących ceł, subsydiów, regulacji i dostępu do rynku zaczęto osadzać w ponadnarodowych ramach, trudniejszych do bieżącej kontroli obywatelskiej.
Od irlandzkiego prawnika do europejskiego komisarza
Peter Denis Sutherland urodził się 25 kwietnia 1946 roku w Dublinie. Z wykształcenia był prawnikiem. Studiował na University College Dublin, a następnie w King’s Inns, jednej z najważniejszych irlandzkich instytucji kształcących barristerów.
Już w młodym wieku wszedł do elity państwowej. W latach 1981–1982 i ponownie w latach 1982–1984 pełnił funkcję prokuratora generalnego Irlandii. Był wówczas jednym z najmłodszych ludzi, którzy objęli ten urząd.
W 1985 roku został członkiem Komisji Europejskiej kierowanej przez Jacques’a Delorsa. Odpowiadał przede wszystkim za politykę konkurencji. Był to bardzo ważny moment dla integracji europejskiej: Wspólnota Europejska przygotowywała się do budowy jednolitego rynku, a polityka konkurencji miała stać się jednym z narzędzi otwierania sektorów wcześniej chronionych przez państwo lub krajowe monopole.
Sutherland działał w Komisji w latach 1985–1989. Jego kadencja przypadła na okres wzmacniania europejskiego rynku wewnętrznego, sporów o pomoc publiczną i prób ograniczania praktyk blokujących konkurencję. Był zwolennikiem modelu, w którym większa konkurencja i swobodniejszy przepływ usług mają poprawiać efektywność gospodarki europejskiej.
Ten etap jego kariery jest ważny, bo pokazuje ciągłość późniejszego myślenia. Sutherland nie trafił do GATT jako neutralny technik bez wyrobionej filozofii gospodarczej. Wcześniej współuczestniczył już w europejskim projekcie, którego jednym z głównych celów było usuwanie barier, otwieranie rynków i ograniczanie uprzywilejowania zamkniętych struktur krajowych.
Runda Urugwajska – negocjacje, które miały zmienić światowy handel
Kiedy Sutherland obejmował stanowisko dyrektora generalnego GATT w 1993 roku, globalne negocjacje handlowe trwały już od siedmiu lat.
Runda Urugwajska rozpoczęła się w 1986 roku. Była znacznie ambitniejsza niż wcześniejsze rundy GATT. Nie chodziło już tylko o dalsze obniżanie ceł na towary przemysłowe. Na stole znalazły się tematy politycznie znacznie trudniejsze:
- rolnictwo,
- handel usługami,
- prawa własności intelektualnej,
- tekstylia,
- subsydia,
- mechanizm rozstrzygania sporów,
- utworzenie nowej, stałej organizacji handlu światowego.
Negocjacje wielokrotnie grzęzły. Szczególnie ostre konflikty dotyczyły rolnictwa — zwłaszcza napięć między Stanami Zjednoczonymi a Wspólnotą Europejską — oraz zakresu przyszłych reguł dla usług i własności intelektualnej.
Gdy Sutherland przejmował stery GATT, finał Rundy Urugwajskiej wciąż nie był przesądzony. WTO po latach przypominała, że rezultat negocjacji pozostawał wówczas „bardzo niepewny”.
Sutherland nie miał formalnej władzy narzucenia państwom porozumienia. Jego narzędziem była presja polityczna, umiejętność prowadzenia rozmów na wysokim szczeblu i zdolność do przekonania rządów, że dalsze odwlekanie porozumienia może doprowadzić do całkowitego załamania wielostronnego systemu handlu.
W grudniu 1993 roku osiągnięto przełom. Państwa uczestniczące w Rundzie Urugwajskiej uzgodniły końcowy pakiet negocjacyjny. W kwietniu 1994 roku ministrowie podpisali w Marrakeszu porozumienie kończące rundę i tworzące WTO.
To był moment, w którym reguły światowego handlu przestały być jedynie zbiorem rozbudowywanego przez dekady porozumienia GATT, a stały się częścią bardziej kompletnego, instytucjonalnie osadzonego porządku.
GATT i WTO – dlaczego ta zmiana była tak ważna
Aby zrozumieć znaczenie Sutherlanda, trzeba odróżnić GATT od WTO.
GATT, czyli General Agreement on Tariffs and Trade, powstał w 1947 roku jako wielostronne porozumienie dotyczące liberalizacji handlu towarami. Przez dekady był podstawowym filarem ładu handlowego Zachodu, choć formalnie nie stanowił pełnoprawnej, kompleksowej organizacji międzynarodowej o takim zakresie jak późniejsza WTO.
WTO, utworzona na podstawie Porozumienia z Marrakeszu, zaczęła działać 1 stycznia 1995 roku. Jej zakres był znacznie szerszy. Obejmowała między innymi:
- GATT 1994 — reguły handlu towarami,
- GATS — zasady handlu usługami,
- TRIPS — porozumienie dotyczące handlowych aspektów praw własności intelektualnej,
- Dispute Settlement Understanding — rozbudowany system rozstrzygania sporów.
To poszerzenie miało ogromne znaczenie. Handel międzynarodowy przestał być rozumiany wyłącznie jako przewóz fizycznych towarów przez granice. W globalnym systemie reguł znalazły się także bankowość, telekomunikacja, usługi profesjonalne, patenty, znaki towarowe i wiele innych obszarów gospodarki.
Dla zwolenników WTO był to konieczny krok. Światowa gospodarka stawała się coraz bardziej złożona, a reguły z połowy XX wieku nie odpowiadały już nowym realiom. Dla krytyków oznaczało to jednak również, że coraz więcej obszarów krajowej polityki gospodarczej będzie ocenianych pod kątem zgodności z międzynarodowymi zobowiązaniami handlowymi.
WTO jako porządek oparty na regułach
WTO nie jest światowym rządem handlu. Nie uchwala prawa krajowego, nie może sama zmienić ustawy przyjętej przez parlament i nie zastępuje państw w prowadzeniu ich polityki gospodarczej.
Jej znaczenie polega na czymś innym. Państwa członkowskie przyjmują określone zobowiązania, a potem muszą prowadzić część swojej polityki handlowej w ich ramach.
W Porozumieniu z Marrakeszu zapisano, że WTO:
- ułatwia wdrażanie porozumień handlowych,
- stanowi forum negocjacji między członkami,
- zarządza mechanizmem rozstrzygania sporów,
- współpracuje z innymi organizacjami międzynarodowymi.
Decyzje w WTO są co do zasady podejmowane przez członków, tradycyjnie w drodze konsensusu. Dyrektor generalny i sekretariat mają charakter międzynarodowy i nie powinni przyjmować instrukcji od pojedynczych rządów.
To ważne, bo pokazuje prawdziwą naturę systemu: WTO nie zastępuje państw, ale tworzy trwałą przestrzeń, w której państwa ograniczają część własnej swobody po to, by uzyskać bardziej przewidywalny dostęp do rynków innych krajów.
Dla eksporterów, dużych gospodarek i państw silnie zależnych od handlu międzynarodowego taka przewidywalność ma ogromną wartość. Chroni przed nagłym, arbitralnym podnoszeniem ceł, dyskryminacją importu albo nieprzejrzystymi barierami administracyjnymi.
Jednocześnie reguły tego typu zawsze mają cenę. Im mocniejsze są zobowiązania, tym mniej przestrzeni pozostaje na jednostronne eksperymenty z polityką przemysłową, selektywną ochroną własnych sektorów czy preferowaniem krajowych producentów.
System sporów – najważniejsza zmiana po 1995 roku
Jednym z filarów WTO stał się system rozstrzygania sporów. To właśnie on odróżniał nową organizację od wcześniejszego, słabszego mechanizmu GATT.
Jeśli członek WTO uważa, że inne państwo naruszyło przyjęte zobowiązania, może wszcząć postępowanie. Najpierw odbywają się konsultacje. Jeśli nie przynoszą rozwiązania, powoływany jest panel ekspertów. Panel ocenia, czy zakwestionowany środek jest zgodny z umowami WTO.
Jeśli państwo przegrywa spór, oczekuje się od niego dostosowania praktyki do reguł WTO. Organizacja nie zmienia jednak automatycznie jego prawa. Jeżeli członek nie wdroży rekomendacji w rozsądnym czasie, strona wygrywająca może ubiegać się o zgodę na czasowe zawieszenie koncesji — czyli w praktyce na zastosowanie odwetu handlowego.
To bardzo ważne rozróżnienie. WTO nie działa jak sąd konstytucyjny dla całego świata, który uchyla ustawy państw. Działa raczej jak mechanizm, w którym naruszenie uzgodnionych reguł może zostać stwierdzone i obłożone kosztami, jeśli członek nie zdecyduje się na korektę.
Właśnie ten system był jednym z głównych osiągnięć porządku powstałego po Rundzie Urugwajskiej. Dawał większym i mniejszym państwom wspólną procedurę dochodzenia roszczeń, choć oczywiście dostęp do niej w praktyce bywa łatwiejszy dla tych, którzy mają silniejsze zaplecze prawne, eksperckie i dyplomatyczne.
Handel, suwerenność i realne granice swobody państw
Spór o WTO nie polega na tym, że organizacja „odbiera państwom suwerenność” w prostym, sensacyjnym znaczeniu. Państwa same przystępują do porozumień i same negocjują zobowiązania.
Problem jest subtelniejszy.
Po przyjęciu umów handlowych część decyzji przestaje być wyłącznie krajową sprawą polityczną. Dotyczy to zwłaszcza:
- ceł,
- subsydiów,
- zasad traktowania importowanych produktów,
- barier technicznych,
- regulacji sanitarnych i fitosanitarnych,
- dostępu zagranicznych usługodawców do rynku.
Państwo nadal może prowadzić własną politykę. Może chronić zdrowie publiczne, bezpieczeństwo konsumentów i środowisko. Ale w części przypadków musi wykazać, że stosowane środki nie są arbitralną dyskryminacją handlową albo ukrytym protekcjonizmem.
To zmienia dynamikę polityki. Debata nie kończy się już w parlamencie krajowym. Może zostać przeniesiona na poziom międzynarodowego sporu handlowego, gdzie oceniane są nie tyle intencje polityków, ile zgodność środków z wcześniej przyjętymi zobowiązaniami.
To właśnie tu ujawnia się realne napięcie między porządkiem reguł a demokratyczną elastycznością państw.
Spór o GMO – handel kontra ostrożność regulacyjna
Jednym z najczęściej przywoływanych przykładów napięcia między regułami WTO a swobodą regulacyjną jest spór dotyczący produktów biotechnologicznych, potocznie określany jako spór o GMO.
W 2003 roku Stany Zjednoczone, Kanada i Argentyna zakwestionowały na forum WTO praktyki Wspólnot Europejskich dotyczące zatwierdzania produktów biotechnologicznych.
Panel WTO w 2006 roku uznał między innymi, że Wspólnoty Europejskie stosowały faktyczne moratorium w procesie zatwierdzania takich produktów w latach 1999–2003, co doprowadziło do nieuzasadnionych opóźnień. Panel zakwestionował także część krajowych środków ochronnych wprowadzonych przez państwa członkowskie.
Nie oznaczało to jednak, że WTO zakazała Unii Europejskiej ostrożnego regulowania GMO albo nakazała jej przyjęcie amerykańskiego modelu. Spór dotyczył przede wszystkim procedur, opóźnień i zgodności konkretnych środków z przyjętymi zobowiązaniami.
Ten przykład pokazuje coś ważnego. Reguły handlowe mogą wchodzić w napięcie z polityką ostrożnościową państw i wspólnot politycznych, nawet jeśli formalnie nie odbierają im prawa do regulowania.
Dla krytyków WTO to dowód, że mechanizmy handlowe zaczynają ograniczać demokratycznie wybrane modele ochrony konsumenta. Dla zwolenników organizacji — potwierdzenie, że państwa nie powinny używać procedur regulacyjnych jako zamaskowanych barier wobec importu.
Spór o amerykańskie cła na stal – kiedy reguły działają przeciw potędze
Innym istotnym przykładem jest sprawa amerykańskich środków ochronnych wobec importu stali z początku XXI wieku.
W 2002 roku Stany Zjednoczone wprowadziły tymczasowe środki ochronne na część importowanych wyrobów stalowych. Unia Europejska i inne kraje zaskarżyły te działania w WTO.
Panel i Organ Apelacyjny uznały część amerykańskich środków za niezgodną z regułami WTO. W obliczu groźby odwetu handlowego administracja George’a W. Busha wycofała je w 2003 roku.
Ten przypadek jest ważny, bo pokazuje odwrotną stronę systemu. WTO nie działa wyłącznie przeciw słabszym państwom. Może także ograniczać jednostronne działania największych potęg gospodarczych, jeśli łamią przyjęte reguły.
To jeden z najmocniejszych argumentów zwolenników handlu opartego na zasadach: mniejsze i średnie państwa uzyskują formalny mechanizm, dzięki któremu mogą kwestionować działania silniejszych.
Jednocześnie nie znika pytanie o to, czy wszystkie państwa mają porównywalne zasoby, by z tych mechanizmów korzystać skutecznie. Prawo istnieje formalnie dla każdego, ale spór w WTO wymaga wysokich kompetencji prawnych, danych, czasu i zaplecza instytucjonalnego.
Peter Sutherland jako człowiek globalizacji instytucjonalnej
Sutherland był znacznie więcej niż urzędnikiem GATT/WTO. Jego kariera pokazuje charakterystyczny typ elity końca XX wieku — poruszającej się między państwem, instytucjami europejskimi, organizacjami międzynarodowymi i wielkim biznesem.
Po odejściu z GATT i WTO objął stanowisko przewodniczącego Goldman Sachs International. Był również przewodniczącym rady BP. W kolejnych latach pełnił funkcje w organizacjach i inicjatywach zajmujących się globalnym zarządzaniem, migracją oraz przyszłością handlu wielostronnego.
Nie dowodzi to samo w sobie żadnego ukrytego konfliktu interesów w okresie jego działalności publicznej. Ale pokazuje, jak blisko w epoce globalizacji znajdowały się trzy światy:
- władza publiczna,
- instytucje ponadnarodowe,
- wielki kapitał.
To właśnie ta płynność przejść bywa krytykowana. Ludzie współtworzący reguły gospodarcze później zajmują kluczowe stanowiska w firmach, które funkcjonują w ramach tych reguł. Nie trzeba sugerować tajnych układów, aby zadać pytanie o obieg elit i kulturę instytucjonalnej bliskości między regulacją a biznesem.
Sutherland był jednym z najbardziej wyrazistych symboli takiego świata.
Demokratyczny problem WTO
Krytyka WTO bywa często przedstawiana zbyt prosto: jako opowieść o „nie