Polaryzacja społeczna – komu służy wojna plemion?

A+A-
Zresetuj

Wystarczy jedna wiadomość, nagranie albo wypowiedź polityka. Po kilku minutach internet dzieli się na dwa obozy. Jedni widzą skandal, drudzy prowokację. Jedni domagają się natychmiastowej reakcji, drudzy odpowiadają oskarżeniem o hipokryzję. Samo wydarzenie szybko schodzi na dalszy plan. Ważniejsze staje się to, kto jest „z nami”, a kto został rozpoznany jako część wrogiego plemienia.

Tak działa polaryzacja społeczna, gdy przestaje być zwykłym sporem o podatki, bezpieczeństwo, migrację, edukację czy obyczaje. Różnica poglądów zamienia się w różnicę moralną. Przeciwnik nie jest już człowiekiem, który proponuje złe rozwiązanie. Zaczyna być człowiekiem złym, głupim, niebezpiecznym albo niegodnym zaufania.

Demokracja nie może istnieć bez konfliktu. Partie powinny przedstawiać odmienne programy, obywatele mają prawo ostro spierać się o wartości, a próba usunięcia wszystkich podziałów prowadziłaby raczej do politycznej apatii niż do zdrowego społeczeństwa.

Nie każdy spór jest jednak taki sam. Co innego nie zgadzać się z czyimś stanowiskiem, a co innego zacząć postrzegać zwolenników przeciwnej strony jako obcą grupę, z którą nie warto rozmawiać, współpracować ani dzielić wspólnej przestrzeni.

Badacze określają to mianem polaryzacji afektywnej: rosnącej sympatii do własnego obozu połączonej z niechęcią i nieufnością wobec przeciwników. Spór przenosi się wówczas z poziomu programów na poziom tożsamości.

Na takim konflikcie można budować kampanie wyborcze, programy telewizyjne, internetowe zasięgi i całe zawodowe kariery. Wojna plemion ma swoich beneficjentów. Jej koszty ponoszą jednak głównie ludzie, którzy muszą później żyć w społeczeństwie niezdolnym do uzgodnienia nawet podstawowych faktów.

Kiedy pogląd staje się tożsamością

Człowiek rzadko opisuje siebie wyłącznie poprzez jedną opinię polityczną. Tożsamość składa się z miejsca zamieszkania, zawodu, wykształcenia, religii, stylu życia, wieku, pochodzenia i przynależności do różnych środowisk.

Polaryzacja nabiera siły wtedy, gdy wiele takich podziałów zaczyna układać się w dwa przeciwstawne pakiety. Mieszkaniec wielkiego miasta ma głosować na określone partie, oglądać określone media, przyjmować określone stanowisko w sprawach klimatu, migracji i obyczajów. Mieszkaniec mniejszej miejscowości otrzymuje zestaw cech przypisywanych drugiemu obozowi.

Rzeczywiści ludzie są bardziej skomplikowani, ale polityczna opowieść nie potrzebuje wyjątków. Potrzebuje czytelnego podziału.

Gdy wiele różnic nakłada się na siebie, przeciwnik polityczny przestaje być tylko przeciwnikiem w jednej sprawie. Staje się przedstawicielem innego świata. Jego wybory, język, zawód, miejsce zamieszkania, sposób wychowania dzieci, a nawet zainteresowania zaczynają być interpretowane jako świadectwa przynależności plemiennej.

W takim układzie zmiana zdania jest trudna, ponieważ nie oznacza już korekty jednej opinii. Może zostać odebrana jako zdrada własnej grupy.

Właśnie dlatego polaryzacja bywa trwała. Nie utrzymuje się jedynie dzięki argumentom, lecz także dzięki potrzebie przynależności. Własny obóz zapewnia wspólny język, symbole, poczucie moralnej racji i prostą odpowiedź na pytanie, kto odpowiada za problemy kraju.

Polityka, która nie musi przekonywać

Dla partii politycznych silna tożsamość grupowa może być niezwykle użyteczna. Przekonanie obywatela do całego programu jest trudne. Łatwiej przekonać go, że zwycięstwo przeciwników oznacza katastrofę.

Kampania oparta na strachu przed drugim obozem nie wymaga wielkiego entuzjazmu wobec własnych kandydatów. Wyborca może być rozczarowany, zmęczony i krytyczny, a mimo to zagłosuje, ponieważ alternatywa wydaje mu się nie do przyjęcia.

Polaryzacja pomaga więc utrzymywać lojalność nawet wtedy, gdy partia nie spełnia wcześniejszych obietnic. Własne błędy można przedstawiać jako mniej istotne od zagrożenia płynącego ze strony przeciwników. Krytyka wewnętrzna zostaje osłabiona, ponieważ każda publiczna różnica zdań może „pomóc tamtym”.

Z punktu widzenia sztabu politycznego gniew ma jeszcze jedną zaletę: mobilizuje. Człowiek może nie pójść na wybory po to, aby poprzeć umiarkowaną korektę systemu podatkowego. Znacznie łatwiej zmobilizować go opowieścią, że kraj zostanie przejęty, zniszczony, sprzedany albo odebrany „ludziom takim jak on”.

Oznacza to, że politycy mogą osiągać przewagę nie tylko poprzez rozwiązywanie problemów, lecz również poprzez zarządzanie poczuciem zagrożenia.

Nie muszą samodzielnie tworzyć wszystkich podziałów. Część z nich wynika z realnych konfliktów interesów, nierówności, przemian kulturowych i różnych doświadczeń życiowych. Polityka wybiera jednak, które z tych różnic zostaną podkreślone, połączone i przedstawione jako decydująca walka o przyszłość.

Wojna plemion szczególnie dobrze służy liderom budującym osobistą więź ze zwolennikami. Atak na przywódcę może być wówczas odbierany jako atak na całą grupę, a prawne, obyczajowe czy kompetencyjne zarzuty tracą znaczenie. Liczy się przede wszystkim to, z którego obozu pochodzi oskarżenie.

Konflikt dobrze wygląda na ekranie

Spokojna rozmowa rzadko daje fragment, który można wykorzystać w zapowiedzi programu. Porozumienie nie tworzy mocnej miniatury, a szczegółowa analiza wymaga czasu i uwagi. Konflikt jest prostszy.

Dwie osoby ustawione naprzeciw siebie, zdecydowane stanowiska, podniesiony głos i pytanie sugerujące starcie pozwalają zamienić złożony problem w widowisko. Widz od razu rozpoznaje role i może wybrać stronę.

Presja ta nie dotyczy wyłącznie telewizji. Internetowe media mierzą liczbę kliknięć, odsłon, komentarzy, reakcji i czasu spędzonego na stronie. Badanie obejmujące dziesiątki tysięcy wariantów nagłówków wykazało, że dodawanie negatywnych słów zwiększało prawdopodobieństwo kliknięcia. Każde kolejne negatywne słowo w nagłówku przeciętnej długości podnosiło wskaźnik wejść o około 2,3 procent.

Nie oznacza to, że dziennikarze świadomie planują rozbicie społeczeństwa. Oznacza, że redakcja działająca w trudnym modelu finansowym otrzymuje stałą informację zwrotną: materiał spokojny może przejść niezauważony, podczas gdy oburzenie przyciąga odbiorców.

Wynik takiego systemu łatwo przewidzieć. Najbardziej wyraziste konflikty pojawiają się częściej, ostrzejsze wypowiedzi trafiają do nagłówków, a politycy znani z prowokacji otrzymują więcej czasu antenowego niż ludzie proponujący skomplikowane rozwiązania.

Media korzystają z polaryzacji, ponieważ podzielona publiczność jest również publicznością lojalną. Odbiorca może wybierać nadawcę nie po to, aby dowiedzieć się czegoś nowego, lecz aby upewnić się, że jego obóz ma rację, a przeciwnicy są dokładnie tacy, jak wcześniej sądził.

Wtedy wiadomość przestaje być oceniana według tego, czy jest prawdziwa i ważna. Liczy się również to, czy wzmacnia wspólną tożsamość widzów.

Algorytm nie ma poglądów, ale ma cel

Platforma społecznościowa nie musi popierać żadnej partii, aby wzmacniać konflikt. Wystarczy, że jej system polecania treści premiuje materiały zatrzymujące uwagę użytkownika.

Badania wpisów politycznych pokazały, że treści atakujące przeciwną grupę zdobywają szczególnie dużo reakcji. W jednym z dużych badań każde słowo wyrażające negatywne emocje zwiększało liczbę udostępnień lub dalszych publikacji, a przekaz wymierzony w obcy obóz okazywał się jednym z najsilniejszych czynników zaangażowania.

Użytkownik szybko uczy się tej samej zasady. Łagodna uwaga nie wywołuje reakcji. Zdecydowane potępienie przynosi polubienia, komentarze i nowych obserwujących. Badania nad moralnym oburzeniem wskazują, że nagradzanie takich wypowiedzi zwiększa prawdopodobieństwo ich powtarzania.

Powstaje mechanizm wzajemnego uczenia. Platforma pokazuje więcej treści, które wcześniej angażowały użytkowników. Twórcy obserwują, co zapewnia widoczność, i dostosowują przekaz. Odbiorcy zaczynają otrzymywać coraz mocniejszą wersję emocji, na które wcześniej reagowali.

Nie należy jednak sprowadzać całego problemu do zdania: „algorytmy podzieliły społeczeństwo”. Polaryzacja istniała przed mediami społecznościowymi, a jej poziom nie rośnie jednakowo we wszystkich krajach. Znaczenie mają system partyjny, zachowanie elit, tradycyjne media, konflikty społeczne i wcześniejszy poziom zaufania.

Duży eksperyment przeprowadzony na Facebooku przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych w 2020 roku pokazał, że ograniczenie o około jedną trzecią treści pochodzących ze źródeł zgodnych z poglądami użytkownika zwiększyło kontakt z innymi punktami widzenia, ale nie spowodowało mierzalnej zmiany polaryzacji i postaw politycznych.

To ważne zastrzeżenie. Człowiek nie staje się członkiem politycznego plemienia wyłącznie dlatego, że przez kilka tygodni zobaczył określony układ wpisów. Algorytmy mogą wzmacniać, porządkować i przyspieszać istniejące podziały, lecz nie są jedynym ich źródłem.

Nowsze doświadczenia pokazują jednocześnie, że ograniczenie widoczności materiałów wyrażających pogardę wobec przeciwników może zmniejszać niechęć między grupami. Problem nie polega więc wyłącznie na tym, czy użytkownik widzi poglądy zgodne lub niezgodne z własnymi. Znaczenie ma także sposób, w jaki ludzie mówią o przeciwnikach.

Ludzie, którzy zawodowo pozostają oburzeni

Między polityką, mediami i platformami wyrósł cały rynek komentatorów, twórców internetowych, aktywistów i zawodowych uczestników sporów. Ich pozycja zależy od utrzymywania uwagi własnej publiczności.

Nie każdy z nich działa cynicznie. Wielu rzeczywiście wierzy w głoszone poglądy. System nagradza jednak tych, którzy codziennie potrafią wskazać nowe zagrożenie, zdradę albo skandal.

Twórca budujący markę na walce z jednym obozem ma niewielką zachętę, aby przyznać przeciwnikowi rację. Taki gest może zostać odebrany przez odbiorców jako słabość lub zdrada. Znacznie bezpieczniej jest przedstawiać każde wydarzenie jako kolejne potwierdzenie wcześniejszej opowieści.

Powstają dwie równoległe rzeczywistości. W każdej obowiązuje inny zestaw bohaterów, ekspertów, skandali i przemilczeń. To samo zdarzenie otrzymuje odmienne znaczenie, a informacje niewygodne dla własnej strony znikają albo zostają natychmiast usprawiedliwione.

Największą przewagę zdobywają osoby zdolne do produkowania konfliktu bez przerwy. Polityczny przedsiębiorca nie musi czekać na rzeczywisty kryzys. Może wybrać pojedynczą wypowiedź, fragment filmu albo zdarzenie lokalne i przedstawić je jako dowód szerokiego ataku na całą grupę.

Wojna plemion daje takim ludziom znaczenie, którego mogliby nie posiadać w spokojniejszej debacie. Stają się tłumaczami intencji przeciwnika, strażnikami czystości własnego obozu i dostawcami codziennego poczucia zagrożenia.

Podział, który można wykorzystać z zewnątrz

Zagraniczna operacja wpływu nie musi przekonać Polaków, Francuzów czy Niemców do sympatii wobec państwa, które ją prowadzi. Często wystarczy, że pogłębi nieufność między grupami oraz osłabi przekonanie, że wspólne instytucje mogą działać uczciwie.

Europejska Służba Działań Zewnętrznych wskazuje, że zagraniczne manipulacje informacyjne wykorzystują istniejące napięcia po to, aby wzmacniać polaryzację i ingerować w procesy demokratyczne. Narracje są dobierane do miejscowych konfliktów — migracji, wojny, cen energii, praw mniejszości, religii czy zaufania do instytucji.

Najskuteczniejsza dezinformacja nie zawsze tworzy całkowicie fałszywą historię. Może wykorzystać prawdziwe wydarzenie, usunąć kontekst, wyolbrzymić znaczenie i skierować emocje przeciwko wybranej grupie.

Obie strony sporu mogą otrzymywać materiały utwierdzające je w przekonaniu, że przeciwnicy są skrajni, agresywni i niezdolni do rozmowy. Celem nie musi być zwycięstwo konkretnego obozu. Korzystny może być sam chaos, spadek zaufania i przekonanie, że wszystkie informacje są manipulacją.

Społeczeństwo silnie spolaryzowane staje się łatwiejsze do destabilizacji, ponieważ zewnętrzny aktor nie musi budować podziałów od początku. Wystarczy znaleźć istniejące pęknięcia i regularnie je poszerzać.

Kto rzeczywiście korzysta?

Nie istnieje jeden ośrodek zarządzający społeczną polaryzacją. Korzyści wielu uczestników nakładają się na siebie.

Partie mobilizują wyborców strachem przed przeciwnikiem. Liderzy wzmacniają osobistą lojalność. Media zdobywają uwagę, platformy — aktywność użytkowników, a komentatorzy — widoczność i pozycję we własnej grupie. Zagraniczni gracze wykorzystują podział do osłabienia zaufania i zdolności państwa do wspólnego działania.

Nie oznacza to, że każdy konflikt jest sztucznie wyprodukowany ani że wszystkie strony ponoszą taką samą odpowiedzialność. Społeczeństwa spierają się o sprawy realne, a między programami mogą istnieć zasadnicze różnice. Udawanie, że każdy ma trochę racji, byłoby równie fałszywe jak przedstawianie każdego przeciwnika jako wroga.

Korzyść z polaryzacji pojawia się wtedy, gdy rozwiązanie problemu staje się mniej ważne niż utrzymanie konfliktu. Partia potrzebuje przeciwnika, redakcja potrzebuje kolejnego starcia, a twórca internetowy — następnego powodu do oburzenia.

Najmniej korzystają ludzie, którzy nie chcą uczynić polityki centrum własnej tożsamości. Umiarkowani mogą stanowić znaczną część społeczeństwa, ale są mniej widoczni, ponieważ rzadziej publikują, komentują i uczestniczą w awanturach. Milczenie bywa następnie błędnie odczytywane jako brak istnienia środka.

Przegrywa także państwo. Trudniej prowadzić długoterminową politykę, gdy każda zmiana władzy oznacza próbę odwrócenia wszystkiego, co zrobił poprzedni obóz. Kompromis zaczyna wyglądać jak zdrada, a instytucje są oceniane nie według zasad działania, lecz według tego, „czyje” aktualnie są.

Spór bez wojny plemion

Ograniczenie polaryzacji nie wymaga rezygnacji z poglądów ani zastąpienia polityki grzeczną rozmową pozbawioną realnych różnic. Nie każdy kompromis jest dobry, a czasem konflikt jest nieunikniony.

Można jednak oddzielić krytykę stanowiska od pogardy wobec całej grupy. Można wymagać od własnego obozu przestrzegania tych samych zasad, których oczekuje się od przeciwników. Można również sprawdzać, czy informacja wywołująca natychmiastowy gniew nie została przygotowana właśnie po to, aby ominąć refleksję.

Badania prowadzone w wielu demokracjach, w tym w Polsce, wskazują, że zmniejszenie wrogości wobec politycznych przeciwników może poprawiać gotowość do kontaktu i wzmacniać przywiązanie do norm demokratycznych. Nie zawsze zmienia to poglądy na konkretne sprawy — i nie musi ich zmieniać.

Chodzi o odbudowanie przekonania, że przeciwnik pozostaje członkiem tego samego społeczeństwa, a jego prawa nie zależą od tego, czy reprezentuje właściwy obóz.

Najskuteczniejszym paliwem wojny plemion jest przekonanie, że druga strona nie może już być partnerem w żadnej sprawie. Kiedy takie myślenie staje się powszechne, beneficjenci polaryzacji nie muszą nawet świadomie współpracować. Każdy wykonuje swoją część: polityk dostarcza konflikt, media nadają mu rozgłos, algorytm podnosi widoczność, a odbiorcy roznoszą go dalej.

Polaryzacja służy więc wszystkim, których pozycja rośnie wraz z temperaturą sporu. Nie służy społeczeństwu, które po zakończeniu kolejnej kampanii nadal musi wspólnie utrzymać szkoły, szpitale, bezpieczeństwo, gospodarkę i instytucje państwa.

Wojna plemion może wygrać wybory, zwiększyć oglądalność i zbudować internetową popularność. Nie potrafi jednak stworzyć wspólnoty zdolnej do rozwiązywania problemów, których nie da się podzielić na „nasze” i „ich”.

Źródła i materiały pomocnicze

Dodaj komentarz

Sprawdź również:

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.