Na biurku redaktora leżą trzy materiały dotyczące tego samego zdarzenia: nagranie pokazujące moment ataku, zdjęcie poszkodowanego dziecka i dane zestawiające ten przypadek z podobnymi incydentami z ostatnich dziesięciu lat. Pierwszy materiał może wywołać strach, drugi współczucie, trzeci wymaga czasu i spokojnego porównania. Wszystkie są prawdziwe, ale każdy uruchamia inny sposób rozumienia tej samej sprawy.
Jeżeli przekaz rozpocznie się od zagrożenia, odbiorca zapyta, czy sam jest bezpieczny. Jeżeli od sprawcy – kto zawinił i jak go ukarać. Jeżeli od twarzy ofiary – jak natychmiast pomóc. Dopiero później mogą pojawić się pytania o częstość zjawiska, reprezentatywność przypadku, skuteczność proponowanych rozwiązań i ich koszty. Emocja nie musi zmieniać faktów, aby zmienić kolejność pytań.
Heurystyka emocji czy heurystyka afektu?
W psychologii decyzji częściej używa się pojęcia heurystyki afektu. Afekt oznacza tu ogólne, szybko dostępne odczucie związane z osobą, technologią, instytucją albo działaniem: dobre lub złe, bezpieczne lub odpychające, budzące nadzieję albo niepokój. Zamiast za każdym razem obliczać prawdopodobieństwo, porównywać korzyści i analizować skutki uboczne, człowiek odwołuje się do tej podręcznej oceny.
Określenie „heurystyka emocji” jest szersze i bardziej potoczne. Obejmuje nie tylko ogólne nastawienie, lecz również wpływ konkretnych emocji, takich jak strach, gniew i współczucie. Rozróżnienie jest ważne, ponieważ dwie emocje o negatywnym znaku mogą prowadzić do przeciwnych decyzji. Przestraszony człowiek może unikać ryzyka, a rozgniewany – podejmować je chętniej.
Trudne pytanie zostaje zastąpione łatwiejszym
Ocena zagrożenia wymaga danych: jak często dochodzi do danego zdarzenia, w jakiej populacji, w jakim okresie, przy jakiej ekspozycji i w porównaniu z czym. Ocena reformy wymaga znajomości jej celu, kosztów, alternatyw oraz możliwych konsekwencji. To zadania czasochłonne, a informacje są zwykle niepełne.
Umysł może wówczas dokonać zamiany. Zamiast odpowiadać na pytanie „jak duże jest ryzyko?”, odpowiada na łatwiejsze: „jak bardzo mnie to przeraża?”. Zamiast pytać „czy to rozwiązanie przyniesie więcej korzyści niż strat?”, sprawdza, czy kojarzy się z czymś dobrym. Odpowiedź emocjonalna nie jest udawana – błąd polega na potraktowaniu jej jak odpowiedzi na inne, znacznie trudniejsze pytanie.
Eksperyment, w którym korzyść obniżała postrzegane ryzyko
Melissa Finucane, Ali Alhakami, Paul Slovic i Stephen Johnson badali, jak ludzie oceniają ryzyko i korzyści związane z różnymi technologiami oraz działaniami. Z logicznego punktu widzenia wysoka użyteczność nie musi oznaczać niskiego ryzyka. Można wyobrazić sobie rozwiązanie jednocześnie bardzo korzystne i bardzo niebezpieczne albo mało użyteczne, lecz względnie bezpieczne.
Oceny badanych układały się jednak często w prostszy wzór. Obiekty budzące pozytywne odczucia otrzymywały wysokie oceny korzyści i niskie oceny ryzyka, a obiekty oceniane negatywnie – odwrotnie. Gdy uczestnikom przekazywano informacje podnoszące postrzegane korzyści, malała również ocena ryzyka, choć przedstawiona wiadomość nie dostarczała nowych danych o bezpieczeństwie. Informacja o niższym ryzyku potrafiła z kolei zwiększyć ocenę korzyści.
W drugim badaniu presja czasu wzmacniała odwrotną zależność między ryzykiem i korzyścią. Nie oznacza to, że szybka decyzja zawsze jest zła. Pokazuje natomiast, że gdy brakuje czasu na oddzielną ocenę kilku wymiarów, ogólne wrażenie łatwiej przejmuje rolę wspólnego miernika.
Emocja nie jest wrogiem rozumu
Popularna opowieść przedstawia człowieka jako pole bitwy między chłodnym rozumem a irracjonalnym uczuciem. Badania opisują bardziej złożony układ. Emocje pomagają wykrywać zagrożenia i ustalać priorytety, gdy nie da się obliczyć wszystkich skutków. Lęk przed dymem słusznie każe opuścić budynek przed analizą chemiczną powietrza. Problem zaczyna się wtedy, gdy sygnał staje się jednocześnie diagnozą, wyjaśnieniem przyczyny i gotową receptą.
Odczucie pochodzące z innego źródła
Nie każda emocja powstaje z ocenianej sprawy. Badacze odróżniają emocje integralne, związane z decyzją, od przypadkowych, przeniesionych z innego źródła. Norbert Schwarz i Gerald Clore pokazali, że chwilowy nastrój może wpływać nawet na ocenę zadowolenia z życia. Gdy uczestnikom ułatwiano przypisanie złego samopoczucia przemijającej pogodzie, wpływ ten słabł. Człowiek może użyć własnego stanu jako informacji o świecie, jeśli nie rozpozna, skąd ten stan się wziął.
Strach: możliwość zaczyna przypominać prawdopodobieństwo
Strach skupia uwagę na potencjalnej stracie i na tym, czego nie można kontrolować. Obraz katastrofy, brutalne nagranie albo opowieść rozpoczynająca się od słów „to może spotkać każdego” sprawiają, że możliwość zdarzenia staje się łatwa do wyobrażenia. Łatwość wyobrażenia nie jest jednak tym samym co częstość.
Po szeroko relacjonowanym incydencie odbiorca może zachowywać się tak, jakby zmieniła się cała rzeczywistość statystyczna. Do oceny potrzebny jest mianownik: liczba zdarzeń na określoną liczbę mieszkańców, podróży, zabiegów albo lat. Bez niego pozostaje dramatyczny licznik, który nie mówi, jak duże jest ryzyko dla pojedynczej osoby.
Strach sprzyja akceptacji działań obiecujących odzyskanie bezpieczeństwa, zwłaszcza gdy są przedstawione jako natychmiastowe. W takiej chwili łatwo pominąć pytania o skuteczność, proporcjonalność, możliwość nadużyć i koszty alternatywne. Najbardziej uspokajające rozwiązanie nie musi być rozwiązaniem najlepiej ograniczającym zagrożenie.
Strach i gniew nie prowadzą w tę samą stronę
Jennifer Lerner i Dacher Keltner wykazali, że osoby odczuwające strach formułowały bardziej pesymistyczne oceny ryzyka i częściej wybierały ostrożność. Osoby rozgniewane przedstawiały oceny bardziej optymistyczne i wykazywały większą skłonność do ryzyka. Zależności pojawiały się zarówno przy emocjach występujących naturalnie, jak i wzbudzanych eksperymentalnie.
Wyjaśnienie nie ogranicza się do tego, że jedna emocja jest słabsza, a druga silniejsza. Strach wiąże się z poczuciem niepewności i ograniczonej kontroli, natomiast gniew częściej zawiera poczucie pewności co do tego, co się stało i kto odpowiada. Dlatego rozgniewany odbiorca może uważać sytuację za moralnie groźną, a jednocześnie być gotowy poprzeć ryzykowną odpowiedź.
Badanie terenowe przeprowadzone po zamachach z 11 września również pokazało odmienne skutki strachu i gniewu dla ocen ryzyka terroryzmu. Ogólna kategoria „negatywnych emocji” jest zbyt szeroka, by przewidzieć reakcję społeczną.
Lęk może także uruchamiać poszukiwanie informacji
Strach nie jest przyciskiem wyłączającym myślenie. Niepewność może skłaniać do sprawdzania nowych informacji, porównywania źródeł i odejścia od rutynowych ocen. Nicholas Valentino i współautorzy wykazali w badaniach dotyczących polityki, że niepokój może zwiększać poszukiwanie informacji i sprzyjać uczeniu się.
Efekt zależy od natężenia emocji, poczucia sprawczości, dostępności wiarygodnych źródeł oraz konstrukcji komunikatu. Człowiek przekonany, że może coś zrozumieć i zrobić, reaguje inaczej niż osoba stale bombardowana obrazami zagrożenia bez wskazania możliwości działania. Ten sam lęk może otworzyć uwagę albo ją zawęzić. Dlatego nie należy z każdego alarmującego przekazu wyprowadzać wniosku o automatycznym podporządkowaniu odbiorców.
Gniew: od złożonego procesu do jednego winnego
Gniew porządkuje wydarzenie wokół naruszenia normy. Taka orientacja bywa potrzebna, bo odpowiedzialność rzeczywiście może być osobista. Jednocześnie wieloletni problem gospodarczy, instytucjonalny albo społeczny łatwo otrzymuje twarz jednego polityka, przedsiębiorcy, urzędnika lub całej grupy. Wskazanie odpowiedzialnego daje poczucie zrozumienia, nawet gdy opisuje tylko fragment mechanizmu.
Emocje zawierające większe poczucie pewności, do których należy gniew, mogą sprzyjać bardziej uproszczonemu przetwarzaniu informacji. Rozgniewany odbiorca szybciej rozpoznaje znany schemat: sprawca, ofiara, zdrada, kara. Materiał nie musi fałszować żadnego szczegółu. Wystarczy, że nie pokaże konkurencyjnych przyczyn, niepewności i przypadków niepasujących do wzoru.
Oburzenie może zmienić standard dowodu
W spokojnej sytuacji odbiorca może żądać dokumentów, porównania źródeł i ustalenia zakresu odpowiedzialności. Po silnym wzbudzeniu gniewu samo domaganie się tych etapów bywa przedstawiane jako obrona sprawcy albo brak solidarności z ofiarą. Wtedy emocja nie tylko podsuwa odpowiedź – utrudnia zadawanie pytań, które mogłyby tę odpowiedź skorygować.
Zmienia się również cel decyzji. Zamiast ograniczyć przyszłe szkody, społeczeństwo może chcieć przede wszystkim ukarać. Surowa reakcja daje poczucie sprawiedliwości, lecz nie zawsze zmienia warunki, które umożliwiły problem. Rozwiązanie skuteczne prewencyjnie może zaś wydawać się zbyt łagodne, bo nie dostarcza widocznego aktu odwetu.
Współczucie: jedna twarz pokonuje wielką liczbę
Statystyka przekazuje skalę, lecz nie pokazuje doświadczenia pojedynczego człowieka. Imię, twarz, głos i szczegół codzienności tworzą konkretną osobę, z którą można się utożsamić. Tysiąc anonimowych przypadków pozostaje kategorią. Jedna opowiedziana historia może więc poruszyć silniej niż raport opisujący cierpienie znacznie większej grupy.
Zjawisko to opisuje się jako efekt rozpoznawalnej ofiary. W klasycznych eksperymentach badano, czy ludzie przekazują więcej pieniędzy konkretnej, opisanej osobie niż anonimowym ofiarom przedstawionym statystycznie. Deborah Small, George Loewenstein i Paul Slovic stwierdzili również, że włączenie analitycznego namysłu może osłabiać różnicę. Nie prowadziło to jednak koniecznie do większej pomocy dla anonimowej grupy – potrafiło zmniejszać hojność wobec opisanej osoby.
Popularna wersja tego efektu jest bardziej kategoryczna niż obecny stan badań. Prerejestrowana replikacja Maximiliana Maiera, Yik Chun Wonga i Gilada Feldmana nie potwierdziła badanego efektu przy hipotetycznych darowiznach. Autorzy wskazali także na możliwą stronniczość publikacyjną wcześniejszej literatury. Bezpieczniej mówić o ograniczonej wrażliwości na skalę niż o żelaznej zasadzie, według której każda nazwana ofiara zawsze otrzyma więcej pomocy.
Współczucie nie rośnie proporcjonalnie do liczby ofiar
Gdy liczba poszkodowanych rośnie z jednej osoby do stu, reakcja emocjonalna nie zwiększa się stukrotnie. Trudniej stworzyć wyrazisty obraz grupy, a poczucie skuteczności działania maleje. Pomoc dziesięciu osobom spośród miliona może wydawać się kroplą w morzu, choć obejmuje więcej ludzi niż uratowanie jednej osoby.
Badacze opisują ten problem za pomocą pojęć niewrażliwości na zakres, znieczulenia psychicznego i zanikania współczucia. Nie są one dokładnie tym samym, ale wskazują wspólną trudność: ludzka reakcja intuicyjna słabo odwzorowuje duże liczby. Dlatego decyzje o podziale środków wymagają połączenia współczucia z rachunkiem skali, kosztu i skuteczności.
Fotografia Alana Kurdiego i gwałtowna fala uwagi
We wrześniu 2015 roku świat obiegła fotografia ciała trzyletniego Alana Kurdiego na tureckiej plaży. Paul Slovic i współautorzy wykazali gwałtowny wzrost zainteresowania i darowizn, który z czasem osłabł. Obraz nadał kryzysowi uchodźczemu emocjonalną postać, lecz nie dowodzi to, że sam rozstrzygnął politykę migracyjną. Przykład pokazuje różnicę między nagłym szczytem empatii a trwałą zdolnością zajmowania się problemem.
Prawdziwe cierpienie nie rozstrzyga o skuteczności rozwiązania
Najsilniejsze apele łączą historię ofiary z konkretną decyzją: poprzyj ustawę, przekaż pieniądze, zaakceptuj zakaz, potęp grupę. Cierpienie pokazanej osoby może być całkowicie prawdziwe. Nie wynika z tego jeszcze, że proponowana reakcja zapobiegnie podobnym przypadkom albo najlepiej wykorzysta ograniczone zasoby.
Współczucie odpowiada na pytanie, czy los człowieka ma znaczenie. Polityka publiczna musi dodatkowo ustalić, ilu osobom rozwiązanie pomoże, komu może zaszkodzić, ile będzie kosztować, jakie ma alternatywy i czy da się je wykonać. Odmowa automatycznej zgody na zaproponowany środek nie jest odmową współczucia. Podobnie silne współczucie nie jest dowodem na brak zdolności analitycznych.
Emocja, winny, rozwiązanie – sekwencja gotowego przekazu
Perswazyjny komunikat często najpierw pokazuje zagrożenie, krzywdę albo naruszenie normy, następnie wskazuje winnego, a na końcu działanie przywracające bezpieczeństwo lub sprawiedliwość. Najważniejsza manipulacja może zachodzić między etapami. Z faktu, że problem budzi słuszny gniew, nie wynika prawidłowo wskazana wina; z istnienia zagrożenia – skuteczność regulacji; z potrzeby pomocy – trafność każdej polityki przedstawionej w imieniu ofiary.
Przekaz ogranicza przestrzeń analizy również przez pośpiech. „Musimy zdecydować teraz” może być prawdą w czasie pożaru, epidemii albo bezpośredniego ataku. W wielu sporach publicznych pilność jest jednak częścią perswazji. Im mniej czasu na oddzielenie ryzyka, korzyści i kosztów, tym większe znaczenie uzyskuje ogólne odczucie.
Jak obraz, dźwięk i montaż podnoszą temperaturę
Zbliżenie twarzy, powtarzanie brutalnego fragmentu, muzyka i kolejność wypowiedzi tworzą ramę, zanim pojawi się komentarz. Materiał może pokazać sekundę uderzenia bez minut poprzedzających konflikt albo rozpacz rodziny bez danych o częstości podobnych zdarzeń. Kadr nie musi być fałszywy, aby całość stała się nieproporcjonalna. Prawdziwy fragment otrzymuje wówczas rangę pełnego wyjaśnienia.
Sondaż wykonany w cieniu wydarzenia
Odpowiedź na pytanie o bezpieczeństwo, karę albo pomoc może wyglądać inaczej dzień po tragedii niż miesiąc później. Zdarzenie zwiększa dostępność obrazów i skojarzeń, dlatego moment pomiaru jest częścią wyniku. Ostrożności wymaga sondaż używany jako dowód, że społeczeństwo od dawna i trwale domaga się rozwiązania przedstawionego dopiero w reakcji na pojedynczy incydent.
Media społecznościowe premiują treści zdolne wywołać reakcję
Platforma nie musi mieć własnej ideologii, aby wzmacniać emocjonalny przekaz. Wystarczy, że system nagradza udostępnienia, komentarze, powroty i czas spędzony przy materiale. Treść wywołująca gniew albo moralne oburzenie może osiągać dobre wyniki według tych wskaźników, a następnie otrzymywać kolejne ekspozycje.
William Brady i współautorzy przeanalizowali ponad pół miliona wpisów dotyczących trzech spornych tematów. W badanych zbiorach każde dodatkowe słowo łączące język moralny i emocjonalny wiązało się przeciętnie z około 20-procentowym wzrostem liczby udostępnień. Była to zależność obserwacyjna w konkretnych sieciach, a nie dowód, że jedno słowo wywołuje identyczny efekt w każdym serwisie i każdym języku.
Steve Rathje, Jay Van Bavel i Sander van der Linden stwierdzili z kolei, że język odnoszący się do politycznej grupy przeciwnej był szczególnie silnym predyktorem udostępnień. Mechanizm tworzy niebezpieczną zachętę: opis przeciwnika może zapewnić większy zasięg niż wyjaśnienie własnego programu. Zyskują niekoniecznie najbardziej przekonujące argumenty, lecz komunikaty najlepiej uruchamiające tożsamość grupową i niechęć.
Internetowe oburzenie wydaje się powszechniejsze, niż jest
Widząc dziesiątki ostrych wypowiedzi, odbiorca może uznać, że cała grupa pozostaje w stanie wściekłości. Nie widzi jednak ludzi, którzy nie opublikowali niczego albo sformułowali spokojną opinię niewyróżnioną przez system. Widoczność ekspresji nie jest reprezentatywną próbą emocji społeczeństwa.
Badanie Brady’ego i współautorów z 2023 roku porównywało deklarowany gniew autorów wpisów z ocenami obserwatorów. Odbiorcy systematycznie przypisywali autorom silniejsze oburzenie, niż autorzy sami zgłaszali, a różnica była większa u osób częściej korzystających z mediów społecznościowych do poznawania polityki. W eksperymentach przeszacowanie oburzenia zwiększało przekonanie o wrogości norm komunikacyjnych, polaryzacji i skrajności grup.
Powstaje sprzężenie zwrotne: ludzie przeceniają powszechność gniewu, dostosowują język do rzekomej normy i dostarczają kolejnych dowodów na istnienie agresywnego otoczenia. Emocja staje się informacją o tym, jak zachowują się „wszyscy inni”.
Nie każde odwołanie do emocji jest manipulacją
Reportaż pozbawiony ludzkiego doświadczenia może zniekształcać rzeczywistość równie skutecznie jak sensacyjny materiał. Krzywda ma wymiar emocjonalny, a całkowicie sterylny język potrafi ukrywać skutki decyzji za technicznymi określeniami. Uczciwy przekaz nie musi być chłodny – musi pozwalać sprawdzić, co wynika z emocji, a co z danych.
Manipulacja zaczyna się wtedy, gdy emocja ukrywa proporcje, blokuje pytania, przypisuje nieudowodnioną winę albo przemyca rozwiązanie niewynikające ze zdarzenia. Jeśli podobne cierpienie raz otrzymuje twarz i imię, a innym razem znika w statystyce, selekcja może służyć politycznemu celowi.
Statystyka również może zastępować analizę
Obrona przed emocjonalnym przekazem nie polega na automatycznej wierze we wszystko, co zawiera wykres. Liczba bez mianownika, średnia bez rozkładu, krótki przedział czasu i starannie dobrany punkt początkowy mogą stworzyć fałszywy obraz. Pozór chłodu nie gwarantuje rzetelności.
Dane mogą też znieczulać, gdy realne konsekwencje znikają w wartościach zagregowanych. Właściwa odpowiedź nie polega więc na wyborze między historią a statystyką. Historia pokazuje rodzaj doświadczenia, statystyka – jego zakres; potrzebne są obie.
Jak sprawdzić, czy emocja właśnie przejęła decyzję
Pierwszym krokiem nie jest tłumienie uczucia, lecz jego nazwanie. „Boję się”, „jestem wściekły” i „chcę pomóc tej osobie” to trzy różne informacje. Rozpoznanie stanu tworzy odstęp między reakcją a decyzją.
Przed poparciem rozwiązania warto przeprowadzić krótki test:
- Jaka jest skala zjawiska i jaki jest mianownik? Liczba przypadków bez liczby osób narażonych nie opisuje prawdopodobieństwa.
- Czy pokazany przypadek jest typowy? Prawdziwa historia może być jednocześnie skrajnie rzadka.
- Co dokładnie wynika z danych, a co dopowiada obraz lub komentarz?
- Czy wskazany winny ma udowodniony związek ze zdarzeniem? Moralna pewność nie zastępuje związku przyczynowego.
- Czy proponowane rozwiązanie ogranicza problem, czy głównie przynosi poczucie działania?
- Jakie są koszty, skutki uboczne i alternatywy? Dobre intencje nie znoszą ograniczonych zasobów.
Test odwróconego przekazu
Czy pojedynczy przypadek uznalibyśmy za wystarczający dowód, gdyby służył przeciwnemu stanowisku? Czy zaakceptowalibyśmy ten sam montaż i wezwanie do natychmiastowej decyzji, gdyby wykorzystała je grupa, której nie ufamy? Jeśli standard dowodu zmienia się razem z kierunkiem emocji, prawdopodobnie bronimy konkluzji, a nie zasady.
Odroczenie nie oznacza obojętności
W sprawach niewymagających interwencji warto wrócić do decyzji po kilku godzinach. Łatwiej wtedy oddzielić karę od zapobiegania, pomoc jednej osobie od polityki dla milionów i możliwość zagrożenia od jego prawdopodobieństwa. Gdy decyzji nie można odłożyć, potrzebne są wcześniej ustalone progi dowodowe, zasady proporcjonalności i późniejsza kontrola. Procedura jest pamięcią spokojniejszego umysłu pozostawioną na czas silnego pobudzenia.
Emocja powinna otwierać pytanie, a nie je zamykać
Strach może ostrzec, że zlekceważono ryzyko, gniew ujawnić bezkarność, a współczucie wydobyć ludzi z anonimowej statystyki. Błędem jest dopiero przyznanie emocji kompetencji, których nie posiada. Strach nie oblicza prawdopodobieństwa, gniew nie prowadzi postępowania dowodowego, a współczucie nie porównuje skuteczności programów. Emocje wskazują, gdzie spojrzeć; analiza musi ustalić, co naprawdę widać.
Najbardziej skuteczny przekaz emocjonalny nie zawsze przekonuje odbiorcę do fałszu. Czasem robi coś subtelniejszego: sprawia, że człowiek uznaje intensywność własnej reakcji za dowód skali zjawiska, pewności winy i słuszności rozwiązania. Właśnie w tej chwili emocja przestaje być sygnałem, a zaczyna zastępować analizę.
Źródła i materiały pomocnicze
- Jennifer S. Lerner, Ye Li, Piercarlo Valdesolo, Karim S. Kassam, „Emotion and Decision Making”: https://www.annualreviews.org/doi/10.1146/annurev-psych-010213-115043
- Melissa L. Finucane, Ali Alhakami, Paul Slovic, Stephen M. Johnson, „The Affect Heuristic in Judgments of Risks and Benefits”: https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/(SICI)1099-0771(200001/03)13:1<1::AID-BDM333>3.0.CO;2-S
- Norbert Schwarz, Gerald L. Clore, „Mood, Misattribution, and Judgments of Well-Being”: https://dornsife.usc.edu/norbert-schwarz/wp-content/uploads/sites/231/2023/11/83_jpsp_schwarz___clore_mood.pdf
- Jennifer S. Lerner, Dacher Keltner, „Fear, Anger, and Risk”: https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/11474720/
- Jennifer S. Lerner, Roxana M. Gonzalez, Deborah A. Small, Baruch Fischhoff, „Effects of Fear and Anger on Perceived Risks of Terrorism”: https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/12661676/
- Nicholas A. Valentino, Vincent L. Hutchings, Antoine J. Banks, Anne K. Davis, „Is a Worried Citizen a Good Citizen?”: https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/j.1467-9221.2008.00625.x
- Deborah A. Small, George Loewenstein, Paul Slovic, „Sympathy and Callousness”: https://www.cmu.edu/dietrich/sds/docs/loewenstein/SympathyCallous.pdf
- Maximilian Maier, Yik Chun Wong, Gilad Feldman, „Revisiting and Rethinking the Identifiable Victim Effect”: https://online.ucpress.edu/collabra/article/9/1/90203/199223/Revisiting-and-Rethinking-the-Identifiable-Victim
- Paul Slovic i inni, „Iconic Photographs and the Ebb and Flow of Empathic Response to Humanitarian Disasters”: https://www.pnas.org/doi/10.1073/pnas.1613977114
- William J. Brady i inni, „Emotion Shapes the Diffusion of Moralized Content in Social Networks”: https://www.pnas.org/doi/10.1073/pnas.1618923114
- Steve Rathje, Jay J. Van Bavel, Sander van der Linden, „Out-Group Animosity Drives Engagement on Social Media”: https://www.pnas.org/doi/10.1073/pnas.2024292118
- William J. Brady i inni, „Overperception of Moral Outrage in Online Social Networks Inflates Beliefs about Intergroup Hostility”: https://www.nature.com/articles/s41562-023-01582-0